W książce, którą czytała pani Urszula, ktoś puka do drzwi leśniczówki w środku zimy. Do jej domku w środku lasu też ktoś zapukał. Też była zima. Pani Urszula była sama. Tak już jest od dawna, czyli od śmierci brata i mamy. „Brat jak zmarł, to w czerwcu będą dwa lata, mama to rok. Jak tak człowiek sam siedzi, to różne myśli przychodzą do głowy. No samotna i nikomu nie potrzebna” – opowiada 53-letnia pani Urszula. – „A wyglądam, jak wyglądam, no bo ja też jestem schorowana”. W takich chwilach łatwo uwierzyć, że już nic się nie zmieni. A jednak.

REKLAMA

W domu cudów - historia pani Urszuli

Cisza w jej domu najczęściej przerywana ją szelestem przewracanych kartek z setek, a może tysięcy przeczytanych przez panią Urszulę książek. Od jedenastu lat regularnie odwiedza bibliotekę. Czyta dużo - nawet kilkadziesiąt książek miesięcznie. Nieraz jak przywiozę książki z biblioteki, to mnie aż plecy bolą. Jakby nie było to 20 książek przywiozłam teraz - opowiada kobieta.

Setki historii przewinęły się przez jej ręce. Niektóre zostały w sercu na dłużej. Ostatnia książka, którą czytała, jest właśnie o cudach. Jakby między stronami była ukryta wiadomość skierowana tylko do pani Urszuli.

Latem pani Ula lubi siedzieć w cieniu swojego domu z książką. Mam wysokie ciśnienie, jakbym pochodziła po słońcu, to aż mnie mdli - opowiada. Codzienność pani Urszuli to także leczenie: pulmonologiczne, kardiologiczne, do tego dochodzi cukrzyca i choroba tarczycy. Życie podporządkowała nie tylko książkom, ale też rytmowi wizyt lekarskich i przyjmowania leków.

Pani Urszula utrzymuje się z zasiłku stałego. Co kilka miesięcy 300-400 zł przeznacza na leki. Po wszystkich opłatach zostaje jej około 300 zł na życie. I to też jest cud - że wystarcza. I tak każdego miesiąca.

Nie pracuje, choć bardzo by chciała. Jakby była praca, to bym poszła. Ale z tym ciężko. Mam stopień umiarkowany. Człowiek pójdzie się zapytać o pracę, mówią: oddzwonimy. I cisza - opowiada. Znów cisza, tym razem inna - bez happy endu.

Dom, w którym mieszka, mógłby być tłem niejednej opowieści. Stary, jakby z innej epoki. Bez bieżącej wody, z rzeczami z dawnych lat. Gdy zepsuła się pralka, codzienność stała się jeszcze trudniejsza. Jedynym rozwiązaniem była wtedy prosta pralka wirnikowa - taka, do której wodę można wlewać i wylewać ręcznie. Pani Urszuli nie było na nią stać. Prała ręcznie. Na łóżku pani Urszuli leżała od lat wysłużona pościel. Kobieta marzyła o nowym komplecie.

W tym domu - pełnym książek, ciszy i codziennych zmagań - potrzeby są skromne. I właśnie tutaj, między książkami a codziennymi trudnościami, znalazło się miejsce na cud, niejeden.

Fot. Beata Zawrzel

Pierwszy cud

W kuchni pani Urszuli od dawna unosił się zapach, którego nie powinno tam być. Kuchenka była tak stara, że jak gotowałam, to było czuć gaz. Nie było mnie stać na naprawę - wspomina. Pani Urszula mimo wszystko przygotowywała na niej obiad. Ignorowała zapach, bo głód był silniejszy niż strach.

Do Szlachetnej Paczki zgłosiła mnie moja opiekunka z GOPS-u - opowiada pani Urszula. Dlatego w listopadzie odwiedzili ją Wolontariusze. Bardzo dobrze wspominam Wolontariuszkę. Przyjeżdżała z kierowcą, który też był Wolontariuszem - opowiada kobieta.

Kiedy w jej domu po raz pierwszy pojawiły się Wolontariuszki Szlachetnej Paczki, od razu poczuły zapach, do którego pani Urszula zdążyła się przyzwyczaić. Jak widziałam tę kuchenkę, to aż mnie serce bolało. Nie mogłam spać - wspomina Wolontariuszka. Dla nich zapach gazu był sygnałem alarmowym.

To był pierwszy cud, a może dwa cuda splecione w jeden? Niespodziewana wizyta Wolontariuszy, dostrzeżenie zagrożenia życia i ratowanie go. Wolontariuszka Paczki, która do mnie przyjeżdżała, widziała tę starą kuchenkę i podarowała mi czujnik gazu - opowiada pani Urszula. Gdy został zamontowany, szybko okazało się, jak bardzo był potrzebny. Alarm uruchamiał się za każdym razem, gdy tylko zaczynało się gotowanie, ostrzegając przed zagrożeniem. Aż nadszedł grudniowy weekend. I wtedy przyszedł czas na... kolejny cud.

Fot. Beata Zawrzel

Drugi cud

Drugi cud wydarzył się podczas Weekendu Cudów - wyjątkowego, grudniowego czasu, gdy Wolontariusze dostarczają potrzebującym rodzinom paczki przygotowane przez darczyńców. W jednej z nich była nowa kuchenka gazowa dla pani Urszuli.

Kiedy w jej domu pojawiła się ta nowa kuchenka, trzeba było ją jeszcze bezpiecznie zainstalować. Wolontariusz wrócił i przywiózł fachowca od kuchenki, który mi te kable przerobił i pomógł ją uruchomić. To był miły gest - wspomina kobieta. Miły, choć w rzeczywistości znaczył o wiele więcej. Daliśmy jej nie tylko szansę na nowe życie, ale uratowaliśmy jej życie - ocenia Wolontariuszka.

Pani Urszula dostała też nową pralkę, pościel i zapasy jedzenia. Mnie Szlachetna Paczka daje satysfakcję, że są ludzie, którzy pomagają. Tym biedniejszym, żeby mieli, co jeść. Cały czas się uśmiecham. Wiem, że pójdę do spiżarni i coś wyjmę do jedzenia. Wyciągnę taki makaron czy taki. Taką puszkę wezmę czy inną. Tam i ryby były. Dużo ułatwiły życia te produkty - opowiada zadowolona. I właśnie te najprostsze, codzienne wybory: "co dziś zjeść?" - przestały być zmartwieniem, a zaczęły dawać coś bezcennego: spokój i poczucie bezpieczeństwa. I tak jest od grudnia.

W paczce znalazł się również ciepły dres, o którym Pani Urszula tylko napomknęła uważnej Wolontariuszce: Gdy szłam do sklepu, to było tak strasznie zimno. A nie miałam ciepłego dresu. Wolontariuszka zapamiętała to zdanie i przekazało go darczyńcy, a on spakował do paczki również ciepły dres dla pani Urszuli.

Dla mnie to jest duża pomoc, bo wiem, co znaczy bieda. Gdybym była w lepszej sytuacji, to też bym pomagała innym, takim biedniejszym - powiedziała pani Urszula - Ta pomoc poprawia jakość życia i daje nadzieję, że są dobrzy ludzie. To ułatwia życie.

Cudem jest również to, że pani Urszula częściej się uśmiecha. Po Szlachetnej Paczce inaczej patrzę na świat. Na wesoło biorę świat.

Tylko w poprzednim roku wsparcie Szlachetnej Paczki dotarło do blisko 20 tys. rodzin. Przekazując 1,5% swojego podatku Szlachetnej Paczce, dajesz wsparcie finansowe na zorganizowanie kolejnej edycji programu, by pomoc trafiła do tych, którzy jej najbardziej potrzebują.

Wesprzyj kolejne cuda Szlachetnej Paczki

Jeżeli chcesz wesprzeć organizację, która pomaga konkretnym osobom, znanym jej z imienia oraz osobistej historii, i równocześnie przyczynić się do wprowadzenia realnej zmiany społecznej na dużą skalę, wpisz w swoim zeznaniu podatkowym numer KRS Stowarzyszenia WIOSNA (które realizuje Szlachetną Paczkę): 00 00 05 09 05.

Wejdź na www.szlachetnapaczka.pl/jedenprocent

Autorka: Magdalena Bogusz