Sąd w Berlinie odrzucił we wtorek pozew satyryka Jana Boehmermanna, który domagał się zabronienia Urzędowi Kanclerskiemu i kanclerz Angeli Merkel krytykowania jego wiersza, wymierzonego przeciwko tureckiemu prezydentowi Recepowi Tayyipowi Erdoganowi.

REKLAMA

Merkel skrytykowała ów wiersz, uznając, że był "świadomie raniący". Agencja dpa zwraca uwagę, że Urząd Kanclerski już wcześniej podjął zobowiązanie, że ta krytyka nie będzie powtarzana. Sąd uznał, że pozew Boehmermanna byłby dopuszczalny, gdyby groziło powtarzanie kwestionowanej przez satyryka opinii.

31 marca 2016 r. Boehmermann wyrecytował w niemieckiej telewizji publicznej ZDF wiersz o Erdoganie, zawierający niewybredne aluzje seksualne i oskarżenia, że turecki prezydent prześladuje mniejszości, źle traktuje Kurdów i chrześcijan.

Przed odczytaniem wiersza Boehmermann nawiązał do nadanej w niemieckiej telewizji satyrycznej piosenki kpiącej z Erdogana za represjonowanie dziennikarzy. Ankara wezwała wtedy ambasadora Niemiec, żądając wyjaśnień. Władze Turcji ostro zaprotestowały przeciwko kpinom z głowy państwa. Do MSZ w Ankarze wzywany był kilkakrotnie ambasador Niemiec. Berlin odrzucił początkowo protesty, a rzeczniczka MSZ mówiła, że wolność słowa nie podlega negocjacjom.

Protesty władz w Ankarze z powodu satyry na Erdogana zachęciły niemieckich satyryków do kolejnych szyderstw. W spór o granice wolności słowa włączyła się wtedy Merkel. Uznając wiersz Boemermanna za "świadomie raniący", kanclerz podkreśliła znaczenie wolności słowa, ale zastrzegła, że wolność ta "nie jest nieograniczona". Później Merkel sama przyznała, że jej krytyka była "błędem".

Boehmermann, znany z ostrych materiałów satyrycznych, nie ukrywał, że zawierający niewybredne żarty wiersz o Erdoganie był "paszkwilem".

Wiersz a kryzys migracyjny


Niemcy uważały wtedy Turcję za kluczowy kraj w walce z kryzysem imigranckim. Publicyści zarzucali Merkel, że właśnie z tego powodu skrytykowała Boehmermanna, nie chcąc narazić się władzom w Ankarze.

Adwokat satyryka argumentował, że krytyka, z jaką wystąpiła Merkel, była "niedopuszczalnym państwowym przesądzaniem z góry o winie". Boehmermann podkreślał, że nie można zaakceptować tego, że rząd Niemiec "ze względów politycznych ingeruje ocenami prawnymi w wolny i niezależny wymiar sprawiedliwości".

Prezydent Turcji poczuł się obrażony wierszem i złożył za pośrednictwem swych prawników skargę na satyryka. Rząd Angeli Merkel zaaprobował zastosowanie wobec Boehmermanna paragrafu o obrazie przedstawiciela obcego państwa. Prokuratura w Moguncji umorzyła po kilku miesiącach śledztwo, nie dopatrując się działań podlegających karze. W innym postępowaniu satyrykowi zabroniono jednak powtarzania niektórych "raniących honor" fragmentów wiersza. W lipcu 2017 r. niemiecki parlament wykreślił z kodeksu karnego paragraf o obrazie majestatu.