Tradycja i kultura, tania ziemia i zdrowa ekologiczna żywność - to właśnie polskie rolnictwo może zaproponować Unii Europejskiej. Za rok, dwa nasze produkty będą głównym produktem, który będzie eksportowany na rynki UE - mówią rolnicy.

REKLAMA

Pozostaje tylko pytanie, czy samorządy i rząd są w stanie wesprzeć tę rozwijającą się coraz prężniej, choć niedocenioną przedsiębiorczość? Oto przykład. Rolnicy z Pogórza Przemyskiego zrzeszeni w Stowarzyszeniu Biogleba już teraz produkują marchewkę w oparciu o ekologiczne metody. Nie używają nawozów sztucznych. Na czystych obszarach, a do takich należy południowo-wschodnia część Podkarpacia, istnieją wymarzone warunki.

To nie jest ciężka praca. Można produkować, byleby tylko był zbyt. My już produkujemy i nie ma żadnych problemów. Proszę wziąć naszą marchewkę i kupić drugą na rynku – dużą i piękną. Niech pan wrzuci do rosołu i zobaczymy, która jaka jest - mówił reporterowi RMF Antoni Jurkowski ze Stowarzyszenia Biogleba. Jak dodaje, ekologiczne produkty z Podkarpacia lepiej znane są w Europie Zachodniej niż w Polsce.

Np. w Niemczech. Firmy zza Odry doskonale wiedzą, czego oczekuje niemiecki konsument i za ekologiczną żywność skłonne są dobrze płacić, np. za kilogram pomidorów 2,5 euro. Stowarzyszenie Biogleba twierdzi, że takich cen nie oferują polscy odbiorcy. Niemcy chcą sprowadzić nawet linie produkcyjne do produkcji ogórków, pieczarek, czy borówek.

A w kraju ekologiczni hodowcy mają kłopoty: Nas nikt nie reklamuje. Większe firmy mają pieniądze i o nas nikt w zasadzie tu nie wie - mówią rolnicy. Samorządy pomagają w ograniczonym stopniu: dofinansowują wydawanie podręczników o sposobach ekologicznego gospodarowania i hodowli. Organizują także imprezy ekologiczne - jak choćby Eko-Festyn koło Torunia. Udział w nich opłacają zresztą sami rolnicy.

Polskie produkty znane są więc już w Niemczech, Francji czy w Stanach Zjednoczonych. Producenci rodzimej żywności – jak sprawdził reporter RMF - są pełni wiary w powodzenie swoich planów. Są przewidywania, że sękacz może zawojować rynek nie tylko amerykański, ale także europejski - mówił producent tego przysmaku (zgodnie z ulotką reklamową, sękacz to ciasto wyrabiane ręcznie na terenach zwanych zielonymi płucami Europy).

Właściciel firmy wędliniarskiej najpierw chciałby zwojować Niemcy: Możemy tworzyć własną sieć sklepów firmowych w Niemczech, a myślę, że gusty klientów niemieckich są w pewnym sensie zbieżne z gustami Polaków. Zanim jednak wyroby polskich firm – te najzdrowsze i najbardziej ekologiczne – pojawią na europejskich stołach, muszą spełnić surowe unijne normy, np. co do składników i opakowań. A to na pewno jeszcze trochę potrwa. Innym problemem jest też promocja, która bardzo dużo kosztuje.

15:00