Fryderyk Chopin długo chorował na płuca, zmarł na serce - stwierdzili polscy naukowcy. Analiza wyników oględzin słoja z sercem kompozytora, przeprowadzonych w 2014 roku wskazuje, że bezpośrednią przyczyną śmierci Chopina było zapalenie osierdzia, ciężkie powikłanie gruźlicy. O wynikach badań, które w lutym przyszłego roku opublikuje czasopismo "The American Journal of Medicine" mówi RMF FM prof. dr hab. Michał Witt, kierownik Zakładu Genetyki Molekularnej i Klinicznej Instytutu Genetyki Człowieka Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu.

REKLAMA

W rozmowie z Grzegorzem Jasińskim profesor Michał Witt mówi o tym, jak przebiegały oględziny, jakie argumenty wskazują na taką właśnie diagnozę i o tym, dlaczego serce Fryderyka Chopina nie zostało i nigdy w przyszłości nie powinno zostać poddane badaniom genetycznym.


Grzegorz Jasiński, RMF FM: W 2014 roku wiele szumu medialnego, wiele emocji, nadziei towarzyszyło oględzinom serca Fryderyka Chopina, a dokładnie oględzinom słoja, w którym to serce się znajduje. Po latach państwo prezentujecie wyniki prowadzonych wtedy badań i wysuwacie hipotezę dotyczącą bezpośredniej przyczyny śmierci kompozytora. Co to było?

Prof. Michał Witt, PAN: Tak, badania, które przeprowadziliśmy w 2014 roku polegały tylko i wyłącznie na ocenie morfologicznej obiektu, którym jest serce Fryderyka Chopina, zabezpieczonego w słoju, w paru drewnianych skrzynkach, w krypcie Kościoła św. Krzyża w Warszawie. Oględziny odbyły się bez otwierania słoja. Jedyne, co zrobiono, to zabezpieczono dokumentację fotograficzną.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Prof. Michał Witt o sercu Fryderyka Chopina

Co na podstawie tych zdjęć można było wywnioskować?

Wydaje się, że na ich podstawie można z dużym prawdopodobieństwem potwierdzić tę najbardziej prawdopodobną diagnozę, jaką przez lata wysuwano, jeśli chodzi o śmierć Fryderyka Chopina i jego wieloletnią chorobę, że była to gruźlica. Ślady morfologiczne, które widać na badanym przez nas obiekcie, mówią o tym dość jednoznacznie.

W publikacji, którą państwo macie już w druku w czasopiśmie "The American Journal of Medicine" pada termin zapalenie osierdzia, powikłanie gruźlicy, jako ta bezpośrednia przyczyna śmierci.

Tak, proszę pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze o niezwykłej powszechności zakażenia prątkiem gruźlicy w Europie w tym czasie, kiedy żył Fryderyk Chopin. Olbrzymia część populacji była zakażona. Gruźlica była w tamtych czasach jedną z zasadniczych przyczyn śmierci na poziomie populacji. Gruźlicze zapalenie osierdzia jest jedną z form powikłania przewlekłego zakażenia prątkiem gruźlicy, które obecnie w naszej populacji, jak i sama gruźlica, jest stosunkowo rzadko spotykane. Ale w tamtych czasach takie rzeczy się bez wątpienia zdarzały. Proszę pamiętać, że nie było żadnego leczenia przyczynowego.

Czy była szansa uratowania życia Fryderykowi Chopinowi w chwili, gdy już pojawiło się to zapalenie osierdzia?

Tak jak powiedziałem, w tamtych czasach gruźlica byłą jedną z zasadniczych przyczyn śmierci. Fryderyk Chopin przez wiele lat chorował na gruźlicę. Skutki zdrowotne tego przewlekłego zakażenia prątkiem się kumulowały. W pewnym momencie doszło do gwałtownego pogorszenia stanu zdrowia, związanego z faktem, że wywiązało się powikłanie w postaci zapalenia osierdzia. To choroba śmiertelna, jeśli się go nie leczy w nowoczesny sposób, tak jak to w tej chwili medycyna potrafi. A nawet w tej chwili jest to schorzenie obarczone bardzo poważnym ryzykiem zejścia śmiertelnego.

Mówimy o wynikach oględzin słoja zawierającego serce kompozytora. Jakby pan zechciał laikom, nie lekarzom, nie kardiologom opisać, o jakiego typu zmianach mówimy. Co w obrazie tego serca sugeruje, że to dokładnie było to, o czym piszecie?

Proszę pamiętać, że ja jestem lekarzem genetykiem, nie kardiologiem. Patrzyłem na to badanie głównie pod kątem moich zainteresowań genetycznych. Hipoteza głosząca, że ewentualną przyczyną śmierci mogła być łagodna postać mukowiscydozy w literaturze funkcjonuje od pewnego czasu i miała - nie ukrywam - jakieś uzasadnienie. Natomiast to, co w tej chwili jasno widać, co mogliśmy ocenić, to jest kilka elementów. Po pierwsze, serce Fryderyka Chopina tak, jak u wielu osób chorujących na choroby płucne, jest znacznie powiększone, z przerostem prawej komory i prawego przedsionka. Przy czym o przedsionkach trudno mówić, bo one zostały tam uszkodzone w czasie samej sekcji. Akurat cięcie sekcyjne idzie na wysokości przedsionków. natomiast prawa komora jest ewidentnie powiększona. Po drugie, są tam elementy wyraźnie pokazujące, że mamy do czynienia z włóknikowym zapaleniem osierdzia. Depozyty włóknikowe znajdują się na osierdziu, jak również w płynie, w którym serce jest zanurzone. Ponadto pojawiły się tam takie ogniska szkliwienia, które również są zapewne efektem tego powikłania zakażenia gruźliczego.

Czy w tej chwili, w oparciu o wiedzę, którą państwo macie po tych oględzinach, można już w tej chwili te inne hipotezy wykluczyć: właśnie mukowiscydozę czy przewlekłą obturacyjną chorobę płuc? Czy też przyczyna, o której państwo piszecie jest teraz najbardziej prawdopodobna?

Tak, ta przyczyna jest najbardziej prawdopodobna. W medycynie na 100 procent można mówić tylko wtedy, kiedy się ma stuprocentowe dowody. Zgodnie z założeniem, a był to mój warunek przystąpienia do tego typu badań, nie mieliśmy ingerować w samą tkankę, nie mieliśmy na siłę przeprowadzać badań genetycznych, dlatego, że to jest nieetyczne. Natomiast to, co mogliśmy zrobić, to jest ocena morfologiczna preparatu poprzez jego oglądanie, nic więcej. I na tej podstawie, z dużym prawdopodobieństwem można wysunąć taką hipotezę i można twierdzić, że najprawdopodobniej te elementy morfologiczne, które są widoczne, świadczą właśnie o takim powikłaniu zakażenia gruźliczego, które w tamtych czasach wcale nie było rzadkie.

Mówi się o tym, że kolejne oględziny, sprawdzenie, czy wszystko jest w porządku w przypadku tego kryształowego słoja z sercem kompozytora, nastąpią być może za 50 lat. Jak rozumiem pańskim zdaniem nie ma żadnych powodów, żeby decyzję w sprawie nieotwierania słoja i nieprowadzenia badań genetycznych zmienić. Wydaje się, że ten stan, w jakim serce się znajduje, powinien być ostateczny i utrzymany...

Absolutnie tak. Proszę pamiętać, że samo przystąpienie do badań, które miały miejsce, spowodowane było uzasadnionym podejrzeniem, że z tą relikwią narodową, jaką niewątpliwie jest serce Fryderyka Chopina, może dziać się coś niedobrego. Bardzo dużo czasu minęło od momentu, kiedy ten obiekt został złożony w tej krypcie, gdzie jest przechowywany. Sprawdzenie od czysto muzealniczej strony, czy wszystko jest w porządku, było w pełni uzasadnione. Okazało się, że wszystko jest w znakomitym porządku. Preparat jest w świetnym stanie fizycznym, nic mu nie dolega. Poziom płynu konserwującego, w którym jest zanurzony przez tyle lat obniżył się zaledwie o mniej więcej o pół centymetra. To pokazuje, jak znakomicie to serce zostało w słoju kryształowym zabezpieczone. Znakomicie doszlifowany korek zapewnił pełną szczelność. Jeśli chodzi o te 50 lat, to jest to rutynowe postępowanie w przypadku tego typu preparatów, tego typu kolekcji anatomicznych. Tak twierdzą osoby, które zajmują się tego typu obiektami. W przypadku, gdy nic złego się nie dzieje, rutynowym działaniem jest sprawdzanie mniej więcej co 50 lat. To w pełni wystarczy.

Państwo wykonaliście zdjęcia i te zdjęcia zostaną - jak rozumiem - opublikowane.

Będzie publikowane jedno zdjęcie z takim frontowym widokiem serca Fryderyka Chopina, przez szkło. Widać na nim pewne elementy anatomiczne, które tam będą odpowiednio opisane. Będą w pełni czytelne.

Jestem sobie w stanie wyobrazić, że oględzinom towarzyszyły duże emocje. To obcowanie - jak pan mówi - z narodową relikwią, to jest szczególne przeżycie. Proszę więcej opowiedzieć o okolicznościach. Jak długo państwo mieliście okazję przyglądania się sercu, wykonywania zdjęć? Jak to wyglądało?

Emocje były oczywiście bardzo duże. Mieliśmy do czynienia, w takiej fizycznej bliskości, z relikwią narodową, obiektem, który wzbudza niezwykłe emocje, z którym związane są rozbudowane opowiadania, o tym jakie były losy tego obiektu. Ale przede wszystkim mieliśmy do czynienia z fizyczną pozostałością po naszym największym kompozytorze, jednym z największych geniuszy w historii muzyki. To jest oczywiście wielkie przeżycie. Wszystko odbywało się bardzo późnym wieczorem, właściwie późną nocą w kościele św. Krzyża, w otoczeniu niezwykle szacownych osób. Był kardynał Kazimierz Nycz, był minister kultury Bogdan Zdrojewski, była oczywiście dyrekcja narodowego instytutu Fryderyka Chopina, było ileś osób towarzyszących. Przede wszystkim towarzyszyło temu olbrzymie skupienie, bo sprawa była niezwykle poważna i ważna. Oczywiście tak, jak powiedziałem, emocje były wysokie. Po wyjęciu tej szkatuły, w której zamknięty był słój, właściwie to są dwie szkatuły drewniane, a słój otoczony jest jeszcze ołowianymi płytkami, to wszystko trwało około dwóch godzin. Wykonano całą serię zdjęć, z tego jedno będzie opublikowane.

Byliście państwo od samego początku, od momentu otwierania, wybijania otworu, który miał umożliwić wydobycie tych skrzyń, do chwili zamurowania...

Tak jest... Dokładnie tak to wyglądało, wszystko się skończyło dobrze po północy.

I nie było żadnych planów, by skrzynie, czy słój wywozić poza obszar kościoła?

Absolutnie nie.

To jeszcze podkreślmy stanowczo, o żadnych badaniach genetycznych, pana zdaniem, nie może być mowy...

Nie. Dlatego, że po pierwsze wymagałyby one otwarcia słoja, co może narazić znajdujący się tam preparat na poważne zniszczenie. Dopiero wtedy atmosfera w środku się zmieni, w sposób dramatyczny. To może bardzo źle wpłynąć na przechowywany tam obiekt. Po drugie, pamiętać trzeba o tym, że badania genetyczne mogą być wykonywane tylko wtedy, kiedy maja jakiś cel. Wykonywanie badań genetycznych dla wykonywania badań genetycznych jest po prostu nieetyczne.