Aktor Mickey Rourke stanowczo zaprzeczył, jakoby to on stał za organizacją zbiórki na pokrycie jego długów. "Nigdy w życiu nie prosiłbym o cholerną jałmużnę" - podkreślił zdobywca Złotego Globu.

REKLAMA

  • Na platformie GoFundMe uruchomiono zbiórkę na spłatę zaległego czynszu aktora Mickeya Rourke’a.
  • W nagraniu na Instagramie Rourke stanowczo zaprzeczył, by miał z inicjatywą cokolwiek wspólnego i zaapelował do fanów, by nie przekazywali darowizn.
  • Aktor pożyczył potrzebną kwotę od przyjaciela i zapowiada konsultacje prawne w sprawie fałszywej zbiórki.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Przed kilkoma dniami na platformie GoFundMe wystartowała zbiórka funduszy na ocalenie Mickeya Rourke przed eksmisją. Jak donosił wówczas magazyn "People", słynny aktor pod koniec grudnia otrzymał wezwanie do zapłaty ponad 59 tys. dol., czyli około 212 tys. zł zaległego czynszu za dom wynajmowany w Los Angeles.

Zbiórkę założyła rzekoma agentka 73-letniego gwiazdora kina, niejaka Liya-Joelle Jones, która zachęcała fanów do wspierania inicjatywy darowiznami. Celem było zebranie 100 tys. dolarów, co stanowi równowartość 360 tys. zł.

"Jego występy pozostawiły trwały ślad w amerykańskiej kinematografii. Prywatnie Mickey nigdy nie podążał utartą, bezpieczną ścieżką. U szczytu sławy porzucił Hollywood w poszukiwaniu prawdy i autentyczności, wybierając ryzyko zamiast komfortu. (...) Dziś Mickey stoi w obliczu bardzo poważnego problemu: groźby eksmisji. Ta zbiórka jest organizowana za pełną zgodą Mickeya, aby pomóc mu pokryć bieżące wydatki związane z mieszkaniem i stanąć na nogi. Jego droga, choć bolesna, jest głęboko ludzka" - można było przeczytać.

Mickey Rourke wściekły. Zbiórka zorganizowana bez zgody aktora

Okazuje się tymczasem, że organizatorka przedsięwzięcia bynajmniej nie miała zgody aktora. W opublikowanym na Instagramie nagraniu Rourke wyznał, że nie miał o niczym pojęcia i nigdy nie wpadłby na taki pomysł.

Jak podkreślił, czuje się tym faktem "sfrustrowany" i "zdezorientowany".

To nie ja. Nawet nie wiem, czym jest GoFundMe. Moje życie jest bardzo proste, nie korzystam z takich zewnętrznych źródeł. Nigdy w życiu nie prosiłbym o cholerną jałmużnę. Wolałbym wsadzić sobie pistolet w tyłek i pociągnąć za spust - stwierdził dosadnie zdobywca Złotego Globu.

Rourke zaapelował do swoich fanów, by nie przekazywali darowizn. Jak zaznaczył, planuje porozmawiać o dalszych krokach ze swoim prawnikiem.

Pożyczyłem pewną sumę od bliskiego przyjaciela, ale z całą pewnością nie prosiłbym o to obcych ludzi. To nie w moim stylu. Przychodzi mi na myśl tylko jedna osoba, która mogłaby coś takiego zrobić i mam nadzieję, że to jednak nie ona. To upokarzające - skwitował aktor.

Na ten moment wpłacanie darowizn zostało zawieszone. Dotychczas udało się zebrać prawie 97,5 tys. dolarów.