Zwykłe drukarki atramentowe i nieco tylko zmodyfikowany tusz może dać nam kolejny oręż w walce z fałszerzami dokumentów - przekonują naukowcy z University of Utah. Wyniki ich badań, opublikowane na łamach czasopisma "Optica" pokazały, że z pomocą takich drukarek można tworzyć wydruki, które w odpowiednim świetle będą ukazywać obrazy normalnie ukryte przed wzrokiem użytkownika. Po pewnej modyfikacji drukarek atramentowych podobna metoda powinna pomóc w tworzeniu wydruków, które będą się zmieniać w zależności od oświetlenia światłem widzialnym.

REKLAMA

Autorom pracy udało się opracować technologię druku, wykorzystującą tusze zawierające srebro i węgiel, która pozwala na tworzenie obrazów, które stają się widoczne dopiero po oświetleniu odpowiednio spolaryzowanym promieniowaniem elektromagnetycznym w zakresie dalekiej podczerwieni, czyli tak zwanym promieniowaniem terahercowym (o częstości rzędu 1012 Hz). Ta niedroga metoda mogłaby być wykorzystywana do drukowania niewidocznych gołym okiem informacji, które pozwalałyby na przykład rozróżniać materiały autentyczne od fałszowanych.

Wykorzystaliśmy tusze zawierające srebro i węgiel do drukowania obrazów składajacych się z precików o długości rzędu milimetra i szerokości kilkuset mikronów - tłumaczy lider zespołu, Ajay Nahata z University of Utah. Odkryliśmy, że zmiana proporcji srebra i węgla wpływa nieznacznie na przewodnictwo elektryczne tych pręcików, ale nie zmienia ich wyglądu w świetle dziennym. Dopiero oświetlenie ich promieniowaniem terahercowym o odpowiedniej częstotliwości i polaryzacji pozwala na odczytanie zapisanej w postaci tych zmian przewodnictwa informacji.

Autorzy metody potwierdzili jej skuteczność na przykładzie drukowanych i niewidocznych na pierwszy rzut oka kodów QR. Zdołali nawet wbudować w jeden obrazek, wyglądający jak seria równoległych linii, dwa kody QR, z których każdy był widoczny dopiero po zastosowaniu promieniowania o odpowiedniej polaryzacji.

Nasza łatwa w użyciu metoda pozwala wydrukować skomplikowane zestawy pręcików o zmiennym przewodnictwie - mówi Nahata. To coś, czego nie da się wykonać nawet z pomocą kosztownych maszyn wykorzystywanych na przykład w wytwórniach banknotów, czy innych papierów wartościowych. Fakt, że pręcików nie da się rozróżnić, nasunął nam pomysł, że można by użyć ich do tworzenia zaszyfrowanych obrazów.

Zwykłe drukarki pozwalają otrzymać obrazy o rozdzielczości rzędu 100 mikronów, nieco droższe, choć wciąż komercyjnie dostępne pozwalają zejść do około 20 mikronów. To daje możliwość tworzenia bardziej złożonych, ukrytych znaków. Jeśli uda się twórcom metody wykorzystać drukarki pracujące z jeszcze wyższą rozdzielczością, pojawi się możliwość odczytywania ukrytych informacji z pomocą światła widzialnego. Autorzy pracy rozważają też krok w drugą stronę, który miałby sprawić, że zaszyfrowana informacja będzie jeszcze trudniejsza do odczytania. W tym celu tusz musiałby zmieniać swoje własności pod wpływem światła lub temperatury.

(mal)