Europejska Agencja Kosmiczna i konsorcjum firm z Europy podpisały historyczną umowę na dostawę systemu dokowania IBDM dla nowych wahadłowców, które będą dostarczać zaopatrzenie na Międzynarodową Stację Kosmiczną. W projekcie znalazła się firma z Polski - Sener. Urządzenia w pierwszą misję wyruszą za pięć lat - w 2022 roku.

REKLAMA

IBDM (International Berthing Docking Mechanism) to innowacyjny system dokowania oraz cumowania pojazdów kosmicznych. Wyposażony jest w układ kontroli sił działających między obiektami w czasie dokowania, dzięki czemu pozwala na łączenie pojazdów o różnych wielkościach. IBDM składa się z systemów "miękkiego" oraz "twardego" dokowania. Pierwszy służy do przechwycenia, rozładowania energii kinetycznej i ustawienia pojazdów w odpowiedniej pozycji. Drugi tworzy szczelne i sztywne połączenie umożliwiające przejście między pojazdami oraz zapewnia przesył danych i zasilania - tłumaczy w rozmowie z RMF FM jedna z osób odpowiedzialnych za projekt doktor Aleksandra Bukała. IBDM jest kompatybilny ze standardem systemów dokowania stworzonym przez agencje współpracujące przy projekcie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej - dodaje.

IBDM to projekt pod wieloma względami wyjątkowy - mówi Aleksandra Bukała, dyrektor generalna SENER Polska. To rzadki przypadek, gdy amerykańska firma, realizująca kontrakt dla NASA, decyduje się na wykorzystanie systemu stworzonego w Europie. To także krok milowy w planach wykorzystania naszego rozwiązania na szeroką skalę i jego komercjalizacji. Załogowe loty w kosmos powoli znów nabierają tempa, włączają się w nie kolejne państwa i firmy. To zwiększa zapotrzebowanie na ustandaryzowany system dokowania - dodaje.

Prace nad testowymi urządzeniami, które mają być gotowe w ciągu dwóch lat, będą odbywać się przede wszystkim w Warszawie. Partnerzy projektu są też w Dolinie Lotniczej, w okolicy Rzeszowa i Mielca, na Śląsku i na Mazowszu. Ważną rolę odgrywają laboratoria badawcze, dzięki którym będziemy mogli testować nasze pomysły - dodaje Aleksandra Bukała. Będziemy wkładać nasze urządzenia między innymi na tak zwane wytrząsarki, które sprawdzą, jak wytrzymałe są systemy, które zaprojektowaliśmy. To będą wielkie drgania, dokładnie, jakie są wtedy, gdy startuje rakieta - tłumaczy Aleksandra Bukała.