Redaktor naczelny „Wprost” oficjalnie potwierdził, że tygodnik dysponuje nowymi nagraniami z rozmów polityków, które będzie upubliczniał w formie stenogramów. „Będą im towarzyszyć taśmy. Nie opublikujemy ich jednak w całości - nie ujawnimy żadnych wątków dotyczących życia prywatnego bohaterów. Nagrania w całości zaś przekażemy organom ścigania, jeśli o to wystąpią” – zapewnił Sylwester Latkowski.

REKLAMA

Na swoim blogu Latkowski odpowiada na zarzuty pod adresem dziennikarzy "Wprostu", które pojawiły się po ujawnieniu przez nich pierwszych nagrań. Naszą rolą nie jest ochrona władzy. Żadnej władzy. Naszą rolą jest za to pokazywanie, gdzie państwo działa źle. Albo nie działa wcale. Pisanie prawdy, nawet jeśli jest bolesna - stwierdził. Premier Donald Tusk zaapelował do nas o opublikowanie wszystkiego, co mamy. Takie głosy pojawiły się też z innych mediów. Po części jest to oczywiście próba przekierowania na nas odpowiedzialności. Ale traktujemy ten apel poważnie - zastrzegł.

Naczelny tygodnika napisał, że ujawniając nagrania z podsłuchów, on i jego redakcja chcą chronić państwo, ale nie władzę. Jeśli ktoś nagrywa kluczowych polityków w państwie przy obiedzie, to alarm dla polskich służb. Widzimy ich bezradność. Nie wiedziały o podsłuchach, nie potrafiły przed nimi uchronić. Taśmy zostały nagrane wiele miesięcy temu, nie wiadomo, ile ich jest. Co się z nimi działo? Czy ktoś je mógł wykorzystywać? Szantażować za ich pomocą polityków? Prezesów spółek? Czy użytek mogły z nich robić obce państwa? - pytał retorycznie.

O tym, że "Wprost" dostał nowe taśmy, jako pierwsza poinformowała "Gazeta Wyborcza". Pliki miały trafić do redakcji tygodnika w czwartek wieczorem. Zawierają rozmowy Pawła Grasia, szefa MSZ Radosława Sikorskiego, byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego i ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego. Na razie upubliczniony został jedynie mały fragment rozmowy Grasia z szefem PKN Orlen Jackiem Krawcem.