W Chinach nakazano wybicie 10 tys. cywet, jadanych na południu kraju drapieżnych ssaków. Podejrzewa się, że przenoszą one koronawirusa, odpowiedzialnego za epidemię ostrej niewydolności oddechowej (SARS).

REKLAMA

Cywety kupowane są głównie na lokalnych rynkach w południowochińskiej prowincji Guangdong, gdzie w zeszłym roku wybuchła epidemia SARS. Mimo ostrzeżeń ekspertów ze Światowej Organizacji Zdrowia, iż cywety mogą być nosicielami koronawirusa SARS, nadal nie wycofano z rynku tych zwierząt, uważanych za lokalny specjał.

Chińscy naukowcy potwierdzili jednoznacznie, że 32-letni mężczyzna hospitalizowany od kilkunastu dni w Kantonie, jest chory na SARS. Uznano, że koronawirus, który spowodował jego chorobę, jest zbliżony do tego samego koronawirusa, znalezionego u żyjących dziko cywet.

Cywety należą do łaszowatych - te przypominające żbika zwierzęta (także zwane wiwerami), osiągające długość ciała do 80 cm., prowadzą nocny tryb życia, żywiąc się drobnymi zwierzętami. Do tej samej rodziny należą m.in. mangusty.

W Malezji i na Filipinach hospitalizowano dwie kobiety, które niedawno wróciły z Chin i wykazują objawy ostrej niewydolności dróg oddechowych. Teraz trwają testy, które mają sprawdzić, czy rzeczywiście pacjentki są nosicielami koronawirusa wywołującego SARS.

13:00