We francuskiej gazecie "Le Point" ukazała się rozmowa Samanthy Geimer z żoną Romana Polańskiego - Emmanuelle Seigner. Kobieta, która jako 13-latka padła ofiarą molestowania seksualnego ze strony polskiego twórcy, odniosła się do wydarzeń z 1977 roku. Ponownie stanęła w obronie Polańskiego, podkreślając, że "Roman odsiedział już swój wyrok" i okropnie ją męczy powtarzanie w kółko, że to, co zaszło między nią a reżyserem, "to nie było nic takiego".

REKLAMA

To było pierwsze spotkanie obu kobiet. Seigner wyznała podczas wywiadu, że zawsze czuła, iż są "ze sobą połączone, jakby wsiadły na tę samą łódź".

Powiedziałam sobie, że już czas, by zacząć walczyć o prawdę, nawet jeśli wielu ludzi nie chce jej wysłuchać - stwierdziła żona reżysera.

Geimer przyznała rację rozmówczyni. To pewnie dziwne, ale jest między nami połączenie - wyznała. Dodała, że za każdym razem, gdy w mediach wraca temat wydarzeń sprzed ponad 45 lat, myśli o Seigner i jej rodzinie.

W kolejnej części wywiadu obie mocno stanęły po stronie Romana Polańskiego. Geimer podkreślała, że "wszyscy powinni wiedzieć, że Roman odsiedział swój wyrok". Stwierdziła, że wcale nie czuła się zgwałcona przez polskiego reżysera i nawet nie zdawała sobie sprawy, że tamten stosunek seksualny był nielegalny i że "można kogoś za to aresztować".

Strasznie ciąży mi fakt, że zrobiliśmy z tego wielką aferę - powiedziała Amerykanka. Stwierdziła również, że "nie każdy biedak, który patrzy na młodą dziewczyną lubieżnym wzrokiem, jest pedofilem", Polański "spłacił swój dług wobec społeczeństwa" i "każdy. kto uważa, że powinien iść do więzienia, jest w błędzie".

Żona Polańskiego oświadczyła, że sama stała sie ofiarą nagonki na jej męża - ucierpiała jej kariera aktorska.

Dziś nie proponuje mi się prawie nic. Jakbym stała się radioaktywna, zwłaszcza we Francji - powiedziała Seigner, dodając, że w latach 70. odmiennie postrzegano sprawy seksu, który "był naturalną częścią życia". Wyznała, że jako 14-latka sypiała z jednym z fotografów. Wtórowała jej Geimer, mówiąc, że przed 40 laty "cała masa nastoletnich dziewcząt w Hollywood marzyła o wylądowaniu w domu Jacka Nicholsona i uprawianiu seksu z pierwszym facetem, jakiemu wpadną w ręce".

Obie uderzyły również w ruch #MeToo, stwierdzając, że niepotrzebnie przywołuje on traumy ofiar molestowania seksualnego.