Space Ship One, pierwszy prywatny statek kosmiczny, bez przeszkód wylądował na pustyni Mojave w Kalifornii. Lot trwał niecałe półtorej godziny; statek na kilka minut znalazł się poza atmosferą naszej planety. To ważny dzień w historii podboju kosmosu.

REKLAMA

Za sterami statku siadł doświadczony oblatywacz, 62-letni pilot Mike Malwill. Najpierw Space Ship One został wyniesiony na wysokość kilkunastu kilometrów przy pomocy samolotu One Night, potem na kilkadziesiąt sekund odpalił silnik rakietowy i przez chwilę był poza atmosferą naszej planety, 100 kilometrów ponad Ziemią. Powrót na lotnisko lotem ślizgowym trwał niecałe 20 minut.

Jednak dzisiejsza próba znacznie różniła się od prawdziwego lotu kosmicznego. Podstawowa różnica to prędkość - Space Ship One osiągnął ponad 3-krotną prędkość dźwięku, aby znaleźć się na orbicie musiałby się poruszać 7 razy szybciej.

Na jego pokładzie nieważkość można było odczuć zaledwie przez chwilę. A różnica prędkości sprawiła, że powrót w gęstsze warstwy atmosfery nie wymagał specjalnych osłon termicznych.

Pojazd został zbudowany prosto; steruje nim człowiek nie komputery. Space Ship On napędzany jest nowatorskim silnikiem, spalającym mieszankę gumy i gazu rozweselającego. Program budowy jego budowy pochłonął co najmniej 20 milionów dolarów.

Lot Space Ship One to sukces myśli konstruktorskiej i sukces wyobraźni w ogóle.