Dziś na ekrany kin wchodzi film "Everest". To historia tragicznej wyprawy na najwyższy szczyt ziemi sprzed 19 lat. W czasie zejścia zginęło wtedy 8 osób, a kilka kolejnych było rannych. Była to jedna z największych tragedii w historii himalaizmu. "Ten film robi wrażenie" - mówi nam o obrazie "Everest" Ryszard Pawłowski, polski himalaista, który najwyższą górę świata zdobył już 5 razy.

REKLAMA

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

everest

Marcin Buczek RMF FM: W czasie tej wyprawy popełniono błąd?

Ryszard Pawłowski, himalaista: Zdecydowanie, błąd został popełniony i to zostało uwypuklone również w filmie "Everest". Dwa zespoły komercyjne, zespół Roba Halla i Scotta Fischera, rywalizowały ze sobą o to, kto wprowadzi więcej uczestników. Wtedy były to wyprawy bardzo komercyjne, ale też bardzo drogie i zależało im na pierwszeństwie. Była to swoistego rodzaju rywalizacja i zlekceważono pewne objawy, sygnały, które dawała góra: że załamanie pogody, że uskok Hillarego był nieprzygotowany. Jak podeszli, to dopiero się okazało, że tam nie ma lin, że nie zostały powieszone, zabezpieczone przez szerpów. Rob Hall również zlekceważył troszkę tą godzinę alarmową, o której miał się wycofać ze swoimi klientami. Prosił go jeden z jego kolegów, przyjaciół, który był tam już po raz drugi, że są bardzo blisko szczytu i on głównie dla niego poszedł na ten szczyt. Przekroczyli godzinę alarmową, o której już mieli wrócić. Później został z tym swoim kolegą właściwie do końca i to również zakończyło się śmiercią tego sławnego lidera, Roba Halla.

Ambicja wzięła górę?

Ambicja, bez wątpienia ambicja.

A w górach to szczyt ma ostatnie zdanie.

Szczyt i warunki, jakie nas czekają. I w pewnych momentach dobry przewodnik powinien to przewidzieć i wziąć pod uwagę.

Co w tym filmie robi największe wrażenie na panu, alpiniście, który 5 razy był na Evereście?

Na mnie zrobiło wrażenie przedstawienie, bardzo realistyczne, tego, co się tam wydarzyło. Bo oczywiście znałem fakty, czytałem książkę Jona Krakauera, który był uczestnikiem tej wyprawy, "Wszystko za Everest" i muszę powiedzieć, że zostało to bardzo realistycznie odtworzone. To, co się tam działo, dramaturgia, która prawdopodobnie w podobny sposób występowała. Te fakty zostały bardzo realistycznie przedstawione.

Ale olbrzymie wrażenie wywarło na mnie również przedstawienie samej góry, samego Everestu i warunków, w jakich to się działo - bardzo, bardzo realistycznie. Widać, że było to robione zarówno na stokach Everestu, jak i pewnie bardzo też dobrze przygotowane w studio. Ja, mimo że byłem w wielu trudnych sytuacjach, czasami dramatycznych, to muszę powiedzieć, że byłem pod wrażeniem tego filmu. Mógłbym powiedzieć może troszeczkę przekornie, że więcej się na tym filmie bałem niż podczas pięciu swoich wejść na Mount Everest.

Oglądał pan ten film jako alpinista, ale są tam takie momenty, w których pan o tym zapomina i czuje się tylko widzem?

Oglądałem ten film jako alpinista, ale również jako człowiek. Muszę powiedzieć, że czułem się również widzem, dlatego że poszedłem tam ze swoją rodziną. Z moją żoną, która też wielokrotnie była w górach, z moim kolegą i jego żoną, która też była ze mną na wyprawach. Odbierałem to z jednej strony jako taki normalny widz, czyli te wszystkie efekty, te piękne widoki, dramaturgia, a z drugiej strony oczywiście oceniałem to jako himalaista, człowiek, który był kilkakrotnie na szczycie i który również rozważał, jak by się w takiej sytuacji zachował. Muszę powiedzieć, że film jest bardzo dobrze zrobiony. Nie razi czymkolwiek nawet takiego fachowca i specjalistę od Mount Everestu jak ja. Byłem pod wrażeniem. Nie tylko dlatego, że oglądając w rozdzielczości 3D rzeczywiście ma się wrażenie, że jest się tam w akcji. Bez względu na to, czy to wszystko było robione na stokach tej góry, czy może dogrywane gdzieś w studio, bardzo realistycznie oddaje to, co tam się działo. Kiedyś byłem na filmie "K2" - to w takim stylu hollywoodzkim było, pod widzów, ale tutaj rzeczywiście oddało tę dramaturgię. Wiele osób występujących w tym filmie były to osoby, które przeżyły, ci, co się odmrozili albo na przykład żona Roba Halla, czy jeszcze inni, którzy brali udział w tej tragicznej wyprawie w roku 1996.