REKLAMA

Poziom dioksyn, które wykryto w żywności sprowadzanej do Polski nie jest tak duży, aby zagrażał naszemu zdrowiu, wynika z badań

przeprowadzonych w laboratorium Politechniki Krakowskiej.

Przebadano ponad sto próbek, przede wszystkim mięsa z Holandii i Belgii

oraz mączki rybnej z Danii. Choć w niektórych próbkach stężenie dioksyn

było podwyższone, to tylko nieznacznie przewyższało dopuszczalne normy,

uspokaja doktor Adam Grochowalski z Politechniki Krakowskiej.

BZDURY 0'27 (saute)

Doktor Grochowalski nie chciał jednak zdradzić w jakich produktach

znaleziono dioksyny.

Wszystko zaczęło się 3 miesiące temu od belgijskich kurczaków.

'Kurzy strach' wywołała informacja o rakotwórczych dioksynach, które

znalazły się w paszy dla drobiu. Pasza wędrowała nie tylko po Belgii,

ale także po innych państwach Europy. Między inymi ponad 70 kurzych

ferm we Francji używało zatrutej paszy.

Dioksyny zawierało nie tylko drobiowe mięso, ale także jajka i ich

przetwory. Na czarną listę trafiły także chlewnie i producenci mięsa

wołowego. Tu także zachodziło podejrzenie, że pasza dla zwierząt

zawierać może rakotwórcze dioksyny.