Naukowcy z Johns Hopkins Medicine w Baltimore i Brigham and Women's Hospital w Bostonie opisują w liście na łamach czasopisma "JAMA Neurology" wyniki badań, które mogą rzucić światło na jeden z najbardziej tajemniczych objawów, odczuwanych przez osoby, które przeszły Covid-19, tzw. mgłę covidową. Podejrzewają, że może się do tego przyczyniać nietypowa obecność w mózgu komórek szpiku kostnego, tzw. megakariocytów, które blokują dopływ krwi.

REKLAMA

Osoby, które przeszły poważne przypadki Covid-19 często skarżą się na długotrwałe objawy utrzymujące się jeszcze miesiącami po wyjściu ze szpitala. Wśród tych objawów, jednym z najbardziej niezwykłych jest stan nazywany mgłą covidową, opisywany u najczęściej starszych osób jako stan dezorientacji, ograniczonej uwagi i zdolności poznawczych. Do tej pory nie wiadomo, jaki mechanizm wywołuje tego typu objawy. Patolodzy z Baltimore i Bostonu, na podstawie wyników sekcji zwłok formułują teraz nową hipotezę na ten temat.

Naukowcy przeprowadzili analizę tkanek mózgu 15 osób, które zmarły na Covid-19 i porównali je z tkankami osób, które nie miały stwierdzonego zakażenia koronawirusem. U 5 osób, które chorowały na Covid-19, w naczyniach włosowatych kory mózgowej znaleziono jądra komórek, przypominające jądra megakariocytów. Badania immunohistochemiczne potwierdziły, że to rzeczywiście fragmenty megakariocytów, pochodzących ze szpiku kostnego.

Problem w tym, że megakariocyty, których zadaniem jest produkcja płytek krwi, pełniących istotną rolę w procesach krzepnięcia krwi i gojenia ran, nie mają tu żadnego powodu, by do mózgu trafiać. W żadnej z próbek tkanki mózgowej, pobranych od zmarłych, którzy nie byli zakażeni, śladów takich komórek nie było. Co więcej, w całej literaturze medycznej nie ma żadnych wcześniejszych przypadków znalezienia megakariocytów w naczyniach krwionośnych mózgu.

Naukowcy nie znają odpowiedzi nie tylko na pytanie, co sprawiło, że megakariocyty trafiły do mózgu, ale i jak dokładnie tam dotarły, jak były w stanie nawigować w sieci naczyń włosowatych. Podejrzewają jednak, że może to mieć związek z działaniem wirusa SARS-CoV-2, albo reakcją organizmu na zakażenie. Wiedzą z kolei na pewno, że obecność tych dużych komórek mogła prowadzić do przyblokowania przepływu krwi w drobnych naczyniach włosowatych i niedotlenienia mózgu w szczególnie istotnym dla naszej orientacji i zdolności poznawczych rejonie kory mózgowej. To mogłoby tłumaczyć relacjonowane przez pacjentów objawy mgły covidowej, dezorientację i spowolnienie myślenia.

Podejrzewamy, że wirus SARS-CoV-2, niszcząc tkankę płucną, prowokuje wydzielanie substancji chemicznych, które skłaniają megakariocyty do tego, by podążyć ze szpiku kostnego do płuc. Tam muszą jakoś znajdywać sposób, by przez naczynia włosowate w płucach trafiać do mózgu - mówi pierwszy autor pracy, prof. David Nauen z Johns Hopkins University School of Medicine. Nie wiemy jednak, czy dostają się tam po prostu z biegiem krwi, czy dochodzi do tego w związku z jeszcze dalej idącymi zmianami naczyń krwionośnych - dodaje.

Zdaniem Nauena, konieczne są dokładniejsze badania mechanizmów, które mogą odpowiadać za wędrówkę megakariocytów do mózgu. Standardowa sekcja zwłok daje tylko minimalny wgląd do kory mózgowej. W rzeczywistości liczba megakariocytów, trafiających do móżgu w wyniku zakażenia SARS-CoV-2, może być znacząca, co może mieć dla osób po przejściu Covid-19 negatywne, neurologiczne skutki - dodaje Nauen.