"W ostatnich latach część przedsiębiorców 'chomikowała' pracę. To znaczy decydowała, żeby nie zwalniać pracowników w kryzysie, więc w czasie ożywienia nie musieć szukać nowych. Teraz spodziewamy się więc symetrii. To znaczy, że jak gospodarka będzie wchodziła w fazę ożywienia, to po pierwsze zatrudnienie nie będzie rosło szybko, a po drugie wzrost płac nie będzie wysoki" – twierdzi w rozmowie z RMF FM Jacek Kotłowski z Instytutu Ekonomicznego Narodowego Banku Polskiego. Dodaje, że do 2015 będziemy musieli żyć na miarę własnych możliwości, a nie ponad stan i na kredyt, tak jak się to w przeszłości zdarzało.

REKLAMA

Krzysztof Berenda: Opublikowaliście dzisiaj najnowszą porcję swoich prognoz - czyli projekcję. Wynika z niej, że nasza gospodarka wreszcie zaczyna przyspieszać.

Jacek Kotłowski: Gospodarka zaczyna przyspieszać. Myślę, że poprawę zobaczymy już w tym roku. Spodziewamy się, że w najbliższym kwartale to tempo wzrostu gospodarczego wyniesie 1,6 proc. W kolejnych latach będzie wyższe. Na przełomie roku 2014/15 sięgnie 3 proc. U naszych głównych partnerów handlowych, czyli w strefie euro, wzrost gospodarczy jest cały czas poniżej wieloletniej średniej. Strefa euro wchodzi w fazę ożywienia, ale to ożywienie jest dosyć wątłe cały czas. Również w gospodarce polskiej dynamika wzrostu właściwie w całym horyzoncie projekcji, czyli w ciągu 2,5 roku, też będzie kształtowała się poniżej wieloletniej średniej.

Jeżeli tak popatrzeć dookoła i popytać ludzi, to oni nie czują tego ożywienia. Dlaczego?


Myślę, że to jest wstępna faza ożywienia. Najpierw poprawiają się przede wszystkim wskaźniki oczekiwań przedsiębiorstw. I to rzeczywiście widzimy. Poprawiają się niektóre wskaźniki makroekonomiczne, takie jak produkcja przemysłowa, sprzedaż detaliczna. Zanim to przełoży się na rynek pracy, mija zawsze trochę czasu. Rynek pracy reaguje zawsze z pewnym opóźnieniem. Być może to jest powodem tego, że gospodarstwa domowe nie widzą tego: w swoich zakładach pracy, po poziomie wynagrodzeń czy generalnie rozglądając się dookoła.

Z waszych prognoz wynika, że w tym i w przyszłym roku bezrobocie będzie na bardzo podobnym poziomie, czyli w przyszłym nie będzie takiego dużego odbicia.


Tak. W przyszłym roku bezrobocie będzie kształtowało się jeszcze na relatywnie wysokim poziomie i to wynika z tych opóźnień pomiędzy kształtowaniem się PKB, a kształtowaniem się sytuacji na rynku pracy. One zawsze wynoszą kilka kwartałów. Poza tym pamiętajmy jeszcze o jednej rzeczy: w fazie spowolnienia, którą przechodziliśmy, bezrobocie oczywiście rosło, ale nie rosło bardzo szybko. Nie tak, jak w krajach Unii Europejskiej. Zatrudnienie spadało, ale też nie spadało bardzo szybko. Co oznacza, że część przedsiębiorców jednak chomikowała pracę, czyli decydowała się nie zwalniać pracowników po to, żeby nie musieć ich zatrudniać w fazie ożywienia. W związku z tym spodziewamy się pewnej symetrii, tzn., że teraz, jak gospodarka będzie wchodziła w fazę ożywienia, to po pierwsze zatrudnienie też nie będzie rosło bardzo szybko, bo przedsiębiorcy mają pewne zasoby, których nie wykorzystywali dotychczas. Po drugie: również dynamika płac nie powinna być bardzo wysoka.

Z tego, co pan mówi, wynika, że my tak na dobrą sprawę, ożywienie także na rynku pracy, odczujemy dopiero w 2015 roku. A co do tego czasu: oszczędzanie i zaciskanie pasa?


Myślę, że może niekoniecznie zaciskanie pasa, ale nie życie ponad stan, tak jak miało to miejsce niekiedy w przeszłości, kiedy gospodarka polska żyła w pewnym stopniu trochę na kredyt. Mieliśmy do czynienia z bardzo wysoką dynamiką akcji kredytowej, spadała stopa oszczędności gospodarstw domowych. Dzisiaj ta sytuacja się ustabilizowała, więc chyba najlepsze, co może być, to życie na miarę własnych możliwości.