Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad rozwiązała umowę z firmą Radko odpowiedzialną za budowę czterokilometrowego odcinka autostrady A4. Ta sama firma buduje również fragment trasy S19 na wysokości Rzeszowa.

REKLAMA

Powodem zerwania umowy są opóźnienia. Firma Radko miała zakończyć inwestycję pod koniec lutego. Do tej pory wykonała jedynie połowę prac. Jak się okazało, nie płaciła też podwykonawcom. Konsekwencją tej sytuacji jest również złożenie wniosku o upadłość.

Odcinek A4, z którego Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wyrzuciła firmę Radko dokończą wykonawcy sąsiednich fragmentów. Taki jest jeden z dwóch scenariuszy dokończenia budowy trasy w okolicach Rzeszowa.

Drugi wariant przewiduje ogłoszenie nowego przetargu. GDDKiA chciałaby tego uniknąć, bo oba sąsiednie odcinki A4 będą gotowe tuż po wakacjach. Bez szybkiego dokończenia środkowego fragmentu, oddanie do ruchu całej trasy, nie miałoby sensu. Tutaj właśnie jest usytuowany ten obwód utrzymania autostrady. Aby tamte odcinki mogły być oddane do ruchu, niezbędny jest ten obwód po to by utrzymywać autostradę zimą - tłumaczy rzeczniczka GDDKiA Urszula Nelken

Prawo zamówień publicznych daje możliwość zlecenia prac sąsiednim wykonawcom. W tej chwili trwają analizy, które rozwiązanie wybrać.

Firma Radko zaskoczona

Zarząd firmy Radko twierdzi, że jest zaskoczony decyzją Generalnej Dyrekcji. Przekreśla ona na wiele miesięcy możliwość dokończenia tego ważnego odcinka autostrady A4. Oznacza też poważne kłopoty finansowe, a być może również upadłość dla setek firm podwykonawczych i dostawców. Firmy te nie mogą liczyć na wypłatę należności - oświadczył Michał Żmudka z firmy Radko.

Według zarządu Radko decyzja jest tym bardziej niezrozumiała, iż zapadła jeszcze przed rozstrzygnięciem przez ministra transportu roszczeń związanych z opóźnieniami w realizacji inwestycji, które były spowodowane warunkami atmosferycznymi. Chodzi m.in. o szkody wyrządzone na placu budowy przez powódź.

W komunikacie zarząd Radko przypomniał, że proponował GDDKiA tzw. umowę podwykonawczą, czyli dopuszczenie do realizacji kontraktu podwykonawców, co zwiększyłoby tempo robót. Jednak - jak powiedziała Rarus - umowa zawierała błędy formalne i została odrzucona.

Firma "zasłynęła" w Krakowie budową ronda

O firmie zrobiło się głośno po tym, jak w Krakowie nie mogła poradzić sobie na czas z budową Ronda Ofiar Katynia. Budowa przeciągnęła się o rok. Pierwotnie inwestycja, która kosztowała 121 milionów złotych, miała się zakończyć w grudniu 2010 roku. Trwała prawie rok dłużej, na wiele miesięcy paraliżując ruch w północno-zachodniej części miasta.

Wykonawca inwestycji zapłacił jedynie 1 mln 89 tys. złotych kary. W stosunku do prawie 12 miesięcy opóźnienia, to niewiele. Kara została naliczona tylko za ostanie dziewięć dni opóźnienia w oddaniu do użytku ronda. Pozostałe, ponad 11 miesięcy, zostały darowane, bo Kraków zgodził się podpisać kolejne aneksy z nowymi terminami zakończenia prac. Zgodnie z umową, kara wynosi 0,1 proc. wartości kontraktu za każdy dzień zwłoki.