Prokuratura Okręgowa w Warszawie ma prowadzić śledztwo ws. wycieku akt z afery podsłuchowej - poinformowała Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Od wczoraj na jednym z portali społecznościowych są publikowane zdjęcia ponad 2,5 tysiąca stron materiałów z tego postępowania.

REKLAMA

Prok. Mazur potwierdziła, że ujawnione akta pochodzą ze śledztwa. Rzecznik potwierdziła również informacje RMF FM, że główne śledztwo ws. podsłuchów przedłużono.

Podkreśliła, że od lutego stronom postępowania, w tym obrońcom, udostępniano akta śledztwa. Śledczy z prokuratury dostali już także listę kilkunastu osób, które miały zgodę na kopiowanie dokumentów.

Te osoby to podejrzani, ich adwokaci oraz pokrzywdzeni, a więc osoby podsłuchiwane i ich pełnomocnicy. Prokuratorzy nie ujawniają, ile osób i kto konkretnie miał zgodę na wgląd, a kto na zrobienie fotokopii.

Jak przekonuje prokurator Renata Mazur, wyciek 13 z 20 tomów akt nie ma wielkiego wpływu już na śledztwo, bo w pewnym momencie i tak śledczy muszą pokazać stronom cały zebrany materiał dowodowy.

Na tym etapie postępowania, strony jak najbardziej mogą (mieć wgląd - red.) zwłaszcza, że myśmy chcieli to postępowanie kończyć. 17 czerwca to był termin realny do zakończenia, w związku z czym tak czy inaczej te materiały musiałyby być udostępniane - mówiła Mazur.

To nie oznacza jednak zgody prokuratury na ich upublicznienie, bo za to grozi kara do 2 lat więzienia. Prokurator dodaje, że każda zgoda na kopiowanie akt była opatrzona właśnie takim ostrzeżeniem.

Śledztwo miało być zakończone w tym miesiącu, ale prokuratorzy czekają jeszcze na pomoc prawną z USA - chodzi o dane umieszczone na amerykańskich serwerach w tzw. chmurze.

Największy wyciek w historii

Od wczoraj w sieci można znaleźć kolejne tomy akt z zeznaniami podejrzanych, a także protokoły zeznań osób, które były nielegalnie podsłuchiwane w warszawskich restauracjach.

Oprócz tego, w tych materiałach są dowody w śledztwie - fotografie sprzętu podsłuchowego, odręczne zapiski kelnerów, którzy zakładali te podsłuchy. Z tych materiałów można się nie tylko dowiedzieć, co zeznawały poszczególne osoby, ale także można poznać szczegółowe dane osobowe przesłuchiwanych osób - są adresy, numery PESEL. To między innymi pełne dane szefów służb - między innymi szefa CBA Pawła Wojtunika - osoby podlegającej szczególnej ochronie.

Sprawę skomentował w Kontrwywiadzie RMF FM szef kancelarii premiera Jacek Cichocki. To jest bardzo zła sytuacja. Same przecieki dewastują ład, który wszyscy powinniśmy chronić. To dewastowanie podstawowego systemu funkcjonowania instytucji - mówił.

W rozmowie z reporterem RMF FM do wycieku akt odniósł się również Przewodniczący Krajowej Rady Prokuratury Edward Zalewski. To jest nieprawdopodobne, żeby ze śledztwa wyciekły materiały w takiej ilości - mówił.

(abs)