Przerwany wyścig to nie wyjątek, tylko przewidziany stan
W motorsporcie zatrzymanie rywalizacji jest wpisane w reguły, a nie poza nie. Czerwona flaga zawiesza wyścig i wprowadza procedurę wznowienia. Samochód bezpieczeństwa neutralizuje stawkę i zmienia dystans przejechany pod pełnym reżimem. Wyścig bywa też skrócony, a wtedy sposób klasyfikowania i przyznawania punktów wynika z przepisów sportowych Międzynarodowej Federacji Samochodowej, dostępnych publicznie.
Kluczowe jest to, że oficjalny wynik Grand Prix jest kategorią regulaminową, a nie wrażeniem. Ktoś to wcześniej spisał, ogłosił i tego się trzyma. Dokładnie ten sam mechanizm - spisany wcześniej i ogłoszony - musi po polskiej stronie istnieć u podmiotu, który przyjmuje zakład na ten wyścig. Z jedną różnicą: tam dokument tworzy federacja sportowa, a tutaj zatwierdza go organ państwa.
Regulamin bukmachera nie jest dokumentem wewnętrznym firmy
Ustawa z 19 listopada 2009 roku o grach hazardowych stawia sprawę w art. 60 ust. 1 bez ozdobników: podmiot ubiegający się o zezwolenie „przedstawia organowi właściwemu do ich udzielenia, do zatwierdzenia, projekt regulaminu urządzanej gry hazardowej". Nie zgłasza go, nie deponuje, nie publikuje. Przedstawia do zatwierdzenia.
Następny ustęp mówi, czym ten dokument ma być. Zgodnie z art. 60 ust. 1a regulamin „określa zasady tej gry oraz sposób spełniania warunków ustawowych związanych z jej urządzaniem". To znaczy, że nie jest zbiorem uprzejmych deklaracji, tylko opisem, w jaki sposób konkretna firma realizuje nałożone na nią obowiązki.
Najdalej idzie ustęp drugi. Regulamin gry hazardowej, „a także jego każdorazową zmianę, zatwierdza minister właściwy do spraw finansów publicznych". Każdorazową. Operator nie może więc w połowie sezonu przestawić zasad rozliczania przerwanego wyścigu, bo uznał, że tak będzie dla niego wygodniej - zmiana wymaga postępowania administracyjnego, a to trwa. Art. 60 ust. 4 wyznacza organowi na rozpatrzenie wniosku sześć miesięcy.
Wynika z tego rzecz, która rzadko pada wprost: zasady, według których rozliczany jest zakład na przerwane Grand Prix, są w Polsce zatwierdzone przez organ administracji, zanim ktokolwiek postawi pierwszą złotówkę - i nie mogą zostać podmienione po fakcie.
Pięć rzeczy, których w tym dokumencie zabraknąć nie może
Art. 61 ust. 1 wylicza minimalną zawartość regulaminu. Jest to lista krótka i bardzo konkretna:
- nazwa podmiotu urządzającego grę lub turniej;
- „szczegółowe warunki i zasady gry lub turnieju, w tym określenie wygranych, terminu oraz miejsca gry lub turnieju";
- „prawa i obowiązki uczestników gry lub turnieju";
- „tryb i terminy rozpatrywania reklamacji oraz tryb i termin zgłaszania roszczeń zgłaszanych przez uczestników gry lub turnieju";
- „wysokość kapitału gry lub turnieju, przeznaczonego do natychmiastowej wypłaty wygranych".
Punkt czwarty jest tym, o który chodzi przy przerwanym wyścigu. Ustawa nie zostawia trybu reklamacji dobrej praktyce rynkowej ani regulaminowi serwisu - wymaga, żeby tryb i terminy były zapisane w dokumencie zatwierdzonym przez ministra. Termin nie jest tu ozdobnikiem: jeżeli jest zapisany, to biegnie, a jego przekroczenie da się wykazać.
Do tego art. 61 ust. 4 nakłada obowiązek bezpośredni wobec uczestnika: podmiot urządzający gry hazardowe „jest obowiązany zapewnić ich uczestnikom możliwość zapoznania się z treścią regulaminu tych gier". Dokument ma być dostępny przed zdarzeniem, a nie po sporze.
Czterysta osiemdziesiąt tysięcy złotych, których nie można ruszyć
Druga warstwa jest finansowa i mało kto o niej mówi, bo nie widać jej z żadnej strony internetowej. Art. 63 ust. 1 nakazuje złożyć zabezpieczenie finansowe w dwóch celach naraz: „w celu zapewnienia ochrony interesu finansowego uczestników gier hazardowych oraz zabezpieczenia zobowiązań podatkowych w podatku od gier". Kolejność w przepisie jest właśnie taka - uczestnik przed podatkiem.
Kwoty są sztywne. Dla punktu przyjmowania zakładów wzajemnych to 40 000 zł (art. 63 ust. 1 pkt 3), a przy zakładach urządzanych przez internet - 480 000 zł (art. 63 ust. 2a). Przy większej liczbie punktów krotność zabezpieczeń rośnie według tabeli w ustępie drugim.
Zabezpieczenie ma postać gwarancji bankowej albo ubezpieczeniowej, albo kwoty złożonej na rachunku wskazanym przez organ (art. 63 ust. 3). I tu pada zdanie, które przesądza o realności całej konstrukcji. Zgodnie z art. 63 ust. 4 gwarant zobowiązuje się na piśmie zapłacić „bezwarunkowo i nieodwołalnie, na każde wezwanie organu udzielającego koncesji lub zezwolenia" kwotę należnego podatku wraz z odsetkami oraz kwoty na pokrycie roszczeń uczestników gier hazardowych. Gwarantem może być wyłącznie podmiot z siedzibą w Unii Europejskiej lub państwie EFTA, uprawniony do udzielania gwarancji na całym terytorium Polski (ust. 5).
Ostatni element domyka całość w czasie. Art. 65 ust. 1 pozwala zwolnić zabezpieczenie dopiero wtedy, gdy zobowiązanie podatkowe wygaśnie albo nie będzie mogło powstać, lub gdy upłynie termin, w którym uczestnicy mogą wystąpić z roszczeniami. Pieniądze leżą więc dłużej niż sama umowa i dłużej niż zainteresowanie sprawą.
Zgoda organizatora, czyli przepis, o którym się nie mówi
Jest w tej ustawie przepis, który zaskakuje nawet osoby siedzące w temacie. Art. 31 ust. 2 stanowi, że podmiot posiadający albo ubiegający się o zezwolenie na zakłady dotyczące „wyników sportowego współzawodnictwa ludzi lub zwierząt„ jest obowiązany „uzyskać zgodę krajowych organizatorów takiego współzawodnictwa na wykorzystanie jego wyników”.
Trzeba przeczytać to dokładnie, bo słowo „krajowych" robi tu całą robotę. Przepis dotyczy rozgrywek organizowanych w Polsce - to na ich wyniki potrzebna jest zgoda polskiego związku czy federacji. Formuła 1, której kalendarzem i przepisami zarządza federacja międzynarodowa, pod tę normę nie podpada. Asymetria jest realna i warto ją znać: oferta na polskie rozgrywki wymaga cudzej zgody, oferta na rozgrywki zagraniczne nie.
Ten sam artykuł zawiera zakaz krótki i kategoryczny. Ustęp pierwszy: „Zakazane jest zawieranie i przyjmowanie zakładów wzajemnych na wyniki gier liczbowych". Losowanie liczb jest w Polsce wyłączone z rynku zakładów i żaden regulamin tego nie zmieni, bo zakaz jest ustawowy.
Do kogo idzie reklamacja, kiedy nie ma zezwolenia
Postawmy obok siebie dwa serwisy przyjmujące ten sam zakład na ten sam wyścig. Po jednej stronie istnieje regulamin, który organ państwa przeczytał i zatwierdził, a jego zmiana wymaga kolejnego zatwierdzenia. Zapisany jest w nim tryb reklamacji i terminy. Istnieje kwota, którą spółka złożyła zawczasu, i gwarant, który ma zapłacić na wezwanie organu bezwarunkowo i nieodwołalnie. Istnieje wreszcie organ, do którego to wezwanie może wyjść.
Po drugiej stronie nie ma żadnego z tych elementów. Nie ma zezwolenia, więc nie ma zatwierdzonego regulaminu. Nie ma zatwierdzonego regulaminu, więc tryb i termin rozpatrzenia reklamacji są tym, co danego dnia napisano w warunkach korzystania z serwisu - i tym, co można w nich zmienić bez niczyjej zgody. Nie ma zabezpieczenia, więc nie ma kwoty przypisanej roszczeniom uczestników. Nie ma gwaranta i nie ma organu, który mógłby go wezwać. Pytanie „do kogo mam się zwrócić" pozostaje bez adresata.
Dlatego zakres dyscyplin u operatora z zezwoleniem - od Ekstraklasy po zakłady na Formułę 1 - nie jest zestawieniem ułożonym dowolnie, tylko listą rynków, dla których minister zatwierdził regulamin, a spółka złożyła zabezpieczenie.
Czerwona flaga na torze nie jest awarią systemu. Jest stanem, który ktoś wcześniej opisał w dokumencie. Po polskiej stronie rynku ten dokument ma jeszcze jedną cechę: przeczytał go i przyjął organ państwa, zanim komukolwiek wolno było przyjąć pierwszy zakład.
LV BET Zakłady Bukmacherskie Sp. z o.o. to legalny bukmacher posiadający zezwolenie Ministerstwa Finansów. Gra u nielegalnych bukmacherów jest zabroniona. Hazard wiąże się z ryzykiem i jest dostępny wyłącznie dla osób pełnoletnich.