Bez zmian diety nie dałoby się wymówić... RMF FM

Czwartek, 14 marca (21:20)

Przekonanie o tym, że Homo sapiens od swoich początków był w stanie wymawiać wszelkie głoski, które były mu potrzebne do stworzenia mowy, było nieuzasadnione. Znacznie później nauczył się wymawiać takie spółgłoski, jak "f", "v" i "w". I to tylko dlatego, że zmienił dietę z mięsnej na bardziej delikatną. Pisze o tym na łamach czasopisma "Science" międzynarodowa grupa naukowców pod kierunkiem badaczy z University of Zurich.

Ludzka mowa jest niezmiernie różnorodna. Mimo to długo uważano, że wszystkie pojawiające się w różnych językach dźwięki nasi dalecy przodkowie byli w stanie wypowiadać już około 300 tysięcy lat temu. Najnowsze badania, w których - oprócz naukowców z Zurychu - brali udział także eksperci z dwóch Instytutów Maxa Plancka, University of Lyon i Nanyang Technological University w Singapurze pokazały, że powszechnie stosowane w wielu językach spółgłoski "f", "v" i "w" są względnie nowym dodatkiem, a zdolność ich wymawiania pojawiła się, gdy zmiana diety doprowadziła do ustabilizowania się naszego zgryzu w nieco innej niż wcześniej postaci. 

"F", "v" i "w" to tak zwane spółgłoski wargowo-zębowe, czyli labiodentalne, które wymawiamy przy zbliżeniu dolnej wargi i górnych zębów. By można je było poprawnie wymawiać potrzebny jest pewien nadgryz górnych zębów, który u naszych wcześniejszych przodków nie występował. A dokładnie nie występował u dorosłych przedstawicieli Homo sapiens, którzy tracili dziecięcy nadgryz w związku z dietą opartą na twardym mięsie, które trzeba było mozolnie rozgryzać. To z tej przyczyny u dorosłych górne i dolne zęby stykały się na wprost i spółgłosek wargowo-zębowych nie byli w stanie wymawiać. Tak było do okresu neolitu.

Wyniki naszych badań wskazują, że użycie tych głosek w Europie było możliwe dopiero przez ostatnich kilka tysiącleci, co wiązało się z pojawieniem się metod przetwarzania żywności, choćby mielenia mąki czy wytwarzania produktów mlecznych - mówi jeden ze współautorów pracy, Steven Moran z University of Zurich - To pokazuje, że do tej pory nie uwzględnialiśmy w pełni wpływu warunków środowiskowych na rozwój niektórych dźwięków mowy. 

Projekt badawczy zainspirowały prace lingwisty Charlesa Hocketta, który w 1985 roku zauważył, że języki obfitujące w wargowo-zębowe głoski rozwijały się w społecznościach, które miały lepszy dostęp do miękkiego pożywienia, a w społecznościach łowców i zbieraczy były praktycznie nieobecne. By to sprawdzić zebrano teraz prawdziwie multidyscyplinarny zespół antropologów, lingwistów i ekspertów fonetyki. To rzadki przypadek połączenia metod badawczych z wielu dziedzin nauki - podkreśla współautor publikacji Damián Blasi. 

Dzięki analizom języków i zwyczajów około 2400 społeczności na całym świecie, a także modelowaniu biomechanicznych uwarunkowań łatwości wymawiania spółgłosek wargowo-zębowych, autorom udało się potwierdzić, że zmiany kulturowe, związane z pojawieniem się i rozwojem rolnictwa, doprowadziły u naszych przodków do zmian biologicznych, które z kolei rozszerzyły ich możliwości wyrazu. Aż strach pomyśleć, ilu ważnych słów nie bylibyśmy w stanie teraz wypowiedzieć, gdyby do tych zmian nie doszło. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Nauka

Grzegorz Jasiński

Malwina Zaborowska