Rodzina przede wszystkim, czyli kiedy miłosierny Samarytanin jest naprawdę dobry

Wtorek, 11 lutego 2020 (20:53)

Dobre uczynki, pomoc drugiej osobie, choćby ustąpienie miejsca w tramwaju, mogą być przez innych postrzegane jako dowód twojej dobroci i wiarygodności. Nie zawsze jednak tak jest, wszystko zależy od kontekstu - przekonują na łamach czasopisma "Psychological Science" naukowcy z Boston College i Harvard University. Ich badania pokazują, że są sytuacje, w których pomoc może budzić nawet przeciwne wrażenia. Jak to możliwe? Wszystko zależy od tego, jakie związki łączą nas z osobą, której pomagamy. W szczególności, czy łączą nas związki rodzinne.

Doskonale zdajemy sobie sprawę, że osoba, która pomaga komuś całkowicie obcemu jest postrzegana jako szlachetniejsza niż ta, która pomaga komuś z własnej rodziny. Okazuje się jednak, że jest tak tylko wtedy, gdy miłosierny Samarytanin nie ma możliwości wyboru. Jeśli ten wybór jest, decyzję o tym, by pomóc osobie obcej, a nie swojemu bliskiemu osoby postronne oceniają krytycznie. 

Badacze z Bostonu zaprosili do udziału w serii testów internetowych grupę ponad 1300 ochotników. Przygotowali różne scenariusze eksperymentu po to, by przekonać się, na ile obowiązki związane z nawet luźnym pokrewieństwem wpływają na naszą ocenę moralności pewnych zachowań. W każdym scenariuszu pomoc nie wymagała szczególnego wysiłku lub wydatków finansowych, raczej chodziło o poświęcenie czasu, by np. pomóc się komuś wprowadzić do nowego mieszkania. W poszczególnych testach delikatnie zmieniano warunki, by przyjrzeć się różnym aspektom sprawy. 

W pierwszej serii testów nasz bohater mógł pomóc tylko jednej osobie, obcej albo spokrewnionej. Co naturalne, badani wyżej oceniali moralność osoby, która pomagała komuś obcemu niż tej, która pomagała bliskiemu, choć na ten wybór nie miała żadnego wpływu. W tym przypadku ocena moralna działania danej osoby czytelnie zmieniała się w zależności od tego, czy pomagała komuś bliskiemu, czy obcemu - mówi pierwszy autor pracy, Ryan McManus z Boston College. Osoba pomagająca komuś obcemu zasługiwała w opinii badanych na wyższą ocenę - dodaje. 

W drugiej serii testów badani mieli do oceny podobny scenariusz, z jedną poważną różnicą. Ich bohater mógł wybrać, czy pomoże osobie obcej, czy bliskiej, przy założeniu, że nie może pomóc obu. Ta różnica sprawiła jednak, że ocena moralna jego zachowań się odwróciła. W opinii badanych pomoc obcej osobie i zaniechanie pomocy osobie bliskiej nie jest powodem do dumy, oceniali ją gorzej niż decyzję, by pomóc bliskiemu. Uderzyło nas jak diametralnie opinie naszych badanych zmieniały się, gdy bohater miał do wyboru pomoc komuś obcemu i komuś z rodziny - dodaje McManus.

W trzeciej serii testów bohater mógł zaoferować pomoc, ale mógł też tej pomocy odmówić. W tym wypadku lepiej oceniano tych, którzy odmawiali obcym niż tych, którzy decydowali się nie pomóc komuś bliskiemu. Badania potwierdziły, że nakaz pomocy w pierwszej kolejności osobom spokrewnionym jest bardzo silny. I to z tej pomocy przede wszystkim innych rozliczamy. Nawet jeśli pomoc obcym oceniamy bardzo wysoko, nie uznajemy, że może być oferowana kosztem bliskich. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Nauka

Grzegorz Jasiński

Magdalena Partyła