Porzucił pracę w korporacji, żyje w kamperze. "To sposób na emeryturę za życia"

Niedziela, 22 listopada 2015 (13:01)

Witek od czterech lat mieszka w kamperze. Wygląda na ponad 30 lat, a sam mówi, że jest przed czterdziestką. Jego kamper to nie tylko weekendowe hobby, ale codzienność. Zatrzymuje się głównie w Warszawie, choć czasem podróżuje po Polsce. Choćby dlatego, że oferuje przejazdy na popularnym portalu dla kierowców i pasażerów. Z rzeczy, które posiada… jest tylko kamper. Ma też starego laptopa i niemłody telefon komórkowy. Ładuje je w bibliotekach czy centrach handlowych. Dzięki nim kontaktuje się z „tradycyjnym” światem. Prowadzi bloga i dwa fanpage na Facebooku.

Nie wyrzekam się cywilizacji. Ja nie mam ambicji życia w opozycji. Żyję w symbiozie, tylko odwrotnie. [...] To sposób na emeryturę za życia. Słowo ‘emeryt’ bierze się jeszcze z łaciny i oznacza kogoś zasłużonego, dawniej senatora, osobę publiczną, która dostała uposażenie od państwa. W dzisiejszych czasach to słowo zostało zdegradowane. Formuła "w dzisiejszych czasach" w rozmowie z Witkiem pojawia się często. Kamperowiec "w poprzednim życiu" był finansistą i pracował dla korporacji. Teraz nastały inne czasy.

 Dziś jesteśmy zmuszani do jedzenia, posiadania mieszkania, pracowania. Marnujemy wszystko. Gdy pytam z czego się utrzymuje - odpowiada, że do życia wiele nie potrzeba. Nawet jak mam kampera, to ja dużo nim nie jeżdżę. Jestem w mieście. [...] Najczęściej jestem w Warszawie, choć ostatnio byłem na przykład w Bydgoszczy. Pogoda nie była zbyt ciekawa, więc zatrzymałem na zadaszonym parkingu centrum handlowego. Zawsze szukam takich miejsc, żeby było w miarę wysoko; pod mostami czasami. Ale jestem w mieście, w przeciwieństwie do wielu kamperowców, którzy wybierają raczej tereny z dala od zabudowań.

Miejsce parkingowe?

 Centrum miasta nie jest celem. Celem jest korzystanie z infrastruktury miasta, na przykład z parków. Zapraszam na przykład na Pole Mokotowskie. Ludzie tam przyjeżdżają w weekend, to wtedy stamtąd wjeżdżam. I spaceruję, korzystam z dobrodziejstw publicznych, które się marnują. Ludzie nie mają czasu, aby z nich korzystać. Biblioteki, centra handlowe są puste w ciągu dnia. Ja żyję odwrotnie. Inaczej przeznaczam czas. Tam gdzie są tłumy, tam mnie nie ma. W centrum jestem w weekend, kiedy jest darmowa strefa parkowania.


Przesiadka i utrzymanie

Pytał pan z czego się utrzymuję? Ludzie myślą o zarabianiu i są zarobieni. Jak roboty, jak roby - w przeciwieństwie do nierobów. Ja jestem otwarty na wymianę, barter. Nikogo nie krzywdzę, a jestem zadowolony z rezultatów. Z dziećmi Witek widuje się w niektóre weekendy i kilka tygodni w wakacje. W sumie to nie wiadomo kto kogo odwiedza. Ja w każdym razie żyję inaczej. [...] W moim przypadku nie ma czegoś takiego jak zarabianie. Ja żyję w przepływie; to, co do mnie przypływa, także ode mnie odpływa. Ja jestem w harmonii, w zgodzie ze światem. Jestem zapraszany w różne miejsca...

Dzieci stara się regularnie odwiedzać, ale podkreśla, że w ogóle spotyka się z ludźmi. Pomagam bardzo wielu osobom - dodaje - Czasu na spotkania z rodziną będzie coraz więcej, gdy dzieci podrosną i będą same do mnie przychodzić. Chciałbym je w młodości wyposażyć w kampera. To jest bardzo dostępne, kosztuje około dziesięciu tysięcy złotych. Na osiemnastkę to dobry prezent dla chłopaka. Żeby miał swoją "chatę", jak to się mówi.

Robiłem mnóstwo błędów, których teraz staram się nie popełniać. Najpierw chciałem sobie zbudować domek na działce. Jeździłem na warsztaty budowlane z naturalnych surowców, drewna, gliny, słomy... Poznałem mnóstwo ludzi, ale też poznałem koszty. I biurokrację.

Wcześniej jeździłem motocyklem z namiotem, a samochodem byłem w Chorwacji. Spałem w nim, kąpałem się w morzu... I zacząłem szukać większego samochodu. No i kupiłem kampera, pierwotnie na działkę. Przenocowałem w nim i stwierdziłem, że ja wcale nie potrzebuję działki!

Anarchista? Komunista? Socjalista?

Jestem zwolennikiem wolnego rynku, porządku, prawa. Ale moja główna dewiza to "chcącemu nie dzieje się krzywda". Kiedy ja nikogo nie krzywdzę, to jest OK.

Kamper Witka nie jest najnowszy, ale jest "jak z katalogu", prawdziwy. Gdy to mówię, Witek oponuje. Co to znaczy prawdziwy? Normalny? Co to za norma?! Nie trzeba mieć wszystkiego, co jest w katalogach. 30 lat temu wymyślono ten pojazd i to też był jakiś eksperyment. To ewoluuje. Ja mam ochotę zbudować kampera od podstaw, ze społecznością, która jest wokół mojego bloga "Kamper w mieście". Myślę o produkcji "open source", gdzie każdy będzie miał w to wkład.

Gdy pytam, czy prowadzenie "takiego życia" to odwaga - odpowiada wymijająco: To brak strachu. [...] Moja historia jest taka, że ja się odblokowałem w pewnym momencie. A mój jedyny hamulec, to ten postojowy w kamperze. No, bo gdzieś trzeba spać.

Romuald Kłosowski