Groźny szczep bakterii Escherichia coli może zawędrować do Polski. Jeśli nawet nie z zakażonymi warzywami, to mogą ją do naszego kraju sprowadzić chorzy. Takimi obawami podzielił się z reporterką RMF FM jeden z ekspertów. Polskie służby sanitarne są w stanie podwyższonej gotowości.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

ogór

Szczególnie uważni powinni być ci, którzy w ciągu ostatniego miesiąca byli w Niemczech i jedli tam choćby sałatkę w restauracji. Osoby, które przebywały w północnych Niemczech i mają biegunkę, a szczególnie biegunkę z domieszką krwi, powinny zgłosić się do lekarza - zaleca Paweł Grzesiowski, lekarz z "Instytutu Profilaktyki Zakażeń. Jak tłumaczy - choroba wylega się od kilkunastu godzin do kilkunastu dni. Najwolniej u tych, którzy zjedli małą porcję zakażonego pokarmu.

Co najgorsze, na groźną bakterię nie działają antybiotyki, podane chorym mogą wręcz zaszkodzić. Ostrożność powinni zachować też ci, którzy zajmują się chorymi - rodzina czy pracownicy medyczni. Bakteria przenosi się wraz z wydzielinami, więc opiekując się chorym należy używać rękawiczek i bardzo często myć ręce.

Mizerne skutki epidemiologicznego śledztwa

Przyczyną zatruć mogą być pochodzące z Hiszpanii ogórki, jednak przekazywane naszej Państwowej Inspekcji Sanitarnej informacje z Niemiec tego nie potwierdzają. Wyniki są niejednoznaczne i nie pozwalają stwierdzić, które z warzyw wywołało zatrucia. Podejrzana partia ogórków trafiła bowiem także do innych krajów.

Czesi jedli te ogórki i tam nie było przypadków powiązanych ze spożyciem ogórków. Były tylko takie przypadki, kiedy ktoś wrócił z Hamburga na przykład. Łączono zatrucia również z sałatą i pomidorami, natomiast próbki pobrane z sałaty i pomidorów dały wynik negatywny - mówi rzecznik PIS Jan Bondar.

Podejrzenia dotyczą obecnie wody, używanej do podlewania roślin, to zaś oznacza, że skażone nią może być każde z warzyw. Jak zapewnia rzecznik sanepidu, jej inspektorzy nasilili od środy kontrole żywności. Sprawdza się warunki higieniczne w hurtowniach, na bazarkach i tak dalej. Po drugie - nadzoruje się wszystkie przypadki takich biegunek, które by mogły przypominać te objawy powodowane tą konkretną bakterią. Na szczęście takich przypadków w Polsce nie ma.

Agnieszka Witkowicz, Tomasz Skory