Astronauci z Discovery za pomocą laserowych czujników umieszczonych na 15-metrowym wysięgniku sprawdzają poszycie promu. W czasie startu oderwała się bowiem płytka osłony termicznej i fragment pianki izolacyjnej.

REKLAMA

Kluczowe badania polegają na skanowaniu dzioba i krawędzi skrzydeł za pomocą specjalnego czujnika laserowego, który umieszczony jest na wysięgniku. To zupełnie nowa procedura, wprowadzona własnie po katastrofie promu Columbia. Także inżynierowie z centrum kontroli lotów NASA analizują klatka po klatce zdjęcia z kamer rejestrujących przebieg startu i lotu. Na razie nie znaleziono żadnego uszkodzenia.

Gdyby okazało się, że prom jest uszkodzony astronauci mają dwie możliwości. Albo sami będą próbowali naprawić usterkę przy użyciu specjalistycznego sprzętu, albo będą czekać na stacji na prom ratunkowy Atlantis, który stoi przygotowany do startu na Florydzie.

Powodem całego zamieszania wokół Discovery jest informacja agencji Associated Press o tym, że przy starcie odpadła płytka termiczna z osłony klapy podwozia, dwie minuty później - od zewnętrznego zbiornika paliwa odpadł duży fragment pianki izolacyjnej (to przypomina tragedię promu Columbia). Tym razem jednak pianka nie uderzyła w żadną newralgiczną część wahadłowca.

NASA przywiązuje olbrzymią wagę do obecnej misji, pierwszej po przerwie trwającej 2,5 roku, spowodowanej tragiczną katastrofą promu \"Columbia\". Przez ten czas NASA wydała ponad 1 mld dolarów na poprawę bezpieczeństwa lotów wahadłowców oraz na tzw. \"kulturę bezpieczeństwa\".

Zdaniem ekspertów, od pomyślnego przebiegu obecnej misji zależy w dużej mierze przyszłość amerykańskiego programu lotów załogowych.