Dwie kamery tego samego typu, jakich używali filmowcy podczas powstania warszawskiego zostały przekazane do Muzeum Powstania Warszawskiego przez filmowca Andrzeja Żydaczewskiego. Dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski, obiecał, że nie skończą one jako zakurzone eksponaty na muzealnych półkach.

REKLAMA

Zbiory muzeum wzbogaciły się o kamery KINAMO 35 mm i Cine Kodak 35 mm. Obie w stanie idealnym, z kompletem wymiennych obiektywów, światłomierzy i instrukcji obsługi w oryginalnych opakowaniach.

Kamera Kodak 35 mm jest widoczna na znanym i często reprodukowanym kadrze filmowym, który przedstawia operatora referatu filmowego Biura Informacji i Propagandy KG AK, Stefana Balę "Gizę" realizującego materiał ze stanowiska przy elektrowni miejskiej na Powiślu. Była to jedyna kamera, otrzymana w czasie konspiracji przez referat filmowy drogą zrzutową, w odpowiedzi na wysłaną do władz londyńskich prośbę o wsparcie materiałowe filmowców BIP-u.

Kamera, którą zrobiono w 1921 roku, złożona jest z kasety z ładunkiem, który wkładano w ciemni, natomiast ta część doszła potem. Pierwszą częścią była kamera nakręcana korbką, nią regulowano szybkość nagrania - tak podczas poniedziałkowego spotkania opisywał przekazany sprzęt darczyńca, Andrzej Żydaczewski, operator filmowy i wieloletni członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Zapewnił, że kamery są w pełni sprawne i gotowe do użycia.

“Planujemy sprawdzić użyteczność kamer"

Zmieniamy ekspozycję w niektórych miejscach, zapraszamy do otwartej wystawy o łączności, na pewno będziemy rozbudowywać wystawę o te kamery i informacje, jak tworzono kroniki powstańcze, jak działało Biuro Informacji i Propagandy AK - mówił dyrektor Muzeum, Jan Ołdakowski. Planujemy sprawdzić użyteczność ofiarowanych kamer. Darczyńca twierdzi, że ich stan pozwala na kręcenie filmu za ich pomocą, prawdopodobnie sprawdzimy to. Można jeszcze dostać czarnobiałe filmy do tych kamer. Z tego pewnie powstanie reportaż z dzisiejszej Warszawy, zrobiony z ich wykorzystaniem - dodał Ołdakowski.

Fakt, że wydarzenia warto utrwalać na taśmie filmowej był dla władz Polski Podziemnej oczywisty na długo przed wybuchem powstania. Już w lipcu 1942 r. w Wydziale Propagandy Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK utworzono podwydział Propagandy Mobilizacyjnej "Rój", w obrębie którego powstał Dział A (informacyjno-filmowy). Referatem filmowym kierował Stanisław Adamiecki, a po nim Antoni Bohdziewicz "Wiktor", absolwent Politechniki Warszawskiej i studiów filmowych we Francji. Jednym z pierwszych jego zadań było zorganizowanie 6-miesięcznych kursów dla operatorów. Zajęcia odbywały się w Pałacu Staszica, gdzie na parterze funkcjonowało portretowe atelier fotograficzne Bohdziewicza. Kurs ukończyło 17 operatorów, a wśród nich m.in: Leszek Rueger "Grzegorz", Andrzej Ancuta "Coreur" oraz trójka rodzeństwa Balów: Halina "Małgosia", Władysław "Gozdawa" i Stanisław "Giza".

Tuż przed wybuchem powstania w Warszawie AK miało 20 przeszkolonych operatorów i 9 kamer. Pochodziły one z różnych źródeł. Bracia Szope zakupili od znajomych dwie kamery (De Vrai i Ernemann), własną kamerę reporterską firmy Bell&Howell model Eymo 71 Q miał też Robert Banach. Część zapasów taśmy filmowej pozyskano jeszcze w czasie konspiracji, część zakupiono ze środków prywatnych. W sumie powstańcy mieli do dyspozycji kilkanaście tysięcy metrów taśmy, co pozwalało na realizację kilku godzin filmu. Na początku powstania przejęto taśmę z niemieckich magazynów i sklepów - w sumie 30 tys. metrów taśmy.

Filmowcy rozpoczęli pracę od pierwszych dni powstania. Nie otrzymali odgórnych poleceń w sprawie tematyki zdjęć, nie przekazywano im również informacji o planowanych działaniach bojowych. Powstańczy filmowcy zdani byli na własną intuicję i szczęście. Kilka sfilmowanych przez nich scen zostało zainscenizowanych po działaniach bojowych - taki zabieg był często stosowany przez dokumentalistów frontowych II wojny światowej.

Było mało taśmy, której starczało na niewiele ujęć. Montowanie obrazu było bardzo żmudne, wymagało scalenia niepołączonych ze sobą, niemających jednego ciągu fabularnego ujęć, dwu, trzy, czterosekundowych. Podczas Powstania Warszawskiego powstały trzy kroniki, które wyświetlano w kinie Palladium. One były czarno-białe i nieme. Podczas tego wyświetlania, pewien pan występował na żywo, grał, a szef referatu filmowego BiP-u, Antoni Bohdziewicz opowiadał komentarz - opisywał Ołdakowski.

Filmy wywoływano w laboratorium przy ul. Leszczyńskiej. Jan Ołdakowski zauważył, że na początku powstańczy filmowcy oszczędzali taśmę i pracowali raczej na krótkich ujęciach. Im późniejsza data filmowania, tym ujęcia stawały się dłuższe. Przed opuszczeniem Warszawy filmowcy starali się zabezpieczyć zgromadzone materiały. Wiadomo, że swoje filmy ukryli Stefan Bagiński, Seweryn Kruszyński i Robert Banach. Część taśm Kruszyńskiego została wywieziona do Krakowa a potem do Fundacji Kościuszkowskiej w USA. Mniej więcej jedną trzecią nakręconego przez filmowców materiału udało się odnaleźć po wojnie. Jeden ze zbiorów znalazły przypadkiem bawiące się w ruinach Warszawy dzieci. Szacuje się, że obecnie w Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie przechowywane są taśmy o długości 6 600 metrów zrealizowane w powstańczej Warszawie. Cały materiał, który zachował się do naszych czasów trwa około 4 godzin.

W Muzeum Powstania Warszawskiego dotychczas była tylko jedna kamera związana z powstaniem - Cine-Kodak Eight Model 25 podarowana przez Marcina i Wojciecha Rowińskich. Kamera należała do ich ojca, który filmował przed wojną sceny z życia rodzinnego. Wiadomo, że nagrywał filmy również podczas powstania, z czego zachował się tylko 2-minutowy film przedstawiający zbombardowane okolice ul. Dolnej na Mokotowie. W tym krótkim materiale są też ujęcia czteroletniego Wojtka Rowińskiego w powstańczym hełmie z Parabellum w rączce.

(mn)