"Chcemy weta!" skandowali w środowy wieczór uczestnicy demonstracji przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Apelowali w ten sposób do prezydenta Andrzeja Dudy o zawetowanie przeprowadzonej przez parlament w błyskawicznym tempie nowelizacji ustaw m.in. o Sądzie Najwyższym, ustroju sądów, Krajowej Radzie Sądownictwa i o prokuraturze. Nowelę w piątek przyjął Sejm, w nocy z wtorku na środę poparł Senat - teraz trafi ona właśnie na biurko prezydenta.

REKLAMA

Demonstrację przed Pałacem Prezydenckim zwołała partia Razem. Przeciwnicy zmian w sądownictwie zebrali się na Krakowskim Przedmieściu późnym popołudniem. Mieli ze sobą transparenty, flagi biało-czerwone i unijne. Ze sceny przemawiali do nich przedstawiciele partii i organizacji pozarządowych.

Jesteśmy znowu, tak jak w zeszłym roku, na ulicach, żeby mówić, że nie godzimy się na to, co Prawo i Sprawiedliwość robi z polskim wymiarem sprawiedliwości i co chce zrobić z wyborami. Jesteśmy tutaj, żeby powiedzieć prezydentowi Andrzejowi Dudzie, że my chcemy weta! - mówiła Hanna Gospodarczyk z partii Razem.

Nie ma dla nas wakacji od demokracji. Sejm i Senat mogą sobie w nocy przegłosować te barbarzyńskie ustawy, ale my się na to nie zgadzamy - podkreślała.

Gospodarczyk odniosła się również do nowelizacji Kodeksu Wyborczego, której przyjęcie zarekomendowały w poniedziałek bez poprawek senackie komisje. Zgodnie z nowelą, każdy okręg wyborczy w wyborach do Parlamentu Europejskiego ma mieć przypisaną konkretną liczbę - co najmniej trzech - wybieranych z tego okręgu europosłów. Obecnie taka liczba nie jest określana: wybory odbywają się według systemu proporcjonalnego, w którym głosy oddane na poszczególne listy przeliczane są w skali całego kraju.

Piotr Szumlewicz z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych apelował natomiast przed Pałacem Prezydenckim "do ludzi pracy", by przyłączyli się do protestów.

Rok temu mówiłem, że nie mamy już w Polsce państwa prawa. Trybunał Konstytucyjny został zastąpiony trybunałem partyjnym, służba cywilna stała się służbą prezesowi, media publiczne są tępą propagandą rządową - mówił.

Sytuację w kraju nazwał "zamachem stanu".

Zapisy konstytucji są jasne! (Pierwszy) Prezes Sądu (Najwyższego) ma sześcioletnią kadencję, a sędziowie są nieusuwalni! Panie prezydencie, pan jest prawnikiem! Pan wie, że to jest łamanie konstytucji, tak nie wolno! - mówił Szumlewicz.

Stołeczna radna Paulina Piechna-Więckiewicz (Inicjatywa Polska) przekonywała z kolei, że "łączy nas przekonanie, że wolna Polska to Polska różnorodna, demokratyczna, to Polska, w której nie musisz się bać, że do twoich drzwi zapuka spolegliwy wobec władzy prokurator ze spolegliwą, zmuszoną do tego policją, potem będzie sprawa w sądzie spolegliwym, służalczym wobec ministra sprawiedliwości".

Nie chcemy żyć w kraju, w którym sądy wykorzystywane są do partykularnych interesów - podkreślała.

O zagrożeniu Sądu Najwyższego mówił natomiast Adrian Zandberg z partii Razem.

PiS chce się pozbyć niezależnej instytucji, która jako jedyna kontroluje to, co oni robią (...) To jest wielkie, realne zagrożenie. To Sąd Najwyższy stoi na straży wolnych, uczciwych wyborów, sprawdza, czy partie są legalnie finansowane. Dlatego Sądu Najwyższego nie może kontrolować żadna partia polityczna. To jest zbyt wielka pokusa. Nie oddamy wolnych wyborów. Chcemy weta! - podkreślał.

W czasie demonstracji odczytano także fragmenty Konstytucji RP.

Kiedy około 21:00 manifestanci zaczęli się rozchodzić, część przeniosła się przed gmach Sądu Najwyższego.


ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Gdzie byliście, jak łamano Konstytucją... [BLOG JASIŃSKIEGO] >>>>


(e)