Czy jeszcze w tym roku będzie możliwe komercyjne leczenie w publicznych szpitalach? Rząd proponuje, by pacjenci mogli zapłacić za wizytę np. u lekarza specjalisty, jeśli nie chcą czekać w długiej kolejce.

REKLAMA

Pacjenci, którzy chcieliby ominąć długie kolejki, zawieraliby umowę z ZOZ-em, w której rezygnowaliby z bezpłatnego leczenia. Koszty leczenia zależałyby od cennika, obowiązującego w danym szpitalu.

Minister podkreśla jednak, że nowe przepisy mają pomóc przede wszystkim w szybszym dotarciu do specjalistów. Operacje i zabiegi mogą się bowiem okazać za drogie. Cenę będą ustalać świadczeniodawcy, ponieważ to jest ta część, która będzie miała charakter komercyjnego działania przez publiczne zakłady opieki zdrowotnej - wyjaśnia Marek Balicki.

Taki sam dowolny cennik ma dotyczyć usług ponadstandardowych. Na przykład jedno- lub dwuosobowa sala z węzłem sanitarnym - wymienia minister zdrowia. I wówczas nie ma powodu, aby wszyscy ubezpieczeni składali się na to, aby tylko niektórzy mogli przebywać w lepszych warunkach.

I tu rzeczywiście Marek Balicki ma rację, ale niestety jest także ciemna strona tych propozycji. Niewykluczone, że szpitale, które będą mogły pobierać opłaty od pacjentów, zrezygnują z zabiegów ponadlimitowych robionych za darmo. A to dla uboższych pacjentów z pewnością nie jest dobra wiadomość.

Te zmiany mogłyby wejść życie jeszcze w tym roku, bo na szybkie wprowadzenie takich przepisów naciskało wielu dyrektorów szpitali. Niektórzy już kilka miesięcy temu próbowali robić to na własną rękę, ale wtedy minister zdrowia Marek Balicki twierdził, że jest to niezgodne z prawem i straszył prokuratorem.

Obecne pomysły mogą mieć bardzo poważne konsekwencje także dla rynku ubezpieczeniowego. To prosta droga do wprowadzenia dodatkowych, zupełnie dowolnych ubezpieczeń zdrowotnych.

Propozycja komercyjnych opłat za leczenie w publicznych szpitalach pojawia się w momencie zaostrzającego się protestu pracowników służby zdrowia przeciwko ustawie o restrukturyzacji ZOZ-ów. Ustawa zakłada przekształcanie szpitali w spółki prawa handlowego, a tym samym dopuszcza ich upadłość.

W tej chwili akcje protestacyjne trwają w Warszawie, w Kołobrzegu, we Włocławku i w kilku placówkach województwa świętokrzyskiego. Protestujący nie godzą się na zajmowanie przez komorników pensji pracowników szpitali.