Skąd się wziął styl łyżwowy i czy mówiąc "technika dowolna" i "łyżwowa" mamy na pewno na myśli to samo? Dlaczego kiedyś obawiano się, że styl łyżwowy może być niezdrowy. Czy z czasem wszechstronność w biegach zaniknie? Tym kwestiom przyglądamy się w pierwszej części ABC biegów narciarskich, przygotowywanego wspólnie z Akademią Wychowania Fizycznego w Krakowie. Z prof. Szymonem Krasickim z AWF-u, promotorem pracy doktorskiej Justyny Kowalczyk rozmawiają Edyta Sienkiewicz i Grzegorz Jasiński.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Grzegorz Jasiński: Panie profesorze, wielokrotnie w ciągu sezonu mówimy o stylu klasycznym czy stylu łyżwowym. Doprecyzujmy, czy terminów "styl łyżwowy" i "styl dowolny" możemy używać zamiennie, czy powinniśmy mówić: "styl łyżwowy"?

Szymon Krasicki: Musimy mówić "styl łyżwowy", a dokładnie: "technika łyżwowa". Regulamin zawodów, tak polski, jak międzynarodowy, FIS-owski, mówi, że zawody są rozgrywane techniką klasyczną, gdy obie narty ułożone są równolegle, albo techniką dowolną. Tu zawodnik mógłby biec techniką klasyczną, mógłby biec tyłem, bokiem, mógłby wykonywać obroty. Wszyscy biegną jednak techniką łyżwową, bo to najszybszy sposób pokonywania terenu. W technice łyżwowej odbicie następuje z narty zakrawędziowanej. To powoduje, że przygotowując narty nie trzeba stosować pod środkami smarów na tzw. trzymanie. Przy technice łyżwowej można zastosować też silniejsze odbicie z tej narty zakrawędziowanej, bo ona się nie cofnie. Gdybyśmy zastosowali odbicie o maksymalnej sile przy odbiciu w technice klasycznej, to w końcu narta uślizgnęłaby nam się do tyłu. Dlatego odbicie w stylu klasycznym nie jest wykonywane z całą mocą, jaką zawodnik w danej chwili dysponuje.

Grzegorz Jasiński: Pamiętam czasy, kiedy technika łyżwowa zaczęła się pojawiać. Wielu komentatorów zastanawiało się wtedy, czy ten styl jest zgodny z fizjologią organizmu, czy nie będzie wywoływał jakichś niekorzystnych skutków dla stawów biodrowych, czy bieganie tym stylem może być zdrowe. Jak rozumiem, te dyskusje już dawno odeszły w przeszłość?

Technika łyżwowa pojawiła na trasach w 1985 roku. Mistrzostwa świata odbywały się wtedy w austriackiej miejscowości Seefeld. Tuż przed zawodami była tam odwilż, śnieg był mokry. W nocy przed pierwszym biegiem mężczyzn na 30 km zrobiło się mroźno i zrobiła się szklanka. Żaden najcięższy, największy nawet ratrak nie mógł wyżłobić torów do biegu klasycznego. Była zupełna gładź. Wtedy nie było jeszcze dokładnie określone, jak można biegać. Ci zawodnicy, którzy zaczęli stosować technikę łyżwową, nawet bardzo ubogą, zdobywali czołowe miejsca. Ci, którzy biegli dawną techniką klasyczną, zostawali z tyłu. To pokazało, że technika łyżwowa jest o wiele szybszym sposobem biegu. Wtedy stosowano tylko jeden krok, tak zwany krok Siitonena, od nazwiska wspaniałego fińskiego biegacza, który zwłaszcza w biegach masowych odnosił wielkie sukcesy. To była technika pośrednia między klasyczną a łyżwową, jedna narta była prowadzona w torze, jak w biegu klasycznym, a drugą nartą, ustawioną kątowo, zawodnik wykonywał odbicie. Oczywiście każdy z nas ma jedną nogę silniejszą i zawodnicy odbijali się właśnie tą silniejszą nogą. Jeśli biegacz wykonywał tysiąc, dziesięć tysięcy odbić nogą silniejszą, a druga tylko się ślizgała, musiały następować przeciążenia tej nogi, którą się odbijał. Nierównomiernie obciążone były zarówno stawy biodrowe, jak i kolanowe. Teraz technika łyżwowa się już rozwinęła, zaczęto stosować równomierne odbicie lewą i prawą nogą, raz z jednej narty, raz z drugiej, więc nie ma już tego zagrożenia.

Grzegorz Jasiński: Jak rozumiem, krok Siitonena został już konsekwentnie w stylu klasycznym zakazany. Tam jest możliwość jazdy równoległej i jodełki z przekładaniem nart, bez odbicia skosem...

Tak. W technice klasycznej narty wolno ustawić kątowo - stosuje się to tylko na stromych podbiegach. Nie może być jednak fazy poślizgu. Gdyby była faza poślizgu, zawodnik jest dyskwalifikowany.

Grzegorz Jasiński: Justyna Kowalczyk miała raz taki problem, że za wcześnie przeszła z fazy klasycznej biegu łączonego do łyżwowej. Ale rozumiem, że zaawansowany zawodnik z czołówki światowej już nie popełnia takich błędów.

To było podczas igrzysk olimpijskich w Vancouver, kiedy Justyna nie zauważyła, w którym miejscu była czerwona linia, od której można łyżwować. To było na takim łuku i Justyna wykonała dwa, trzy kroki zbliżone do stylu łyżwowego. Na szczęście jury uznało, że to nie spowodowało żadnych skutków wobec rywalek. Ale tam Justyna się po prostu zagapiła.

Grzegorz Jasiński: Niektórzy w latach 80. myśleli, że styl klasyczny zaniknie, że będzie się - jak choćby w biathlonie - biegać tylko techniką łyżwową. Ale mimo wszystko ten piękny styl klasyczny z charakterystyczną pracą ramion pozostał. Dlaczego? Co zdecydowało, że biega się dwoma stylami?

Bardzo się cieszę, że pan mówi o tym, że technika klasyczna to piękny styl. Ja jestem wychowany na tej technice, łyżwowa jest mi całkiem obca. Międzynarodowa Federacja Narciarska uznała, że trzeba rozgrywać biegi jedną techniką lub drugą, po 50 procent w każdym roku stylem klasycznym i łyżwowym. Gdyby powiedzieli: "biegajcie, jak chcecie", wszyscy biegaliby techniką łyżwową. Dzięki temu mamy wszechstronność. Te przepisy spowodowały, że Puchar Świata zdobywają zawodnicy wszechstronni. Uważam, że to była bardzo słuszna decyzja.

Edyta Sienkiewicz: To dlatego, jeśli na poprzednich igrzyskach był bieg kobiet na 30 km stylem klasycznym, to teraz w Soczi będzie techniką łyżwową?

Tak, na wielkich imprezach, mistrzostwach świata czy igrzyskach olimpijskich jest taka zasada.

Grzegorz Jasiński: Czy pan profesor wyobraża sobie biegaczy, którzy nie szkolą się w ogóle w stylu klasycznym, tylko od razu twierdzą, że biegają łyżwą - jak właśnie w biathlonie, czy też ten styl klasyczny jest koniecznym elementem przygotowania?

Nie jest konieczny. Można doskonale biegać stylem łyżwowym, nie ćwicząc techniki klasycznej. Najlepszy przykład to biathloniści, ale też zawodnicy kombinacji norweskiej. Powoli obserwujemy, że pojawia się specjalizacja, że część zawodników będzie biegała więcej jedną techniką niż drugą. Ci zawodnicy skazują się jednak na to, że w Pucharze Świata nie będą wiele znaczyli. Wygrają poszczególne zawody, ale całości nigdy. By wygrać całość, trzeba biegać dobrze obiema technikami. Nie sądzę, by FIS zmienił przepisy i zrezygnował z tego, że wygrywa najbardziej wszechstronny zawodnik. Myślę, że to nam nie grozi.