Nadopiekuńczości mówimy nie...

Poniedziałek, 18 czerwca 2018 (15:38)

Nadopiekuńczy, kontrolujący każdy krok rodzice mogą negatywnie wpływać na rozwój emocjonalny swoich dzieci, ich zdolność panowania nad swoimi emocjami i kontroli zachowań - przestrzegają naukowcy z USA i Szwajcarii. Choć naturalne jest, że rodzice starają się jak mogą, by dzieci były bezpieczne i zdrowe, muszą zrozumieć, że ich pociechy potrzebują pewnej przestrzeni, by samemu rozwijać się i przystosowywać do środowiska poza domem - piszą w najnowszym numerze czasopisma "Developmental Psychology". To kolejny argument za tym, by z nadopiekuńczością nie przesadzać.

Nadmiernie opiekuńczych rodziców określa się po angielsku mianem "helicopter parents", czyli takich, którzy jak śmigłowiec zawisają nad dzieckiem i kontrolują każdy jego krok. Wyniki badań prowadzonych pod kierunkiem dr Nicole B. Perry z University of Minnesota, pokazały, że taka metoda wychowania utrudnia dzieciom emocjonalny rozwój, komplikuje proces dorastania i prowadzi do problemów w radzeniu sobie w złożonym, szkolnym środowisku. Dzieci, które nie potrafią same skutecznie kontrolować swoich emocji i zachowań, mają większe problemy ze znajdywaniem przyjaciół, częściej nie radzą sobie w szkole - podkreśla Perry. 

Autorki pracy podkreślają, że dzieci potrzebują od rodziców i opiekunów wskazówek i zrozumienia dla swoich emocji, ważne, by spotykały się z wrażliwością i gotowością pomocy, jeśli będą miały kłopoty. Ich zdaniem jednak kluczowe jest wyczucie sytuacji, kiedy dzieci powinny radzić sobie same i wkraczanie dopiero wtedy, gdy sytuacja staje się dla nich zbyt trudna. Stworzenie dzieciom możliwości samodzielnego rozwoju zdolności radzenia sobie w trudnych społecznie sytuacjach to warunek ich późniejszego zdrowia psychicznego, umiejętności tworzenia dobrych relacji, wreszcie sukcesów w nauce. Ich zdaniem, nadopiekuńczość rodziców często ogranicza dzieciom możliwości nauki tych podstawowych w życiu umiejętności. 

Badania prowadzono z udziałem 422 dzieci, których rozwój monitorowano w ciągu ośmiu lat. Ich zdolności społeczne i emocjonalne badano w wieku 2, 5 i 10 lat. Eksperyment polegał najpierw na obserwacji wzajemnych relacji dzieci i rodziców w możliwie naturalnych sytuacjach, potem na analizie odpowiedzi jednych i drugich na pytania, wreszcie relacjach samych 10-latków. Nadopiekuńczość rodziców widać było w tym, że nieustająco kierowali działaniami dziecka, mówili mu w co i jak się bawić, jak sprzątać, byli stanowczy i wymagali posłuszeństwa - mówi Perry. Dzieci reagowały w różny sposób, niektóre sprzeciwiały się, inne były apatyczne lub okazywały frustrację - dodaje. 

Wyniki pokazały, że nadmierna kontrola w wieku lat 2 pogarszała samokontrolę zachowań i emocji dziecka w wieku lat 5. Z kolei lepsza kontrola emocji w wieku lat 5 zmniejszała ryzyko problemów w wieku lat 10, zwiększała przy tym szanse, że będzie miało w tym wieku lepsze zdolności społeczne i będzie bardziej produktywne w szkole. Lepsze zdolności kontroli impulsywnych zachowań w wieku 10 lat wiązały się przy tym z mniejszym ryzykiem emocjonalnych problemów i większymi szansami na sukcesy w nauce. 

Dzieci, które same opanują zdolności, by efektywnie panować nad emocjami w trudnych sytuacjach i zachowywać się właściwie, zdecydowanie łatwiej przystosowują się do coraz trudniejszego środowiska szkolnego - dodaje Perry. Nasze wyniki potwierdzają, jak ważna jest edukacja rodziców na temat potrzeby wspierania autonomii dzieci w radzeniu sobie z emocjonalnymi wyzwaniami - tłumaczy. 

Co więc rodzice powinni robić? Niespodzianki nie ma. Badaczki z University of Minnesota, University of Zurich i University of North Carolina w Greensboro podkreślają, że najważniejsza jest umiejętność rozmowy, wskazywania konsekwencji pewnych działań, podpowiadanie możliwości łagodzenia emocji, wreszcie... osobisty przykład. Nikt nie mówił, że rodzicielstwo będzie łatwe...

(mpw)

Artykuł pochodzi z kategorii: Nauka

Grzegorz Jasiński