Powołana przez szefa MON Antoniego Macierewicza podkomisja do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej przedstawi dziś rezultaty swojej ponadrocznej pracy. Posiedzenie ma się rozpocząć o godz. 15 w klubie Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie.

REKLAMA

Przewodniczący dr Wacław Berczyński zapraszając dziennikarzy na dzisiejsze spotkanie mówił, że powołana w lutym 2016 r. podkomisja spotyka się z zarzutami, że nie pracuje, nie prezentuje ustaleń i kosztuje za dużo. Wykonaliśmy wiele prac. Część prac jest zakończonych, część bardzo zaawansowanych, będziemy również mówić o naszych planach - powiedział Berczyński. Wszystko to będzie przedstawione w poniedziałek - dodał.

"Nie tylko nowe dowody, ale też podsumowanie materiału, który był ukrywany"

Zostaną przedstawione dotychczasowe ustalenia - zapowiedział przed miesiącem w wywiadzie dla PAP minister Macierewicz, który powołał podkomisję, a w latach 2010-15 kierował zespołem parlamentarnym ds. katastrofy smoleńskiej; ekspertami zespołu było wielu późniejszych członków podkomisji. Szef MON mówił PAP, że przeprowadzone analizy i zebrane dowody, to "uzupełnienie, rozszerzenie i pogłębienie materiału dowodowego", który od 10 kwietnia 2010 r. był zbierany przez naukowców z konferencji smoleńskich, ekspertów zespołu parlamentarnego i badaczy zagranicznych. Zdaniem szefa MON wiele danych było ukrywanych przez Komisją Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (KBWLLP), która katastrofę smoleńską badała w latach 2010-11 pod przewodnictwem ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera.

Jak mówił Macierewicz, to nie są tylko nowe dowody, lecz w większości jest to podsumowanie materiału, "który był znany, lecz który nie był eksponowany, bądź był ukrywany, bądź minimalizowany, ale oczywiście są też istotne elementy zupełnie nowe". Dodał, że jest to wynik analiz i przeprowadzonych eksperymentów, ale nie podał wówczas przykładów. Listy eksperymentów nie podała też do tej pory podkomisja.

W innych wywiadach minister mówił, że prace podkomisji nie zostały zakończone, ale jednocześnie zapowiadał, że "kształt hipotezy całościowej, który zostanie przedstawiony opinii publicznej, już rysuje całość wydarzeń". Dodawał, że jego zdaniem "sam przebieg wydarzeń nie ulegnie zasadniczej zmianie". Pytany, czy coś z ustaleń podkomisji go zdziwiło, Macierewicz odpowiedział, że to, "jak prawda leżała przez cały czas na wierzchu". W kontekście prac podkomisji szef MON mówił też, że załoga Tu-154M została wprowadzona w błąd przez rosyjskich kontrolerów z lotniska w Smoleńsku i że piloci zrobili wszystko, co mogli, i "chcieli uratować polską delegację z zasadzki".

Z informacji, jaką podkomisja przesłała PAP pod koniec marca, wynika, że jej prace rozpoczęły się od przeanalizowania całości istniejącej dokumentacji, przez ocenę działań poprzedników po formułowanie pierwszych hipotez co do możliwych przyczyn tragedii. Oznacza to, że oprócz dokumentacji źródłowej wytworzonej przez Komisję Millera podkomisja podjęła się analizy ponad 147 tysięcy kart akt postępowania prokuratorskiego, zgromadzonych w 762 tomach. Przeprowadzono również kwerendę obowiązujących w 2010 roku przepisów, powtórzono analizy Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego oraz dokonano wysłuchania dużej ilości świadków - informowała podkomisja. Wiadomo też, że jej członkowie prowadzili oględziny Tu-154M Lux nr 102, maszyny bliźniaczej do samolotu, który rozbił się w Smoleńsku.

Dokładniejsza liczba świadków - 15 - została podana przez podkomisję w październiku 2016 r. Było wśród nich pięciu pilotów, siedmiu psychologów, dwóch medyków i jeden technik obsługi naziemnej. Podkomisja przygotowała też cztery opinie dla prokuratury i - jak wówczas informowano - prowadziła analizę porównawczą zapisów z dwóch rejestratorów parametrów lotu oraz odszyfrowywała zapisy z ostatnich lotów Tu-154M nr 101, który rozbił się w Smoleńsku, aby przeprowadzić analizę porównawczą.

Jedyna do tej pory konferencja prasowa podkomisji (bez możliwości zadawania pytań) odbyła się 15 września 2016 r., miesiąc później jej członkowie przedstawiali dotychczasowe ustalenia posłom z komisji obrony, o co wnioskowała PO.

"Szokujące nagranie z komisji Millera"

We wrześniu podkomisja przedstawiła nagranie, na którym Miller mówił do członków swojej komisji o konieczności spójnego przekazu polskich i rosyjskich komisji i prokuratur, zajmujących się katastrofą smoleńską. Albo zadbamy o spójność raportów polskiego i rosyjskiego dotyczącego katastrofy smoleńskiej, o jednolity przekaz, który nie sprzyja budowaniu mitów, albo sami sobie ukręcimy bicz - powiedział przewodniczący poprzedniej komisji badającej katastrofę smoleńską. Jeżeli te dwa raporty będą różne, to będzie cała teoria spiskowa - dodał. Berczyński ocenił, że nagranie jest szokujące, bo minister, na polecenie premiera Donalda Tuska, instruował komisję, jak ma przebiegać badanie wypadku.

Jednak były członek komisji Millera, a później szef zespołu, który przypominał jej ustalenia dr Maciej Lasek przekonywał, że Millerowi chodziło o to, żeby przekaz był spójny - "co znaczy, że jeżeli bazujemy na tych samych faktach, to raporty nie powinny się różnić". Podkreślał, że rosyjski raport przygotowany przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) jednak się różni od polskiego, bo Rosjanie część faktów pominęli. Chodzi o nieprawidłową pracę kontrolerów ze Smoleńska, przemilczaną w raporcie MAK i opisaną przez komisję Millera, oraz o rolę dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika - według MAK jego obecność w kokpicie w ostatnich minutach stanowiła bezpośredni nacisk na pilotów, według komisji Millera Błasik nie interweniował, lecz był raczej obserwatorem wydarzeń, a jego obecność była co najwyżej elementem presji pośredniej, związanej z rangą lotu.

Podkomisja: Nagrania z Tu-154M nie wskazują na obecność Błasika w kokpicie

Z kolei podkomisja Berczyńskiego wskazywała, że nagrania z Tu-154M na obecność Błasika w kokpicie nie wskazują. Żadna bowiem ze słuchających osób, w tym trzy osobiście znające generała, nie rozpoznała jego głosu po wysłuchaniu wszystkich dostępnych materiałów dźwiękowych, także takich, które - przekonywał Berczyński - są zacznie lepszej jakości niż te, którymi dysponowała komisja Millera. Podkomisja zaznaczała, że nic nie potwierdza żadnej formy presji na załogę ze strony generała oraz że jego ciało i ciała lotników zostały znalezione w innych sektorach.

W październiku podkomisja przekonywała, że jednym z podstawowych czynników wpływających na bezpieczeństwo podejścia do lotniska w Smoleńsku "było wykonanie trzeciego zakrętu (z czterech - PAP) na zbyt wcześnie wydaną komendę rosyjskiego kierownika lotów, a także podanie przez kierownika strefy lądowania zaniżonej odległości punktu wejścia na ścieżkę". Przez to - według podkomisji - załoga miała za mało czasu i nie mogła spokojnie wykonać wszystkich czynności, ustabilizować przyrządów, określić dokładnej pozycji, spokojnie prowadzić korespondencję radiową, podejść do lotniska i wypracować decyzję, by jednak kontynuować lot. Ścieżka podejścia, która została podana naszym pilotom, gdyby została użyta, skończyłaby się kilometr przed progiem pasa. Samolot podczas tego podejścia był cały czas na południe od osi pasa, mimo komend kierownika systemu lądowania na kursie - powiedział koordynator zespołu nawigacyjno-lotniczego podkomisji Marek Dąbrowski.

Zdaniem podkomisji prezentowane przez komisję Millera i prokuraturę odczyty parametrów z rejestratora szybkiego dostępu produkowanego przez polską firmę ATM "zostały zmanipulowane i okrojone" - z zapisu miały zostać wycięte ostatnie niecałe trzy sekundy, a w ich miejsce wklejono krótsze dane z rosyjskiego rejestratora katastroficznego MŁP-14-5, zaś z rosyjskiego rejestratora KBN-1-1 wycięto bez uzupełnienia ostatnie 5 sekund. Tymczasem analiza pliku źródłowego miała wykazać, że w wyciętym fragmencie, jeszcze zanim samolot znalazł się 15 metrów nad ziemią, były sygnały m.in. o niesprawności pierwszego silnika, pierwszego generatora i obu radiowysokościomierzy. Ponadto podkomisja podkreślała, że w paczce, w której do Polski miał zostać przesłany rejestrator ATM QAR, było inne urządzenie, przez co polska "czarna skrzynka" została przywieziona do Warszawy kilka dni później.

Maciej Lasek z komisji Millera wyjaśniał, że uzupełnienie zapisu rejestratora ATM QAR o dwie sekundy danych z nagrania urządzenia rosyjskiego nie miało na celu manipulacji. Chodziło bowiem o to, że dane z ostatnich 1,5 sekundy nie nagrały się wcale (zabrakło czasu na buforowanie i szyfrowanie) a w przypadku kolejnej pół sekundy nie było pewności, czy dane prawidłowo się zapisały w momencie odcięcia zasilania.

Komisja Millera: Przyczyną katastrofy było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania

Po raz pierwszy katastrofę smoleńską - niezależnie od śledztwa polskiej prokuratury i od wyjaśniania przez stronę rosyjską - badała KBWLLP pod przewodnictwem Jerzego Millera. W lipcu 2011 r. przedstawiła ona raport, w którym napisała, że przyczyną katastrofy było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, przy nadmiernej prędkości opadania, w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg. Doprowadziło to do zderzenia z brzozą, oderwania fragmentu lewego skrzydła wraz z lotką, a w konsekwencji do utraty sterowności samolotu i zderzenia z ziemią. Komisja podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu.

Zespół parlamentarny Macierewicza: Prawdopodobną przyczyną katastrofy była seria wybuchów

Te ustalenia kwestionował Macierewicz i jego zespół parlamentarny. Ostatni, opublikowany w kwietniu 2015 roku, raport zespołu zawierał tezę, że prawdopodobną przyczyną katastrofy była seria wybuchów m.in. na lewym skrzydle, w kadłubie i prezydenckiej salonce.

W marcu 2016 r. szef MON podkreślał, że powodem powołania podkomisji było "ujawnienie ukrywanych lub nieznanych informacji mających istotne znaczenie dla badania, które nie były badane z różnych powodów". Zdaniem wiceszefa podkomisji smoleńskiej dr. Kazimierza Nowaczyka nagromadzenie faktów nieuwzględnionych przez komisję Millera świadczy o tym, że od początku rozważała ona jeden scenariusz przebiegu katastrofy smoleńskiej.

Jako nowe fakty i nowe dokumenty MON wymieniło m.in. protokoły z ekshumacji ośmiu ofiar katastrofy przeprowadzonych w latach 2011-2012 "całkowicie podważające wiarygodność autopsji dokonanych w Moskwie", badania wskazujące na obecności śladów materiałów wybuchowych na wraku samolotu oraz stwierdzenie podwyższonego poziomu tlenku węgla w organizmach prawie wszystkich tych ofiar, dla których przeprowadzono niezależne analizy, oraz odnalezienie odłamków skrzydła przed brzozą.

Przed rokiem szef MON mówił też o wadzie fabrycznej, "którą obarczony był jeden z głównych zespołów technicznych samolotu Tu-154" decydujący o locie samolotu, o czym - jak zaznaczył - była powiadomiona komisja Millera oraz prokuratura. Macierewicz podkreślał, że trzeba będzie wyjaśnić, dlaczego nie skierowano tego fragmentu samolotu do badań laboratoryjnych, bowiem "wada fabryczna była niewykrywalna bez badań niszczących", a w raporcie KBWLLP "ten fakt utajniono". Minister nie powiedział jednak wtedy, o jaką część Tu-154M chodzi.

Z kim współpracuje 23-osobowa podkomisja?

Podkomisja działa w ramach KBWLLP. Liczy 23 członków. Prócz przewodniczącego Berczyńskiego i I wiceprzewodniczącego Nowaczyka w prezydium są jeszcze II wiceszef prof. Wiesław Binienda i sekretarz prof. Jan Obrębski. Ekspertami współpracującymi z podkomisją są specjalista medycyny sądowej prof. Michael Baden, badacz wypadków lotniczych Frank Taylor i zespół jego współpracowników, a także b. doradca Władimira Putina Andrej Iłarionow. O podpisaniu umowy z MON na pomoc w odzyskaniu wraku samolotu poinformował także były główny prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego Luis Moreno-Ocampo.

W ramach podkomisji działają cztery zespoły robocze: konstrukcyjny, którym kieruje prof. Piotr Witakowski, lotniczy, na którego czele stoi Marek Dąbrowski, medyczny, którego szefem jest ppłk Szczepan Cierniak, i prawny, którym kieruje Jacek Kołota.

W 2016 r. podkomisja wydała 1,4 mln zł (z zaplanowanych 4 mln zł), jej budżet na 2017 r. to 2 mln zł.

(mal)