Naukowcy ostrzegają: ameby wolno żyjące mogą stanowić rosnące zagrożenie dla zdrowia publicznego na całym świecie. Te mikroskopijne organizmy potrafią przetrwać w warunkach, które zabijają większość innych patogenów.
- Ameby wolno żyjące występują w wodzie i glebie na całym świecie.
- Niektóre gatunki mogą wywoływać śmiertelne zakażenia.
- Ameby przetrwają wysokie temperatury, chlor i nowoczesne systemy dezynfekcji.
- Mogą chronić w swoim wnętrzu inne groźne bakterie i wirusy.
Choć o amebach wolno żyjących słyszało niewielu, grono specjalistów z zakresu zdrowia publicznego i nauk środowiskowych alarmuje: ta grupa patogenów może stać się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych XXI wieku. Najnowszy artykuł opublikowany w czasopiśmie "Biocontaminant" podkreśla, że na znaczeniu tych mikroorganizmów zyskują zmiany klimatyczne, pogarszający się stan infrastruktury wodnej oraz niedostateczny monitoring.
Ameby to jednokomórkowe organizmy, które naturalnie występują w glebie i wodzie na całym świecie. Większość z nich nie stanowi zagrożenia, jednak niektóre gatunki mogą wywoływać niezwykle groźne, a nawet śmiertelne choroby. Przykładem jest słynna "ameba zjadająca mózg", czyli Naegleria fowleri. Do zakażenia dochodzi najczęściej podczas kąpieli w skażonej wodzie, gdy patogen dostanie się do nosa.
Ameby wolno żyjące wykazują niezwykłą odporność na czynniki, które dla większości mikroorganizmów są zabójcze.
Potrafią tolerować wysokie temperatury, silne środki dezynfekujące, takie jak chlor, a nawet żyć wewnątrz systemów dystrybucji wody, które ludzie uważają za bezpieczne - ostrzega Longfei Shu z Uniwersytetu Sun Yat-sen.
Co więcej, ameby mogą pełnić funkcję swoistego "schronienia" dla innych groźnych bakterii i wirusów. Patogeny te są w stanie przetrwać wewnątrz ameb, skutecznie unikając procesów dezynfekcji. To zjawisko, określane jako "efekt konia trojańskiego", pozwala niebezpiecznym mikroorganizmom rozprzestrzeniać się przez systemy wodociągowe i może przyczyniać się do narastającej oporności na antybiotyki.
Wraz ze wzrostem globalnych temperatur problem może się nasilać. Ameby termofilne, czyli ciepłolubne, rozszerzają swój zasięg na nowe obszary, gdzie dotąd były rzadkością. Już dziś media donoszą o ogniskach groźnych zakażeń po kontakcie z wodą rekreacyjną, co budzi uzasadniony niepokój. Eksperci podkreślają, że zmiany klimatyczne i pogarszający się stan infrastruktury wodnej tylko pogłębiają skalę zagrożenia.
Autorzy publikacji apelują o wdrożenie strategii One Health, która łączy działania na rzecz zdrowia publicznego, ochrony środowiska oraz zarządzania zasobami wodnymi. Lepszy nadzór, szybsza diagnostyka i nowoczesne technologie uzdatniania wody to kluczowe elementy skutecznej walki z zagrożeniem.
Ameby to nie tylko problem medyczny czy środowiskowy - podkreśla Longfei Shu - Znajdują się na styku obu tych dziedzin, a ich zwalczanie wymaga zintegrowanych rozwiązań, które chronią zdrowie publiczne u jego źródła.
Chociaż ryzyko zakażenia amebami wolnożyjącymi jest wciąż stosunkowo niskie, warto zachować ostrożność podczas kąpieli w naturalnych zbiornikach, zwłaszcza w ciepłych regionach i podczas upałów. Eksperci zalecają unikanie dostawania się wody do nosa, szczególnie w nieznanych akwenach. Jednak prawdziwe bezpieczeństwo zapewnią dopiero systemowe działania: monitoring, edukacja i nowoczesne technologie oczyszczania wody.