Choroba szalonych krów i pryszczyca nie są wcale takie straszne - mówią Niemcy. Po kilku miesiącach funkcjonowania sztabu kryzysowego, jego przedstawiciele uważają, że najgorsza fala paniki została opanowana. Wśród ekspertów panuje opinia, że w Niemczech nie grozi już epidemia chorób zwierzęcych.

REKLAMA

Największym sukcesem było niedopuszczenie do rozprzestrzeniania się pryszczycy. Do tej pory w Niemczech – mimo wielu podejrzeń - nie wykryto żadnego przypadku tej choroby. A wykonano, m.in. 10 000 szybkich testów. Dla bezpieczeństwa, pod nóż trafiło blisko 2500 zwierząt; przede wszystkich tych importowanych. Również sprawa BSE nie wydaje się już tak groźna. Do tej pory u naszych zachodnich sąsiadów wykryto 65 przypadków choroby szalonych krów. To zdecydowanie mniej niż przewidywano. Nie zrealizowano zatem planu wybicia 400 000 sztuk bydła. Zdecydowano się na zaszlachtowanie czterokrotnie mniejszej liczby zwierząt. Za panikę obwinia się. m.in. media, które przez cały czas próbowały szukać sensacji, a równocześnie niepotrzebnie straszyły konsumentów.

12:00