"Pterozaur z Teksasu" musiał podskoczyć, żeby polatać

Środa, 8 grudnia 2021 (17:34)

Największy znany nam organizm latający na Ziemi, pterozaur z gatunku Quetzalcoatlus, musiał podskoczyć, żeby polecieć - informują naukowcy z University of Texas w Austin i University of California w Berkeley. Na łamach czasopisma "Journal of Vertebrate Paleontology" opublikowali najnowsze wyniki analiz jego, odnalezionych 50 lat temu, szczątków. Wszystko wskazuje na to, że ówczesny latający gad przypominał swoimi zwyczajami obecną czaplę, miał jednak, proporcjonalnie, zdecydowanie krótsze nogi. Przy rozpiętości skrzydeł rzędu 13 metrów jego nogi miały zaledwie około 2 metrów długości.

Gigantyczny "Pterozaur z Teksasu" został gwiazdą mediów po tym, jak jego szczątki w 1971 roku, w Parku Narodowym Big Bend odkrył 22-letni student geologii, Douglas Lawson. Naukowcy jednak nie poddali tych kości szczególnej analizie. Bardzo długo o Quetzalcoatlusie, bo tak nazwano tego pterozaura, wiadomo było tylko tyle, że żył około 70 milionów lat temu, że miał rozpiętość skrzydeł rzędu ponad 13. metrów i dość krótkie nogi. Nie wiadomo było, czy w ogóle latał, czy podpierał się skrzydłami, jak niektóre nietoperze, czy może biegał machając tymi skrzydłami, by polecieć. Mimo, że przez chwilę stał się sensacją, świat szybko o nim zapomniał. 

Nie zapomnieli jednak naukowcy i po latach opublikowali serię artykułów, które mają wyjaśnić przynajmniej niektóre, dotyczące latającego gada, zagadki. Twierdzą teraz, że gigantyczne zwierzę musiało podskakiwać nawet 2,5 metra, by wzbić się w powietrze

Po raz pierwszy mamy wyniki kompleksowych badań Quetzalcoatlusa, bo, mimo że wiemy o jego istnieniu od 50 lat, niewiele o nim samym mogliśmy powiedzieć - mówi współredaktor wydania tych prac, Matthew Brown z University of Texas Vertebrate Paleontology Collections. 

Według tych najnowszych analiz potężny pterozaur był ciepłokrwisty i aktywny, był pokryty nie piórami lecz włosami, miał długą szyję i przypominającą czaplę lub bociana czaszkę z długim dziobem. Długość skrzydeł sprawiała, że nie był w stanie poruszać się na dwóch nogach bez opierania tych skrzydeł o ziemię, ale prawdopodobnie nie był się w stanie nimi odpychać, raczej przestawiał je tak, by nie przeszkadzały mu w poruszaniu. Po to, by wzbić się do lotu musiał podskoczyć, dopiero wtedy zaczynał machać skrzydłami.

University of Texas w Austin przechowuje wszystkie znane szczątki Quetzalcoatlusa. W najnowszych analizach pomogły odkryte nieco później kości mniejszych osobników o rozpiętości skrzydeł rzędu 6 i 7 metrów. O ile informacje na temat dwóch największych osobników pochodzą z analizy zaledwie kilkunastu kości, szczątki mniejszych składają się już z setek z nich, co pozwoliło na znacznie dokładniejsze odtworzenie szkieletu i lepsze zrozumienie mechanizmu wzbijania się w powietrze. 

Analizą biomechaniczną lotu zajął się zespół pod kierunkiem emerytowanego profesora Kevina Padiana z University of California w Berkeley, który podkreśla, że pterozaury miały bardzo masywne mostki, do których przyłączały się mięśnie, umożliwiające im wznoszenie się w powietrze. Analizy geologiczne miejsc znalezienia szczątków pozwalają z kolei na tworzenie hipotez dotyczących ich zwyczajów. Większe Quetzalcoatlusy mogły żyć jak obecne czaple i polować w rzekach i strumieniach, mniejsze grupowały się w większe stada w rejonie jezior. 


Artykuł pochodzi z kategorii: Nauka

Grzegorz Jasiński