Czy premier wiedział, czym jest MAK Anodiny?

Czwartek, 24 października 2013 (16:00)

Do tej pory opozycja oskarżała premiera Tuska, że oddał wyjaśnianie przyczyn katastrofy w ręce Rosjan, godząc się na zastosowanie procedur załącznika 13. do konwencji chicagowskiej. Pytano premiera, kiedy i gdzie podjął decyzję w tej sprawie. Jednak do tej pory nikt nie zapytał premiera, czy zgodził się na to, aby przyczyny katastrofy wyjaśniał MAK, czyli organizacja międzynarodowa reprezentująca Azerbejdżan, Armenię, Białoruś, Gruzję, Kazachstan, Kirgistan, Mołdowę, Rosję, Tadżykistan, Turkmenistan i Ukrainę. Czy premier wiedział, że Międzypaństwowy Komitet Lotniczy nikomu nie podlega, jego pracownicy objęci są immunitetem dyplomatycznym i nie sposób zaskarżyć ustaleń MAK?

Próbowały tego rodziny pilotów samolotu JAK-42, który rozbił się we wrześniu 2011 roku pod Jarosławiem, gdy MAK całą winę zrzucił na nieżyjących pilotów i sądy w Rosji jednoznacznie orzekły, że nie mają jurysdykcji nad MAK.

Jednak w Polsce mit, jakoby Rosjanie wyjaśniali przyczyny katastrofy smoleńskiej powielają komentatorzy, eksperci i politycy. Edmund Klich w wywiadzie dla RMF FM 19 września mówił: Uważam, że wcześniej, kiedy ja sygnalizowałem, że Rosjanie naruszają załącznik 13., nie dopuszczając nas do pewnych informacji i wtedy trzeba było nagłośnić na forum międzynarodowym, że Rosjanie do czegoś się zobowiązali, a tego nie przestrzegali i tego nie było.

Rosjanie przyczyn katastrofy smoleńskiej nie wyjaśniali i Edmund Klich powinien to wiedzieć. Przekazali to organowi międzynarodowemu przy całkowitej bierności polskich władz i ma to brzemienne skutki.

Może premiera Tuska Rosjanie w ogóle nie zapytali, czyli całkowicie go zignorowali? Niemniej ze strony rosyjskiej mamy do czynienia z perfekcyjnie przygotowanym planem i narzuceniem Polsce wygodnej dla Rosji procedury wyjaśniania katastrofy.

W ciągu trzech dni, od 10 do 13 kwietnia 2010 roku, zawodowiec Władimir Putin ograł polskiego premiera, którego ośmielę się tu nazwać amatorem. Ograł go w sposób tak skuteczny, że Donald Tusk już po opublikowaniu raportu MAK obarczający całą winą polską stronę, twierdził bez żadnych podstaw, że do dalszego wyjaśniania okoliczności katastrofy wykorzystana zostanie konwencja chicagowska. Konwencja daje nam scenariusz dalszego postępowania. W dalszym ciągu Polska ma możliwości ubiegania się o uwzględnienie naszych uwag. Jak podkreślił, konwencja chicagowska gwarantuje Polsce możliwość ubiegania się o rozmowy z Rosją na temat wspólnej wersji raportu. Z takim wnioskiem strona polska zwróci się do Rosji - zapowiedział premier - Jeśli rozmowy nie doprowadzą do uwzględnienia wspólnego stanowiska, konwencja daje Polsce możliwość odwołania się do instytucji międzynarodowych.

Jak wiadomo, ta wypowiedź Tuska okazała się mniej warta niż kartka papieru, na której ją zaprotokołowano. Polski premier nawet parę miesięcy po katastrofie nie rozumiał, jak bardzo Putin wystrychnął go na dudka i jak niewiele już może, bo reguły gry ustalono wcześniej, w owe trzy kwietniowe dni. Nie miało być żadnego wspólnego raportu, w MAK słyszałem to wielokrotnie, że tylko ich raport określa przyczyny katastrofy, a komisja Millera, to jedynie wewnętrzna sprawa Polski, nie mająca umocowania prawnego i nie mająca nic wspólnego z przepisami i regulacjami ICAO. Uwagi polskiej strony MAK praktycznie całkowicie zignorował. Co więcej, komisja Millera wbrew zasadom ICAO przesłała je w języku polskim z tłumaczeniem na rosyjski chociaż  powinny być w jednym z oficjalnych języków ICAO. Nawet tego nie wiedziano w komisji Millera. Skutek był taki, że polskie uwagi dołączono do raportu MAK w wersji polskiej i w czasie prezentacji raportu w Moskwie poza polskimi dziennikarzami nikt nie miał pojęcia co w nich napisano. Czy można było zrobić więcej? Nawet po przyjęciu jako podstawy do wyjaśniania przyczyn katastrofy załącznika 13 do konwencji chicagowskiej  można było się od Rosji domagać przekazania Polsce części lub całości dochodzenia - ten dokument to przewiduje. Można było twardo domagać się, by badanie wraku, czarnych skrzynek odbywało się w Polsce, ale żadnych żądań, żadnej presji nie było. Dlatego strona rosyjska tak bardzo ignoruje polski rząd, w Rosji szanuje się siłę, a nie uległość. I nie chcę prorokować, ale obawiam się, że lata upłyną, a wrak TU 154 będzie leżał nadal na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku.

CO ZDARZYŁO SIĘ POMIĘDZY 10 - 13 KWIETNIA 2010 ROKU

Premier Władimir Putin 10 kwietnia na miejscu katastrofy smoleńskiej. Obejmuje premiera Tuska, potem rozmawiają. Prezydent Dmitrij Miedwiediew powołuje rządową komisję do badania przyczyn katastrofy. Na czele komisji staje premier Władimir Putin. 13 kwietnia posiedzenie rosyjskiej rządowej komisji, biorą udział przedstawiciele Polski np. minister Ewa Kopacz, ambasador Jerzy Bahr, Edmund Klich, czy szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej Krzysztof Parulski. Już na początku premier Putin oświadcza, że wyjaśnianiem  katastrofy zajmuje się Międzypaństwowy Komitet Lotniczy WNP, czyli Wspólnoty Niepodległych Państw. Przedstawiciele Polski nie reagują w żaden sposób. Tatiana Anodina przewodnicząca MAK na tymże posiedzeniu wyjaśnia, że MAK to niezależna, regionalna międzynarodowa organizacja, która prowadzi wyjaśnienie katastrofy Tu154. Anodina dodaje także, że specjaliści MAK posiadają olbrzymie doświadczenie i wyjaśniali katastrofy w 53 krajach i wynik żadnego z ich dochodzeń nie był zaskarżony.

Wszystko ustalone załącznik 13 podstawą, wyjaśnia katastrofę "niezależny" międzynarodowy organ, przedstawiciele Polski dziękują jedynie Rosjanom za pomoc. Po publikacji raportu MAK Władimir Putin uznaje katastrofę za wyjaśnioną i kończy działalność rosyjskiej rządowej komisji, która de facto niczym się nie zajmowała czekając jedynie na raport MAK.

Przemysław Marzec