Wbrew zapowiedziom dzień po wyborach nie doszło do zapowiadanego spotkania Donalda Tuska z Grzegorzem Schetyną. W Platformie słychać głosy, że to próba osłabienia pozycji marszałka Sejmu. W ramach powyborczych konsultacji Tusk rozmawiał natomiast z prezydentem, a po południu - z szefem PSL.

REKLAMA

Zaplanowane na godzinę 15 spotkanie Tuska ze Schetyną ostatecznie nie doszło do skutku. W TVN 24 informował o nim sam marszałek Sejmu. Jak twierdził, z premierem miał rozmawiać m.in. o rządzie i władzach parlamentu. Po południu jednak rzecznik rządu Paweł Graś poinformował, że do spotkania w poniedziałek nie dojdzie.

Niektórzy politycy Platformy uważają, że to celowe posunięcie Tuska, które ma osłabić pozycję przetargową Schetyny. Jeżeli dzisiaj ( w poniedziałek - RMF FM) do takiego spotkania nie dojdzie, to by znaczyło, że dojdzie do konfrontacji. Myślę jednak, że Tusk nie chce walczyć ze Schetyną, ale tylko go osłabić. W sytuacji, kiedy mamy tylko kilka głosów przewagi (jako koalicja - RMF FM) Tusk nie może sobie pozwolić na otwarty konflikt ze Schetyną - oceniają źródła zbliżone do kierownictwa PO.

Troje "pewniaków" do zachowania ministerialnych tek

Jacek Rostowski, Radosław Sikorski i Elżbieta Bieńkowska są "pewniakami" wśród ministrów, którzy po wyborach mają zachować dotychczasowe stanowiska. Źródła w partii informują też, że premier dobrze ocenia pracę nowego szefa MON Tomasza Siemoniaka, który bezkolizyjnie przejął obowiązki po zdymisjonowanym Bogdanie Klichu. Resortem zdrowia najprawdopodobniej nadal będzie kierować Ewa Kopacz, choć pojawiają się też głosy, że wolałaby stanowisko marszałka Sejmu.

Tu jednak pojawia się problem, bo marszałkiem chce pozostać Grzegorz Schetyna. Tusk tymczasem - jak donosiła reporterka RMF FM Agnieszka Burzyńska - wolałby mieć Schetynę pod kontrolą w rządzie.

Ministerstwem kultury chce nadal kierować Bogdan Zdrojewski, wzmocniony wysokim wynikiem, jaki uzyskał w okręgu wrocławskim (ponad 129 tysięcy głosów). Niewykluczone jednak, że Tusk będzie wołał go widzieć na stanowisku szefa klubu PO, choćby po to, żeby osłabić pozycję Schetyny w Sejmie - tak przynajmniej twierdzą źródła Polskiej Agencji Prasowej. Według informatorów możliwy jest też inny scenariusz: że Zdrojewski w rządzie zostanie, ale dostanie inny resort.

Schetyna na stanowisko szefa klubu popiera Tomasza Tomczykiewicza, który zadeklarował, że jest do dyspozycji władz PO i chętnie dalej kierowałby klubem. Pytanie, czy w nowej, na pewno trudniejszej kadencji, nie potrzeba kogoś, kto zarządzałby sprawniej niż Tomczykiewicz - mówią źródła we władzach partii.

Stanowisko ma stracić minister infrastruktury Cezary Grabarczyk. Tusk chciałby podobno, aby nowym szefem ministerstwa transportu i wicepremierem został Schetyna, i ma go do tego przekonywać.

Politycy Platformy podkreślają, że największym pokonanym wewnątrz Platformy jest Grabarczyk i popierający go politycy, czyli tzw. spółdzielnia. "Spółdzielnia" jest w całkowitym odwrocie. Teraz w PO są tylko dwa konkurencyjne ośrodki władzy skupione wokół Tuska i Schetyny. Grabarczyk już się w ogóle nie liczy - mówi polityk z "frakcji Schetyny". Według nieoficjalnych jeszcze wyników wyborów, największy konkurent Grabarczyka - minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski (ma utrzymać swoje stanowisko) - uzyskał prawie trzykrotnie więcej głosów. Grabarczyka wyprzedził tez łódzki poseł Platformy John Abraham Godson.

Prestiżową porażkę poniosła też forsowana przez Grabarczyka na "jedynkę" listy w Lublinie Magdalena Gąsior-Marek (zasłynęła wręczeniem kwiatów ministrowi po tym, jak koalicja obroniła go w sejmowym głosowaniu przed utratą funkcji), która uzyskała trzykrotnie mniej głosów niż kandydatka Schetyny z tej samej listy Joanna Mucha.

Resortem spraw wewnętrznych najprawdopodobniej nie będzie już kierował Jerzy Miller. Być może pokieruje on Narodowym Funduszem Zdrowia (był już prezesem NFZ w latach 2004-2006).

Jakie resorty dla ludowców?

Nie jest natomiast przesądzone, jakie resorty w koalicyjnym rządzie otrzyma PSL. Źródła w Stronnictwie informują, że ludowcy byliby zadowoleni, gdyby utrzymali dotychczasowy stan posiadania, czyli gospodarkę, rolnictwo oraz ministerstwo pracy. PO również nie chce dawać PSL więcej resortów niż dotychczas.

Według nieoficjalnych informacji, osłabiona ma być w rządzie pozycja Waldemara Pawlaka. Szef ludowców ma być nadal wicepremierem, ale może otrzymać mniej prestiżowy resort niż dotychczas. W PO mówi się, że mógłby dostać propozycję kierowania nowym resortem cyfryzacji. Niewykluczone też, że propozycję objęcia teki ministerstwa transportu, który ma powstać zamiast resortu infrastruktury, otrzyma od PO polityk PSL Janusz Piechociński. Ta kandydatura byłaby jednak nie w smak Pawlakowi ze względu na jego konflikt z Piechocińskim. Źródła w zarządzie PO mówią też o "złej chemii" między Tuskiem a Fedak, która wielokrotnie wchodziła w spory z uważanym za jednego z największych faworytów Tuska Jackiem Rostowskim.

Jeszcze przed wyborami do kierowania Ministerstwem Gospodarki był przymierzany Jan Krzysztof Bielecki. Według części polityków PO, bardziej prawdopodobny jest jednak scenariusz, w którym Bielecki kierowałby Centrum Planowania Strategicznego - nową instytucją, która ma powstać z przekształcenia m.in. Rady Gospodarczej funkcjonującej przy premierze.

Nie są przesądzone losy szefa KPRM Tomasza Arabskiego, który - mimo 2. miejsca na liście - otrzymał bardzo słaby wynik i w efekcie nie zdobył mandatu poselskiego. Jego sytuację komplikuje fakt, że jego nazwisko pojawiało się wśród osób odpowiedzialnych za organizację tragicznego lotu do Smoleńska.

Jeszcze przed wyborami Tusk zapowiadał, że obecny szef Komitetu Stałego Rady Ministrów (minister bez teki) Michał Boni ma pokierować Sztabem Bezpieczeństwa Socjalnego, który miałby za zadanie chronić przed skutkami kryzysu najsłabszych obywateli pozbawionych własnych źródeł dochodów. Z kolei działania resortów na rzecz seniorów miałby koordynować minister ds. wykluczonych Bartosz Arłukowicz.