Wczoraj, jak co wieczór, tłumy prostytutek wyległy na ulice Paryża. Tym razem jednak aby demonstrować. Panie lekkich obyczajów z całej Francji zorganizowały wiec przed gmachem Senatu, w którym odbywa się debata nad zaostrzeniem walki z przestępczością. Projekt nowej ustawy zakłada bowiem karanie prostytutek zaczepiających przechodniów lub choćby noszących zbyt prowokacyjne ubrania.

REKLAMA

Sześć miesięcy więzienia za sam uśmiech! - głosił napis na jednym z transparentów. Wiele uczestniczek protestu nałożyło maski halloweenowe, ciemne okulary i chusty, żeby nie można ich było zidentyfikować.

Prostytutkom nie podoba się, że minister spraw wewnętrznych Nicolas Sarcozy proponuje, aby nagabywanie przez nie klientów było uznane za przestępstwo (występek), a nie wykroczenie, jak dotychczas.

Projekt przyjęty w październiku przez rząd zakłada, że zaczepianie przez prostytutki będzie karane sześcioma miesiącami więzienia lub 7,5 tysiąca euro grzywny. Zdaniem prostytutek, obecna sytuacja, która sprowadza się do tolerowania ich zachowania przez władze, powinna być zachowana, bo oznacza respektowanie ich "prawa do pracy".

Propozycje rządowe przewidują też pozbawianie prawa pobytu we Francji cudzoziemek przyłapanych na prostytucji, a ponad połowa francuskich pań lekkich obyczajów to właśnie cudzoziemki, głównie z Europy Wschodniej i z byłych francuskich kolonii w Afryce.

Uczestniczki wtorkowej demonstracji miały i propozycję dla ministra Sarkozy'ego: Zamiast zakazywać - zabaw się trochę. Tak głosił jeden z transparentów.

Tej nietypowej demonstracji przyglądał się paryski korespondent RMF Marek Gładysz. Posłuchaj jego relacji:

Foto: Marek Gładysz, RMF Paryż

08:00