Aleksandra Mirosław zajęła czwarte miejsce w finale olimpijskich zawodów w kombinacji we wspinaczce sportowej w Tokio. Polka świetnie zaczęła olimpijski finał, czasem 6,84 ustanawiając rekord świata we wspinaczce na czas. "Najśmieszniejsze jest to, że dokładnie ten czas miesiąc temu mi się przyśnił. Dlatego bardzo się ucieszyłam, jak go zobaczyłam. Trochę sobie go wyśniłam" – przyznała.

REKLAMA

Wspinaczka sportowa zadebiutowała programie igrzysk. Zawodniczki rywalizowały w kombinacji, na którą składa się czasówka, bouldering i prowadzenie, a o kolejności decyduje iloczyn miejsc zajętych we wszystkich konkurencjach (im mniej punktów, tym lepiej). Aleksandra Mirosław świetnie zaczęła olimpijski finał. Faworytka pierwszej konkurencji - czasówki - nie zawiodła. Wygrała, a czasem 6,84 ustanowiła rekord świata.

Tak naprawdę czekałam na niego ostatnie 10 lat, bo w 2011 roku po raz pierwszy zbliżyłam się do niego o 0,01 s, potem przez te wszystkie lata byłam blisko, ale nigdy wystarczająco blisko, żeby go pobić. Aż w końcu dwa lata temu, podczas mistrzostw świata, zabrakło mi 0,02 bodajże. Wczoraj też zabrakło 0,01. Natomiast wiedziałam, że jestem gotowa, by pobiec ten rekord. Wiedziałam też, że nie ma lepszego miejsca do tego niż igrzyska - zaznaczyła Polka. Jak dodała, wie, iż może go jeszcze poprawić.

Patrzyłam na moją reakcję startową - wyniosła 0,23 s. Jeszcze co najmniej 0,1 mogę z tego urwać. Na to muszę jednak poczekać do mistrzostw świata w Moskwie - podkreśliła. Zapewniła, że nigdy nie myśli o ustanowieniu rekordu globu przed występem. O rekordzie myślę dopiero po występie, a wychodzę skupiona na swoim celu, czyli dobrym, precyzyjnym biegu - tłumaczyła Mirosław.

Jest jeszcze bardzo dużo rzeczy do poprawy. Na pewno teraz wrócimy i będziemy wszystko na nowo analizować oraz sprawdzać, bo zawsze jest pole do poprawy. Nie ma biegu idealnego - przyznała 27-latka.

Mirosław w boulderingu i prowadzeniu, zgodnie z przewidywaniami, była najsłabsza w gronie ośmiu uczestniczek.

Nie liczyłam na spektakularny wynik, jeśli chodzi o te konkurencje. Moje przygotowania w ich kontekście zostały bardzo utrudnione przez kontuzję krocza, której doznałam w listopadzie tamtego roku. Tak naprawdę dopiero w marcu wracałam do wspinania się i takiego treningu. Próbowaliśmy robić to, co byliśmy w stanie i wykorzystywać to, co mamy. Ale i tak wiedzieliśmy, że wygranie czasówki jest moją gwarancją finału olimpijskiego i bez tego dziś mnie by tu nie było - zaznaczyła.

W punktacji łącznej Polka zgromadziła 64 punkty (1x8x8). Tyle samo miała Akiyo Noguchi, a o tym, że Japonka została sklasyfikowana przed Polką zadecydowało to, że była od niej lepsza w dwóch konkurencjach.

Podium było blisko, bo miałyśmy tyle samo punktów. Natomiast uważam, że trochę szczęście sprzyja lepszym. W tym kontekście Akiyo dużo bardziej zasługiwała na ten medal niż ja. Jest bardzo zasłużoną zawodniczką. Uważam, że to bardzo piękne zwieńczenie jej całej kariery. Ja jeszcze będę miała czas w Paryżu. A tutaj bardzo się cieszę, że jestem czwarta - zapewniła Mirosław. Uważam, że to naprawdę dużo, a jednocześnie pozostawia niedosyt, co będzie dobrą rzeczą w kontekście Paryża na pewno - dodała pochodząca z Lublina zawodniczka.

Klasyfikacja medalowa igrzysk olimpijskich: Polska na 17. miejscu