Kancelaria Prezydenta o incydentach wtargnięcia na teren Pałacu Prezydenckiego

Piątek, 18 stycznia 2019 (10:14)
Aktualizacja: Piątek, 18 stycznia 2019 (12:29)

W grudniu odnotowano trzy próby wtargnięcia na teren Pałacu Prezydenckiego - dowiedział się w Kancelarii Prezydenta RP reporter RMF FM Mariusz Piekarski. Za dwa incydenty odpowiadali obcokrajowcy, a za trzeci mężczyzna będący pod wpływem alkoholu, który próbował wejść na teren Pałacu. Informację o tym, że Stefan W. miał próbować wtargnąć na teren Pałacu Prezydenckiego podał PAP. "Zgodnie z informacjami uzyskanymi od Służby Ochrony Państwa nie było takiego zdarzenia" - powiedział w piątek dziennikarzom rzecznik prezydenta Błażej Spychalski, pytany o te doniesienia. Jak dodał, "być może pan Stefan W. chciałby wejść na teren Pałacu Prezydenckiego, tego nie możemy wykluczyć, natomiast taki incydent nie był odnotowany".

Zabójca prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza miał mówić, że planował zamach w Warszawie i że próbował się dostać do Pałacu Prezydenckiego zaraz po wyjściu z więzienia. Tak wynika ze śledztwa. 

Gdańska prokuratura poinformowała, że zgodnie z jej ustaleniami po wyjściu z zakładu karnego Stefan W. rzeczywiście był w Warszawie - w tym przy Pałacu Prezydenckim - i "mógł planować popełnienie przestępstwa".

Śledczy zwrócili się  już do Kancelarii Prezydenta RP, Służby Ochrony Państwa i Urzędu Miasta Warszawy o zapis monitoringu z okolic Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Podjęte działania mają związek z wyjaśnieniami złożonymi przez Stefana W., podejrzanego o zabójstwo Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza, i będą służyć ich weryfikacji - przekazała Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Zaznaczyła, że przegląd nagrań z okolic Pałacu jest jedną z wielu czynności, które mają pomóc prokuraturze ustalić, co Stefan W. robił po tym, jak 8 grudniu ub.r. opuścił zakład karny, w którym odsiadywał karę 5,5 roku więzienia za cztery napady na banki.

Na wniosek prokuratury jesteśmy gotowi przekazać monitoring Pałacu Prezydenckiego - zapowiedział rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. 

Rzeczniczka prasowa Prokuratury Krajowej Ewa Bialik pytana o ostatnie doniesienia medialne dotyczące Stefana W. powiedziała: Będziemy się starali przekazywać wszelkie informacje z tego postępowania bardzo transparentnie, jeśli będą nam pozwalały na to przepisy. (...) Zostanie sprawdzona linia obrony podejrzanego i to co w prokuraturze wskazał, jak również zostaną sprawdzone wszelkie okoliczności jego działania, postępowania, motywów działania.

Jak przyznała "dzisiaj do mediów wyciekła informacja, że był pod Pałacem Prezydenckim". Fakt faktem, taka okoliczność została wskazana w prokuraturze i taka okoliczność jest sprawdzana - zaznaczyła prokurator. Każda okoliczność dotycząca jego postępowania, jego pobytu, jego zachowania i motywacji zostanie sprawdzona - zapewniła prok. Bialik. Dodała, że na te wszystkie czynności potrzeba czasu, zaś prokuratura prowadzi czynności bardzo sprawnie - wielu świadków zostało już przesłuchanych.


Stefan W. planował zamach?

Wcześniej Polska Agencja Prasowa poinformowała, że dzień po zwolnieniu z więzienia Stefan W. próbował wedrzeć się w nocy na teren Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Tłumaczył, że przyjechał do stolicy, ponieważ "chciał zrobić coś dużego, o czym wszyscy będą mówić".

O swoich planach Stefan W. miał opowiadać koledze z więzienia, którego spotkał po wyjściu na wolność. Wspominał mu o zamachu. Odgrażał się, że dokona czegoś, "co będzie słynne na cały świat". O tym, że "zrobi wielkie wydarzenie w Warszawie", miał opowiadać również rodzinie - wynika z ustaleń prokuratury, do których dotarła PAP.

Według doniesień PAP Stefan W. odwiedził Warszawę wcześniej niż rodzinny dom. Bezpośrednio z więzienia, w którym spędził pięć i pół roku za napady na banki, kazał się zawieźć taksówką na lotnisko i przyleciał do stolicy. W kasynie przegrał dwa tysiące złotych, które odebrał z więziennego depozytu.

Jak zeznał, około trzeciej w nocy przyszedł przed Pałac Prezydencki. Chciał się dostać na jego teren. Nie zdołał sforsować ogrodzenia i ostatecznie zrezygnował. Rano wrócił na gapę pociągiem do Gdańska.

Stefan W. - jak zeznał w śledztwie - był przekonany, że jest śledzony przez policję. Myślał tak, bo odgrażał się, że dokona zamachu. W śledztwie nie chce odpowiadać na pytania, skąd miał nóż, którym zabił prezydenta Gdańska, ani jak znalazł się w jego pobliżu na scenie podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. 

Zamach na Pawła Adamowicza

Prezydent Gdańska został zaatakowany w niedzielny wieczór w trakcie miejskiego finału tegorocznej edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. 27-letni Stefan W. wtargnął na scenę i kilkukrotnie ugodził Pawła Adamowicza nożem.

Samorządowiec był przez kilkanaście minut reanimowany, trafił do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, gdzie był przez pięć godzin operowany. Lekarze przez kilkanaście godzin walczyli o jego życie.

Niestety nie zdołali go uratować. Paweł Adamowicz zmarł w poniedziałek o godzinie 14:03.

Napastnika Stefana W. zatrzymano tuż po ataku. W poniedziałek został przesłuchany i usłyszał zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie.

Jak podkreśliła w czasie spotkania z dziennikarzami prok. Grażyna Wawryniuk, 27-latek zbrodni "dopuścił się w warunkach powrotu do przestępstwa, po odbyciu bezwzględnej kary pozbawienia wolności, w wyniku motywów zasługujących na szczególne potępienie".

Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu przestępstwa - poinformowała.

W śledztwie dotyczącym zabójstwa Adamowicza gdańska prokuratura przesłuchała już około 70 osób - w tym świadków zdarzenia, pracowników ochrony, funkcjonariuszy Policji obecnych na miejscu zdarzenia i biorących udział w zatrzymaniu, a także członków rodziny podejrzanego. 

Opracowanie:

Artykuł pochodzi z kategorii: Raport: Prezydent Gdańska nie żyje

Mariusz Piekarski

Nicole Makarewicz

RMF FM/PAP