Moment odnalezienia czarnych skrzynek na miejscu katastrofy 10 kwietnia to jedyny czas, kiedy te urządzenia znajdowały się wyłącznie w rękach rosyjskich, bez polskiej kontroli - twierdzi w rozmowie z reporterem RMF FM Mariuszem Piekarskim prokurator płk Zbigniew Rzepa. Potem wszystko co działo się z urządzeniami monitorowali Polacy.

REKLAMA

Po przylocie do Smoleńska polskich przedstawicieli Rosjanie wskazali im miejsce, gdzie zostały odnalezione czarne skrzynki. Od tej pory we wszystkim, co się działo ze skrzynkami, uczestniczyli Polacy - zapewnia rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Zarówno oplombowanie na miejscu zdarzenia katonów, w których znajdowały się czarne skrzynki, jak również potem otwieranie ich w Moskwie, otwieranie samych rejestratorów odbyło się w obecności polskich przedstawicieli - tłumaczy płk Zbigniew Rzepa. Także przy wyjmowaniu taśm z rejestratorów, przegrywaniu ich zawartości na twarde dyski, odtwarzaniu zapisów, spisywaniu parametrów lotu, identyfikacji głosów oraz synchronizacji danych uczestniczył albo wojskowy prokurator albo członek polskiej komisji lotniczej albo ekspert wojskowego instytutu lotniczego.

Na razie nie wiadomo, kiedy czarne skrzynki wrócą do kraju. Tam w Rosji to ich śledztwo, oni o wszystkim decydują - wyjaśnia płk Rzepa. Polskim prokuratorom pozostaje więc czekać - a brak danych z czarnych skrzynek nie wyklucza żadnej z hipotez.