„Całun Turyński dla dziennikarza śledczego, ale także dla uczonego, który prowadzi swoje naukowe dochodzenie, jest pewnym wyzwaniem, zagadką do rozwiązania” – mówi w rozmowie z Bogdanem Zalewskim Grzegorz Górny, autor książek: m.in. „Świadkowie Tajemnicy. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych" oraz "Oblicze Prawdy. Żyd, który zbadał Całun Turyński". „Kiedyś drogi nauki i religii się rozeszły. Punktem spornym była między innymi kwestia relikwii. Teraz, po kilkuset latach, drogi nauki i religii znowu się schodzą, i tym puntem spotkania stają się znowu relikwie” – podkreśla.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Całun

Bogdan Zalewski: W książce "Świadkowie Tajemnicy" pisze pan, że podążając po świecie śladami relikwii Chrystusowych był pan bardziej dziennikarzem śledczym niż pielgrzymem. Czym jest Całun Turyński dla dziennikarza śledczego takiego jak pan?

Grzegorz Górny: Całun Turyński dla dziennikarza śledczego, ale także dla uczonego, który prowadzi swoje naukowe dochodzenie, jest pewnym wyzwaniem, zagadką do rozwiązania. Samo określenie "śledztwo" nasuwa przypuszczenie, że wydarzyła się zbrodnia, i rzeczywiście mieliśmy z nią do czynienia. Dokonała się ona dwa tysiące lat temu w Jerozolimie. Po każdej zbrodni pozostają jakieś ślady materialne - to, co w języku kryminalistyki nazywa się "corpus delicti". Faktycznie, po tamtym mordzie także pozostały materialne ślady.

Czyli nie była to zbrodnia doskonała ...

Myślę, że nie ma zbrodni doskonałej, dlatego że ludzie są niedoskonali, więc zawsze jakieś ślady pozostaną. Co ciekawe, po tej zbrodni sprzed dwóch tysięcy lat także pozostało trochę śladów, choćby Całun Turyński, Chusta z Oviedo, Tunika z Argenteuil - obiekty, które były badane przez naukowców już w dwudziestym i dwudziestym pierwszym wieku przy pomocy najnowocześniejszych aparatur. Były one badane przez grupy śledcze, które na co dzień zajmują się rozwiązywaniem zagadek kryminalnych, pracując dla policji. Rozwiązali oni niejedną taką zagadkę, odnajdując sprawców zbrodni, i tym razem, używając tej samej aparatury, której używali w śledztwach kryminalnych, przeanalizowali przedmioty, jakie pozostały po Chrystusie. W kilku przypadkach doszli do wniosku, że są one autentyczne.

Jest już cała nauka zwana syndologią, osobna dziedzina zajmująca się Santa Sindone, czyli Świętym Całunem. Jakie są najważniejsze wnioski z badań uczonych?

Jeżeli chodzi o Całun Turyński, to najpoważniejsze badania były przeprowadzone przez ekipę amerykańską, zespół STARP (Shroud of Turin Research Project), w którym na co dzień pracują naukowcy...

Z Los Alamos...

Między innymi z Laboratorium Narodowego Los Alamos, gdzie wyprodukowano pierwszą na świecie bombę atomową, ale także z laboratorium doświadczalnego NASA. Oni po tych badaniach w Turynie opublikowali dwadzieścia cztery prace naukowe w specjalistycznych czasopismach, zrecenzowane przez ekspertów z tych samych dziedzin. Dowodzili w nich, że Całun jest autentyczną szatą, płótnem pogrzebowym Jezusa z Nazaretu. Byli to specjaliści z różnych dziedzin: chemicy, fizycy, radiolodzy, hematolodzy, eksperci od optyki, obrazowania, ale też medycyny sądowej, lekarze...

Całun zawiera liczne, fascynujące informacje, między innymi z zakresu medycyny sądowej. Mnie zaintrygowała sprawa koloru zakrzepłej krwi Chrystusa. Na czym polega ten fenomen?

To też było pytanie, które sobie zadawał jeden z naukowców - Barrie Schwortz. Był on już prawie przekonany o autentyczności Całunu, ale jeden ze szczegółów nie dawał mu spokoju. Dlaczego krew na Całunie jest czerwona? Jak wiemy z własnego doświadczenia, krew bardzo szybko krzepnie i staje się ciemna- brązowa, czarna.

A tu była jasna...

Dlaczego ta krew do dzisiaj jest jasna? Na to pytanie odpowiedział żydowski badacz- hematolog, chemik- Alan D. Adler. Wyjaśnił on Schwortzowi, że jeżeli człowiek jest poddawany długotrwałym cierpieniom, torturom i w tym czasie nie podaje mu się wody do picia, to z wątroby wydziela się bilirubina, która jest wchłaniana do układu krwionośnego. Wtedy krew po skrzepnięciu nie traci swojej czerwonej barwy, nie ciemnieje. Z takim efektem mamy właśnie do czynienia na Całunie Turyńskim.

Nauka i wiara idą w parze...

Tak, to bardzo ciekawe, bo kiedyś drogi nauki i religii się rozeszły. Punktem spornym była między innymi kwestia relikwii. Teraz po kilkuset latach drogi nauki i religii znowu się schodzą, i tym puntem spotkania stają się znowu relikwie. Ponowne zainteresowanie relikwiami w dwudziestym i w dwudziestym pierwszym wieku zostało spowodowane nie przez ludzi Kościoła, ale przez ludzi nauki, którzy uzyskali dodatkowe instrumenty badawcze. Na skutek rozwoju technologicznego stało się możliwe takie przebadanie tych przedmiotów, jakie nie było możliwe w wiekach wcześniejszych. Nagle naukowcy, używając najbardziej zaawansowanej aparatury, mogli dojść do wniosków, które potwierdzają to, co pisali choćby Ewangeliści. Kiedyś nie można było na przykład zbadać dokładnie krwi albo pyłków roślin. Teraz jest to możliwe, i okazuje się, że te wyniki badań są potwierdzeniem przekazów ewangelicznych.

Przy pomocy nowoczesnej aparatury potwierdzono na przykład trójwymiarowość obrazu postaci na Całunie, co świadczy o tym, że nie mógł on być namalowany ludzką ręką...

To też bardzo ciekawe, bo ekipa amerykańska mogła odpowiedzieć po swoim badaniu, czym nie jest wizerunek mężczyzny na Całunie Turyńskim, że nie jest to malowidło, fotografia, wypalenie. Natomiast oni nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie: czym ten wizerunek jest? Przy pomocy jakiej techniki powstał, jaki mechanizm został użyty, by ten obraz mógł zaistnieć? Niedawno włoscy fizycy cząstek elementarnych, badając Całun, doszli do wniosku, że podobny efekt można byłoby osiągnąć używając lasera ultrafioletowego najnowszej generacji. Jednak problem polega na tym, że ludzkość jeszcze takiego lasera nie wynalazła. Problem z Całunem polega na tym, że obraz na nim odbity stanowi taki hologram kwantowy. Został on uzyskany na skutek bardzo powierzchniowego, delikatnego, minimalnego przebarwienia końcówek tkaniny. Mikrofibryle, same końcóweczki tkaniny są przebarwione i nie ma tak precyzyjnych urządzeń na świecie, które pozwalałyby uzyskać tak dokładny efekt po tak powierzchniowym działaniu.