Brytyjczycy głosują w referendum, w którym zadecydują, czy Zjednoczone Królestwo pozostanie w Unii Europejskiej. Wynik referendum, które jest realizacją obietnicy złożonej przez premiera Davida Camerona w trakcie ubiegłorocznej kampanii przed wyborami parlamentarnymi, będzie decydujący nie tylko dla przyszłości Wielkiej Brytanii, lecz także całej UE. Do głosowania uprawnionych jest około 48 milionów Brytyjczyków. Uczestnicy referendum mają odpowiedzieć na pytanie: "Czy Wielka Brytania powinna pozostać członkiem Unii Europejskiej czy opuścić Unię Europejską?". Wskazania sondaży nie rozstrzygają wyniku referendum; najnowsze, środowe, pokazywały niewielką przewagę zwolenników Brexitu.

REKLAMA

Brytyjczycy decydują o dalszym członkostwie Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Zwolennicy i przeciwnicy Brexitu licytują się na argumenty. Ci pierwsi wskazują na wysokie składki, które z Wysp płyną do Brukseli; drudzy mówią o milionach miejsc pracy związanych z handlem z UE.

Głosowanie rozpoczęło się o godz. 7 i potrwa do godz. 22 czasu lokalnego (8-23 czasu polskiego). Wyborcy będą mogli głosować w ponad 41 tys. komisji wyborczych; głosy będą następnie liczone w 382 lokalnych ośrodkach, a potem przewożone do 12 centrów regionalnych. Ogłoszenie ostatecznego wyniku ma nastąpić wcześnie rano w piątek w Manchesterze, ale przez całą noc będą ogłaszane wyniki w poszczególnych regionach kraju.

Zwolennicy pozostania Wielkiej Brytanii w Unii argumentują, że aż 3 miliony miejsc pracy jest powiązanych z handlem w UE (dane za autorami kampanii "Britain Stronger in Europe"). Wskazują również, że codziennie w Wielkiej Brytanii inwestowane jest 66 mln funtów z krajów położonych po drugiej stronie kanału La Manche.

Przeciwnicy Brexitu wskazują, że statystyczne brytyjskie gospodarstwo domowe zyskuje 3 tys. funtów rocznie na członkostwie w UE; 61 proc. brytyjskich małych przedsiębiorstw eksportuje do Unii, a ponad 80 proc. z nich uważa UE za ważny rynek. Jednocześnie 70 proc. dużych brytyjskich firm oczekuje strat, gdyby doszło do Brexitu - zwracają uwagę autorzy kampanii "Britain Stronger in Europe".

Wybór jest w waszych rękach, ale moja rekomendacja jest jasna. Wierzę, że Wielka Brytania będzie bezpieczniejsza, silniejsza i dostatniejsza w zreformowanej Unii Europejskiej. Chcę wyrazić się jasno - opuszczenie Europy zagrozi naszej gospodarce i bezpieczeństwu narodowemu - mówił premier David Cameron w lutym, gdy ogłosił datę referendum w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Po drugiej stornie barykady jednym z największych zwolenników Brexitu jest Nigel Farage, lider UKIP, europoseł znany z emocjonalnych przemówień w Parlamencie Europejskim krytykujących wspólnotę.

To nie jest Europa pokoju. To Europa podziału. To Europa dysharmonii. Ale jest, jak sądzę, jasna gwiazda na horyzoncie, nazywa się brytyjskie referendum. Mam nadzieję i modlę się, że głosowanie Wielkiej Brytanii za wyjściem z Unii Europejskiej będzie początkiem końca projektu, który - jakkolwiek szlachetne były jego intencje - już przegnił - mówił Farage w jednym z wystąpień w PE.

Zwolennicy Brexitu argumentują, że składki związane z członkostwem w UE kosztują wielką Brytania 14,5 mld funtów rocznie, a unijne regulacje dotykają 95 proc. brytyjskich firm. Według danych kampanii leave.eu 100 głównych unijnych regulacji kosztuje brytyjska gospodarkę 33,3 mld funtów, a brytyjskich eksport do krajów spoza UE rośnie dwa razy szybciej niż do krajów unijnych.

Jednym z najczęściej przewijających się tematów w dyskusji nad Brexitem jest też kwestia migracji. Bycie członkiem UE oznacza dostęp do rynków pracy w innych krajach Wspólnoty. Według CNN, ok. 3 mln obywateli Unii żyje w Wielkiej Brytanii, z czego około dwie trzecie pracują. Jednocześnie 1,3 mln Brytyjczyków żyje poza Unią na terenie innych państw UE.


(j.)