Pandemia może przypieczętować los węgla

Wtorek, 9 lutego 2021 (05:58)

Pandemia Covid-19 może przyspieszyć proces odchodzenia od węgla jako źródła energii - piszą na łamach czasopisma "Nature Climate Change" naukowcy z Potsdam Institute for Climate Impact Research (PIK) i Mercator Research Institute on Global Commons and Climate Change w Berlinie. Ich badania wskazują na to, że choć spowodowany pandemią spadek emisji CO2 może wydawać się czasowy, efekt zmniejszenia udziału węgla w miksie energetycznym może się utrzymać na stałe.

Badania naukowców z Poczdamu i Berlina pokazały, że pandemia koronawirusa może mieć decydujący wpływ na uruchomienie procesów, które doprowadzą do trwałego spadku zużycia węgla dla celów energetycznych. Węgiel został dotknięty kryzysem towarzyszącym pandemii w większym stopniu niż inne źródła energii. Przyczyna jest prosta - jeśli następuje spadek zapotrzebowania na energię, jej produkcja w elektrowniach węglowych obcinana jest w pierwszej kolejności - tłumaczy pierwszy autor pracy, Christoph Bertram z PIK. Wszystko dlatego, że spalanie węgla generuje koszty, które w przypadku źródeł odnawialnych, wiatrowych czy słonecznych są dużo niższe. Ich pracę opłaca się utrzymać nawet, gdy zapotrzebowanie na energię spada - dodaje. 

Ten efekt sprawił, że globalny udział paliw kopalnych w produkcji energii w 2020 roku spadł na tyle, że emisja CO2 została zredukowana o 7 proc. Jeśli weźmie się pod uwagę Indie, Stany Zjednoczone i kraje Unii Europejskiej, efekt jest jeszcze silniejszy. Na tych rynkach spadek zapotrzebowania na energię w porównaniu do 2019 roku sięgnął nawet 20 proc. Emisje CO2 spadły w związku z tym nawet o połowę. 

Zdaniem autorów pracy, są szanse, że nawet po pandemii i odbiciu się gospodarki światowej te emisje nie osiągną już nigdy rekordowego poziomu z 2018 roku. W związku z kryzysem nie spodziewamy się, by zapotrzebowanie na energię w 2021 roku przekroczyło to z roku 2019. Biorąc pod uwagę rosnące inwestycję w niskoemisyjną energetykę to oznacza, że zużycie paliw kopalnych do celów energetycznych będzie mniejsze - mówi Gunnar Luderer z PIK. Tak długo, jak tempo wzrostu udziału źródeł niskoemisyjnych będzie przekraczało potem globalne tempo wzrostu zapotrzebowania na energię, emisje CO2 sektora energetycznego będą spadać. Osiągną one poziom sprzed pandemii tylko wtedy, jeśli równocześnie gwałtownie wzrośnie zapotrzebowanie na energię, a w latach 2022-24 nie uda się zbudować odpowiednich mocy instalacji odnawialnych - podkreśla. 

Transformacja sektora energetycznego w stronę źródeł niskoemisyjnych rozpoczęła się wcześniej, jednak czas pandemii szczególnie podkopał pozycję energetyki opartej na węglu i wskazał na jej słabości. Wyniki naszych badań wskazują na to, że inwestowanie w energetykę opartą na surowcach kopalnych jest nie tylko środowiskowo nieodpowiedzialne, ale i ekonomicznie bardzo ryzykowne - dodaje Ottmar Edenhofer, szef zarówno PIK, jak i Mercator Research Institute on Global Commons and Climate Change. Co prawda system opłat za emisję będzie wciąż konieczny, by wymusić jej redukcję na odpowiednim poziomie, jednak wpływ pandemii na sektor energetyczny dał politykom nowe możliwości, by wraz z redukcją dopłat do paliw kopalnych i zwiększonymi inwestycjami w źródła odnawialne zakończyć epokę elektryczności opartej na węglu - stwierdził.


Artykuł pochodzi z kategorii: Nauka

Magdalena Partyła

Grzegorz Jasiński