"Antydemokratyczna bomba atomowa!" - tak międzynarodową umowę ACTA określa Jeremie Zimmermann, specjalista od kwestii prawnych w sieci i szef największej francuskiej organizacji internautów. Zwraca on uwagę, że konwencja ACTA idzie pod prąd ewolucji internetu, która wymaga coraz lepszej ochrony danych osobowych użytkowników. Polska ma podpisać porozumienie 26 stycznia.

REKLAMA

Według Zimmermanna, negocjacje w sprawie umowy ACTA prowadzone były przez trzy lata w tajemnicy, aby uniknąć protestów światowej opinii publicznej i międzynarodowych instytucji. Długo walczyliśmy, by uzyskać dostęp do dokumentów roboczych - podkreśla szef "Kwadratury Sieci" ("La Quadrature du Net") w rozmowie z paryskim korespondentem RMF FM Markiem Gładyszem.

Zauważa, że Komisja Europejska alarmuje, że trzeba lepiej zabezpieczyć w sieci prywatne dane użytkowników i przygotowuje nowy projekt dyrektywy w tej sprawie, ale jednocześnie ACTA ułatwia dostęp do tych danych firmom monitorującym internet.

Zdaniem Zimmermanna, od razu widać, że tekst umowy otwiera bramę dla różnego rodzaju nadużyć. Specjalistyczne firmy prywatne, zajmujące się - jak we Francji - namierzaniem piratów na zlecenie koncernów filmowych i muzycznych, będą mogły łatwo zbierać informacje na temat internautów. Takie informacje można później po cichu sprzedawać, przekazywać różnym instytucjom lub wykorzystywać je w celu szantażu - ostrzega szef organizacji "Kwadratura Sieci".

"Administratorzy stron polskiego rządu mogliby się wiele od hakerów nauczyć..."

Zablokowane strony internetowe premiera Polski to dowód nieudolności osób nimi zarządzających - twierdzi też Zimmermann. Według niego, już sam fakt, że hasło administratora brzmiało "ADMIN 1", czyli stanowiło zabezpieczenie łatwe do złamania, jest dowodem, że bezpieczeństwo stron polskiego rządu powierzone zostało ludziom mało poważnym.

Sugestie szefa BBN, że trzeba będzie być może wprowadzić stan wyjątkowy, to jego zdaniem "polityczne szaleństwo". Jeżeli strony rządowe zostaną zablokowane na kilkanaście godzin, to wcale nie znaczy, że potrzebny jest stan wyjątkowy, tylko, że ich ochrona była śmiechu warta - podkreśla Zimmermann.

Zauważa także, że administratorzy tych stron mogliby wiele nauczyć się od protestujących hakerów...