Fatalny skok Kamila Stocha w finałowej serii konkursu w Innsbrucku, zaliczanego do Turnieju Czterech Skoczni. Polak, który prowadził w konkursie, uzyskał tylko 108 metrów i ostatecznie był dziewiąty. Wygrał Austriak Andreas Kofler przed Gregorem Schlierenzauerem i Taku Takeuchim.

REKLAMA

Stochowi, który znokautował rywali w pierwszej serii - skoczył 132,5 metra - do zwycięstwa brakowało bardzo niewiele. Nad drugim Schlierenzauerem Polak miał aż 6,1 punktu przewagi. Niestety, drugą próbę - w dość słabych warunkach - skoczek całkowicie zepsuł - uzyskał skromne 108 metrów. Była to jedna z najgorszych odległości drugiej serii.

W finale fatalnie spisał się też Maciej Kot, który niespodziewanie awansował do drugiej serii. Uzyskał zaledwie 101 metrów i zajął 30. miejsce. Znów rozczarował Stefan Hula, który startował w parze z Simonem Ammanem. W pierwszej serii skoczył zaledwie 101,5 metra. Przeciętny skok - 119 metrów - dał Ammanowi pewny awans.

Z presją poradzili sobie Austriacy. W obecności ponad 20 tysięcy kibiców wygrał Andreas Kofler, który wyprzedził w finałowej serii Gregora Schlierenzauera. Tym samym Kofler pokrzyżował plany swojego rodaka - "Schlieri" nie wygra wszystkich konkursów Turnieju Czterech Skoczni i nie zgarnie rekordowej nagrody. Na pocieszenie: Schlierenzauer wciąż jest liderem turnieju.

Trzeci dziś był Japończyk Taku Takeuchi. On i jego rodak Daiki Ito długo utrzymywali się na prowadzeniu w pierwszej serii. To m.in po ich skokach sędziowie zdecydowali się obniżyć belkę startową i później skoki nie były już tak dalekie.

Stoch: To ja popełniłem błąd, nie ukrywam tego

Było bardzo dużo emocji, to wszystko się we mnie nawarstwiło. Za dużo myślenia, za mało luzu i swobody w działaniu - powiedział Stoch po zawodach w Innsbrucku. Wielu ekspertów i kibiców miało wątpliwości, czy konkurs był sprawiedliwy. Organizatorzy kilkukrotnie przerywali na krótko konkurs i czekali na poprawę warunków, bo wiatr był bardzo zmienny. Stoch skakał w trudnych warunkach. Nie będę tego komentował, to nie należy do mnie. Ja mam skakać kiedy mogę, kiedy mam zielone światło i na nic innego nie powinienem zwracać uwagi. Może wiatr nie był najlepszy, ale skok był za bardzo do przodu, później musiałem wyciągać, ile się dało. Wszystko, co się dzieje na dole, słychać u góry. Ale to ja popełniłem błąd, nie ukrywam tego - mówił po konkursie skoczek.

Brakuje pełnego ustabilizowania, w trudniejszych sytuacjach wychodzą na wierzch błędy. Ale nie jest tego dużo, bo coraz więcej skoków jest udanych - komentował skok Stocha trener Łukasz Kruczek, który przyznał jednak, że warunki, w jakich skakał Polak, nie były wymarzone.

Jutro w Bischofshofen kwalifikacje do ostatniego konkursu Turnieju Czterech Skoczni. Wszystko rozstrzygnie się w piątek.