Francuskie media zaczęły już typować zwycięzców festiwalu filmowego w Cannes, mimo że - jak zauważył jeden z dziennikarzy - jest to jak „wróżenie z piany Morza Śródziemnego, gdyż wybór jury rzadko tylko zbiega się z preferencjami krytyków”.

REKLAMA

Tygodnik "Paris Match" zasugerował, że tegoroczna przewodnicząca canneńskiego jury, australijska aktorka Cate Blanchett chciałaby przyznać Złotą Palmę, najwyższe wyróżnienie festiwalu, jednej z reżyserek walczących w selekcji oficjalnej. A to dlatego - czytamy, że "australijska gwiazdorka pragnie, by pierwsze od skandalu Harveya Weinsteina, wydanie Cannes stało się wydarzeniem feministycznym i zaangażowanym".

Dotychczas w całej wieloletniej historii canneńskiego festiwalu Złotą Palmę otrzymała tylko jedna kobieta - Jane Campion za "Fortepian" w 1993 roku, i to ex aequvo z Chenem Kaige'em za "Żegnaj, moja konkubino".

Piątka krytyków filmowych dziennika "Le Figaro" nie ma natomiast wątpliwości, że na Złotą Palmę najbardziej zasłużyło "Leto" Kiriłła Sieriebriennikowa, którego nie ma w Cannes, gdyż reżyserowi nie pozwolono na wyjazd z powodu "absurdalnych", zdaniem obserwatorów, oskarżeń o malwersacje. Radio publiczne France Culture uznało, że pokazując jego film, "Cannes stało się platformą obrony swobody twórczej". Jest to nawiązanie do teatralnego projektu Sieriebriennikowa "Platforma". Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej uważa, że to w ramach tego projektu w latach 2011-14 zdefraudowano środki z budżetu przyznane na program popularyzacji sztuki współczesnej - 68 mln rubli (ok. 4 mln zł).

Krytycy "Le Figaro" bardzo wysoko oceniają "Zimną wojnę" Pawła Pawlikowskiego, ale nie wróżą mu Złotej Palmy.

Najwięcej omówień poświęcono w prasie piosenkarce i aktorce Vanessie Paradis, która gra główną rolę w thrillerze "Un couteau dans le coeur" Yanna Gonzaleza. Jej aktorska kreacja jako producentki pornograficznych filmów dla homoseksualistów jest zdaniem krytyki "piekielna", "sensacyjna" i "rzucająca na kolana". Liczne francuskie stacje telewizyjne cytowały opinie widzów wracających wczoraj wieczorem z pokazów, przewidujących Złotą Palmę dla filmu i nagrodę dla Paradis.

Wiele zachwytów wywołał włoski "Dogman" Matteo Garrone, pokazany w ramach selekcji oficjalnej. Eric Neugoff z "Le Figaro" ocenił, że film o życiu fryzjera dla psów w prowincjonalnym miasteczku "skacze widzowi do gardła" i był "groźnym warknięciem" w oczekiwaniu na nagrodę. Nie tylko ten krytyk filmowy uważa, że wykonawca tytułowej roli Marcello Fonte "ustawił się w kolejce do nagrody za najlepszą rolę męską".

Francuscy sprawozdawcy festiwalowi są pełni uznania dla włoskich filmów pokazywanych na tegorocznym festiwalu, tj. dwóch filmów w selekcji oficjalnej, kolejnych dwóch w sekcji Directors' Fortnight i jednego w sekcji Un Certain Regard.

Wielu krytyków podkreślało, że największe nadzieje na odnowę kina dają "sekcje równoległe" w Cannes, takie jak Tydzień Krytyki czy Directors' Fortnight. Tam było najwięcej przyjemności i najwięcej śmiechu - ocenił Louis Guichard z tygodnika "Telerama".

(m)