W 1966 roku organizację turnieju finałowego mistrzostw świata otrzymała "ojczyzna futbolu" - Anglia. Gospodarze byli nie do pokonania. W finale wygrali po dogrywce 4:2 z RFN.

REKLAMA

Po raz pierwszy przed losowaniem eliminacji Komitet Wykonawczy FIFA dokonał rozstawienia finalistów poprzednich MŚ i dziewięciu innych zespołów. Debiutujący zespół NRD przydzielono z góry do grupy z Austrią i Węgrami. Eliminacje przebiegły bez niespodzianek, także ze strony Polski, która przegrała w grupie z Włochami i Szkocją.

Zanim rozpoczęto finałowy turniej swoistą "reklamą" dla niego stała się kradzież statuetki Nike z wystawy filatelistycznej w Londynie. Po siedmiu dniach poszukiwań (z udziałem Scotland Yardu) odnaleziono trofeum, które wywęszył w koszu na śmieci kundelek o imieniu Pickles, a jego właściciel dostał nagrodę.

Broniący tytułu Brazylijczycy przybyli na Wyspy Brytyjskie w roli faworyta i z ambicjami przyszłych "tri-campeones" (trzykrotnych mistrzów). Zgubiła ich zbytnia pewność siebie. Po łatwym zwycięstwie nad Bułgaria 2:0 (gole z rzutów wolnych Pelego i Garrinchy), trafili na Węgrów, którzy udzielili im srogiej lekcji, wygrywając 3:1.

Węgrzy grali znakomicie i przy tym fair, ale Bułgarzy i Portugalczycy urządzili "polowanie" na Pelego. W meczu o wszystko dla Brazylii portugalski obrońca Morais przy stanie 2:0 sfaulował gwiazdora rywali, który stał się odtąd bezużyteczny dla zespołu. "Canarinhos" przegrali 1:3 (m.in. dwa gole Eusebio) i odpadli z turnieju. W Brazylii zawrzało. Podejrzewano m.in. spisek, ponieważ dwa spotkania mistrzów świata sędziowali Anglicy.

Ekipa gospodarzy pierwszą rundę przebrnęła bez kłopotów. W ćwierćfinale pokonała Argentynę 1:0, a sędzia Kreitlein z RFN usunął z boiska kapitana rywali - Rattina. Równie brutalnie grano w innym meczu ćwierćfinałowym RFN - Urugwaj (4:0). Dwóch piłkarzy z Ameryki Południowej też musiało wcześniej opuścić boisko, a mecz sędziował... Anglik.

Te wydarzenia odbiły się w Ameryce Płd. głośnym echem, zarzucano Europejczykom stronniczość i faworyzowanie drużyn ze Starego Kontynentu. Tak czy inaczej do czwórki najlepszych awansowały tylko europejskie jedenastki.

Spotkania półfinałowe stały na doskonałym poziomie. Piłkarze RFN wygrali z ZSRR 2:1, a Anglia z Portugalią także 2:1. Finał na stadionie Wembley przeszedł do historii z powodu gola Anglika Geoffa Hursta w dogrywce (po 90 minutach gry było 2:2).

Hurst strzelił bardzo silnie, piłka trafiła w poprzeczkę i odbiła się od murawy. Sędzia Dienst ze Szwajcarii nie był pewien, czy przekroczyła linię bramkową i pobiegł do liniowego - Bachramowa z ZSRR - na konsultację. Ten potwierdził i mimo protestów piłkarzy niemieckich główny uznał bramkę. Potem Hurst trafił do siatki jeszcze raz, pieczętując zwycięstwo Anglii 4:2.

Przez wiele lat trwały spory o tamtą trzecią bramkę. Hurst zaś pozostał jedynym zdobywcą trzech goli w meczu finałowym. Jednak tytuł króla strzelców przypadł wówczas fenomenalnemu napastnikowi Portugalii, pochodzącemu z Mozambiku Eusebio, który uzyskał dziewięć goli. Cztery zdobył w ciągu 32 minut ćwierćfinałowego meczu z rewelacyjną drużyną Korei Północnej, która pozbawiła awansu do drugiej rundy mistrzostw Włochów. Portugalia przegrywała już 0:3, ale Eusebio uratował swój zespół od porażki. Portugalczycy wygrali ten dramatyczny i widowiskowy mecz 5:3.

W meczu pierwszej rundy mistrzostw Urugwaj - Meksyk w bramce reprezentacji Meksyku zagrał Antonio Carbajal. Był to jego piąty udział w finałach mistrzostw świata (1950-1966).