Słynny napad i "syndrom sztokholmski". Ethan Hawke gra w "Sztokholmie"

Czwartek, 22 czerwca 2017 (11:41)

Napad z 1973 roku to jedno z najbardziej dramatycznych wydarzeń we współczesnej historii Szwecji. To właśnie na podstawie przeżyć wziętych wówczas zakładników psychologowie opisali nowe zjawisko – syndrom sztokholmski. W stolicy Szwecji trwają zdjęcia do amerykańskiego filmu, który opowie o zdarzeniach sprzed 44 lat. W rolę Janne Olssona wciela się amerykański gwiazdor filmowy Ethan Hawke. Partneruje mu szwedzka aktorka Noomi Rapace, która grała u boku Daniela Craiga w filmie "Dziewczyna z tatuażem". Film na ekrany kin ma wejść w przyszłym roku.

O poranku 23 sierpnia 1973 roku Janne Olsson wszedł do banku na placu Norrmalmstorg w Sztokholmie. Pod kurtką miał ukryty pistolet maszynowy. Nie chciał obrabować placówki. Chciał wziąć zakładników, a następnie zmusić policję do wypuszczenia z więzienia przyjaciela, Clarka Olofssona. Przetrzymywał klientów i pracowników banku przez pięć dni.

Te dramatyczne wydarzenia doprowadziły do powstania psychologicznego terminu "syndrom sztokholmski". Jest używany na całym świecie do opisania sytuacji, w której ludzie wzięci jako zakładnicy z czasem zaczynają odczuwać sympatię w stosunku do osoby, która je niewoli. Można powiedzieć, że to pewna forma "wyprania mózgu" - wyjaśnia psycholog Bertil Törestad.

Dramat, jaki rozegrał się przy placu Norrmalmstorgs, to jedno z najsłynniejszych przestępstw popełnionych w historii Szwecji.

W toalecie pobliskiego kiosku z gazetami Janne Olsson założył perukę, pomalował twarz kremem przyciemniającym twarz i tuż po godzinie 10 udał się do banku. Z placówki właśnie wychodziła starsza pani. Olsson grzecznie przytrzymał jej drzwi, wszedł do środka, ale zamiast ustawić się w kolejce, postawił na podłodze torbę, wyciągnął spod kurtki pistolet i wystrzelił serię w stronę sufitu. Żeby trudniej było go zidentyfikować, krzyknął po angielsku: "The party starts! Down on the floor!" Wszyscy rzucili się na ziemię.

Janne Olsson spośród osób przebywających w banku wybrał zakładników, pozostałym pozwolił wyjść. Padło na trzy kobiety: Kristin Enmark, Birgittę Rudstrand-Lundblad i Elisabet Oldgren. 

Po chwili na miejscu pojawiła się policja. Wtedy napastnik przedstawił swoje żądania. Po pierwsze, funkcjonariusze mieli przewieźć do banku jego przyjaciela Clarka Olafssona, odsiadującego karę więzienia w Norrköping. Po drugie, policjanci mieli dostarczyć mu trzy miliony koron i pozwolić odejść.

Około godziny 16 na schodach prowadzących do banku pojawił się Clark Olafsson, nieświadomy roli, jaką odgrywa. Dopiero po chwili rozpoznał kolegę. Wtedy też Janne Olsson zorientował się, że na zapleczu schował się jeszcze jeden człowiek - Sven Säfström.

Pozostał problem, jak opuścić otoczony przez policję bank.

Najdziwniejsze było jednak to, że z banku rozdzwoniły się telefony. Same zakładniczki dzwoniły na policję, do mediów, a nawet do premiera Szwecji Olafa Palmego. W rozmowie z nim jedna z nich, Kristin Enmark przekonywała szefa szwedzkiego rządu, że napastnicy to osoby godne zaufania, że powinien wpłynąć na policję, by przekazała im pieniądze i pozwoliła spokojnie opuścić budynek.

28 sierpnia, kiedy zakładnicy przebywali w banku piąty dzień, policjanci wybili dziurę w dachu i wpuścili przez nią gaz. Z obawy przed szturmem napastnicy zdecydowali się wypuścić zakładników, po czym się poddali.

Janne Olsson został skazany na 10 lat więzienia. W połowie lat 90. przeprowadził się do Tajlandii.

Clark Olofsson został początkowo skazany za napad, ale Sąd Najwyższy ostatecznie go uniewinnił.


(j.)

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Kultura

RMF24