Jak zabłysnąć na YouTubie? Paulina Mikuła opowiada o hejtach, pieniądzach i nowej książce

Sobota, 1 sierpnia 2015 (20:55)

Podbiła internet. Teraz pomaga innym. Znana liderka kanału na YouTubie dotyczącego polszczyzny "Mówiąc inaczej" - Paulina Mikuła - rozpoczęła nowy etap działalności. Już od pierwszego odcinka ostrzegała: "poprawiłam wszystkich znajomych i całą rodzinę. Teraz wy będziecie moimi kolejnymi ofiarami". Od niedawna na YouTubie możemy zobaczyć ją w nowej roli, nie tylko specjalistki od zawiłości języka polskiego, lecz także kontrowersyjnej obrończyni studiów humanistycznych czy eksperta motywacji.

Popularną vlogarekę znałam dotychczas jedynie z filmów, a moja rozmowa z nią rozwiała fałszywy obraz pyskatej polonistki. Byłam przekonana, że Paulina Mikuła to zadufana, arogancka dziewucha z tupetem. Tymczasem - najpierw zobaczyłam drobną kobietę niskiego wzrostu. A później - przekonałam się, że jest sympatyczną osobą, która swoim głosem potrafi zbudować i zachwycić każdą historią.  

Elwira Baranowska: Wielu ludzi mówi, że gramatyka i ortografia nie są nam wcale potrzebne. Jeśli powiemy komuś "wziąść" zamiast "wziąć", to i tak zostaniemy zrozumiani. Zgadzasz się z tym?

Paulina Mikuła: To jest trudny temat. Rzeczywiście tak, biorąc sprawę pod rozwagę, można wywnioskować, że nie ma sensu się tak dyscyplinować, jeśli chodzi o najmniejsze błędy. Natomiast ja wychodzę z założenia - wszyscy popełniamy takie same błędy, ale co jeśli zaczniemy się mylić w trochę inny sposób? Co jeśli każdy region Polski albo całe pokolenie będzie tworzyć własne formy? Przecież dojdziemy do tego, że przestaniemy się rozumieć. Oczywiście, toleruję pewną skalę błędów, bo sama te błędy popełniam. Natomiast uważam, że fundamentalne zasady powinni znać wszyscy.  Wydaje mi się, że jest to materiał ze szkoły podstawowej i gimnazjum. Powinniśmy dbać o to, żeby tę wiedzę powtarzać, przyswajać i pracować nad błędami,  które nie przystoją już człowiekowi wykształconemu.

Kto podsunął ci pomysł zrobienia programu o języku polskim?

Radosław Kotarski, jest to twórca innego kanału na YouTubie - "Polimaty". Rozmawialiśmy o moich zainteresowaniach i mówiłam, że lubię pracować z kamerą, a moja praca obecna jest daleka od pracy z kamerą. I  Radek zapytał: "To dlaczego jeszcze nie nagrywasz?". "Radek, ale o czym ja mogłabym nagrywać?" "Jak to o czym? O języku polskim." Wtedy jeszcze byłam na studiach doktoranckich. Pomyślałam: "to jest dobra myśl"! I za kilka miesięcy nagrałam pierwsze odcinki.

Na czym polega wyjątkowość "Mówiąc inaczej"? Dlaczego twój program zyskał tak ogromną popularność?

Teraz bardzo głęboko to analizuję, ponieważ tak się składa, że... piszę książkę. Charakterystyczne dla "Mówiąc inaczej" jest mówienie o rzeczach poważnych w niepoważny sposób. Tłumaczę takie zagadnienia, o których powinni uczyć nauczyciele. Ale bez dystansu, jaki jest między profesorem a uczniem. Radek Kotarski miał fajne uargumentowanie, dlaczego to działa. Jest coś takiego jak neuroasocjacja. To znaczy, że jeżeli podajemy informacje, okraszając emocjami, np. wkurzamy widza albo go rozśmieszamy, albo zasmucamy, albo dziwimy. Widz wtedy te informacje mózgu obtłuszcza i jest ona przez niego lepiej zapamiętywana. I może to jest klucz do mojego sukcesu.

Pamiętam drugi odcinek. Tam bardzo ostro polemizowałaś z widzami. Miałam wrażenie, że to taka konwencja - "im bardziej podrażnię widzów, tym chętniej mnie będą oglądali."

To był drugi odcinek. I rzeczywiście świat wtedy stanął mi na głowie. Nagrałam pierwsze dwa odcinki jednego dnia, zanim ruszyłam z pierwszym. Ale drugi opublikowany, to nie jest ten drugi nagrany przeze mnie.

Ja wrzuciłam mój pierwszy odcinek - i znów pojawia się temat Radka Kotarskiego. Radek wrzucił mój odcinek na swojego walla facebookowego - że tak powiem po polsku.  I to spowodowało, że mój kanał zdobył automatycznie - niemal natychmiastowo - dużą oglądalność. To było ponad 80 tysięcy odsłon w zaledwie cztery dni. Zaczęły się właśnie wtedy pojawiać negatywne komentarze. I doszłam do wniosku, że nie mogę tego tak zostawić.

Jak radzisz sobie z hejtami?

Na początku miałam duży problem. Byłam bliska tego, by zrezygnować z tej przygody, jaką jest YouTube. Nie radziłam sobie z rewelacjami, jakie mogłam przeczytać na swój temat. Rozmawiałam z dwoma youtuberami. Mówiłam, że nie umiem się w tym odnaleźć i pytałam: "co mam robić?". Jeden youtuber poradził mi, żebym w ogóle tego nie czytała i robiła swoje - nagrywała filmy, publikowała, a potem się od tego zupełnie odcinała. A drugi youtuber powiedział: "Paulina, czytaj! To jest nieodłączna cześć twojej pracy. Jeżeli nie będziesz czytała przez jakiś czas, a potem nagle zajrzysz, to fala hejtu może być tak duża, ze już się nie podniesiesz". Więc ja wybrałam tę drugą wersję.

Na początku znajomi, którzy mi pomagali przy produkcji filmów i prowadzeniu kanału, zaglądali przez pierwsze dwie godziny i kasowali wszystkie najgorsze komentarze. Dopiero za jakiś czas pozwalali mi wejść, żebym mogła czytać te przesiane komentarze. Natomiast teraz nie robią tego, bo nie ma już takiej potrzeby. Naprawdę hejtu dla hejtu jest coraz mniej.

Czego dotyczyły komentarze?

Widzowie się zdenerwowali, że użyłam konstrukcji "strasznie wkurza - mnie to strasznie wkurza". Przecież kto dziś używa czasownika "wkurzać się"? Kto? Plebs! Po prostu margines społeczeństwa. Więc chciałam wytłumaczyć się, żeby ludzie bardziej się zdystansowali do tego, co się będzie działo na kanale. Ponieważ ja mowę potoczną bardzo lubię! Nie zamierzam z niej rezygnować. Ona jest nam bardzo potrzebna. Gdybym chciała prowadzić kanał i posługiwała się tylko mową wzorcową, to byłby bardzo nieżyciowy i nudny. Ja bym się zdystansowała do widza i nie byłoby tej więzi, która jest teraz.

Drugi odcinek powstał, żeby odnieść się do krytyki i żeby dać sygnał przyszłym hejterom, żeby nie wyrywali się z tymi komentarzami, bo ja chętnie wyciągnę te komentarze i przed kamerą się z nimi rozprawię! Dzięki temu teraz jest tych hejtów mniej.

Na czym polega różnica między YouTube’em a telewizją?

Kluczowe dla telewizji są formaty. Ktoś albo ogląda zagraniczne formaty i próbuje je przenieść do Polski, albo siada sztab ludzi i oni wymyślają, jakie formaty zdobędą popularność.

Kiedyś doszłam do takiej - mam wrażenie - ciekawej myśli. Wydaje mi się, że kiedyś telewizja była dla nas oknem na świat, pokazywała świat odległy, nieznany.  A YouTube pokazuje nam, jak ten odległy świat zorganizować sobie we własnym pokoju. Na przykład telewizja pokazywała, jak wyglądają gwiazdy Hollywoodu. A na YouTubie dowiemy się, jak wyglądać jak gwiazda Hollywoodu. Telewizja pokazuje, jak należy ładnie mówić, bo prezenterzy ładnie mówią, a YouTube uczy kilku trików, które spowodują, że będziemy lepiej mówić.

Jak zostać youtuberem? Jak można nauczyć się nagrywać?

Po prostu nagrywać. Nie ma konkretnych ćwiczeń, które zrobią z ciebie fantastycznego youtubera. Trzeba próbować. Zbierać doświadczenia. Uczyć się na błędach, bo wiadomo, że na początku będzie tych błędów sporo. Nie trzeba się zrażać. Nie trzeba zakładać, że muszę osiągnąć to i to, a jak nie to jestem beznadziejny. Trochę więcej spontaniczności.

Badać rynek. Badać siebie. Badać widzów. Na początku można zrobić materiał i rozesłać go znajomym, rodzinie. Ja tak zrobiłam. I też dostanie się informacje, czy to da się oglądać, czy jednak lepiej popróbować czegoś innego, czy w inny sposób nagrać ten materiał.

 Ile osób liczy twoja ekipa i na jakim sprzęcie pracujecie?

Zaledwie dwie osoby - jest Łysy i ja. Od kilku odcinków mamy Lumixa. To jest Panasonic Lumix. I oczywiście mamy mikroport, który musimy zmienić, bo są z nim problemy. Przedostatni odcinek nagrywaliśmy trzy razy, bo ciągle były problemy techniczne.

Zawsze powtarzałam: nie trzeba wydać fortuny, żeby zakupić sprzęt, a potem wykorzystywać go do stworzenia materiałów na YouTubie. Po pierwsze YouTube kompresuje trochę te pliki i niszczy ich jakość. Po drugie ludzie są przyzwyczajeni do oglądania filmów na małym ekranie lub na telefonie. Materiały do internetu nie muszą być ostre jak żyleta.

Po trzecie na YouTubie ważniejsze jest co innego - ważniejsza jest charyzma, osobowość, treści. Jeśli ktoś chce rozpocząć swoją przygodę z YouTube’em, to niech się skupi na treści i jak chce tę treść przekazać. 

A mogę zadać niedyskretne pytanie? Ile zarabia jeden odcinek "Mówiąc inaczej"? To różnie bywa. Nie patrzyłam nigdy, ile zarabia jeden odcinek - patrzyłam, ile zarabia cały kanał przez miesiąc. I naprawdę nie da się tego określić. Z prostej przyczyny - nigdy nie wiem, jaka kampania będzie zrealizowana na moim kanale. Czasami jest tak, że reklamodawca zarezerwuje sobie kilka kanałów. I tam wyemituje swoje reklamy i wtedy zarobki kanału znacznie wzrastają.  A czasami tych kampanii nie ma. Ja mam dość specyficzny kanał i nie wszystkie reklamy do mnie pasują. Wydaje mi się, że reklamodawcy wolą się reklamować na czystej rozrywce niż na edukacji. Moje zarobki nie są zbyt wielkie i piorunujące. Ale ja się też nie skupiam na tym. Ja nie założyłam kanału, żeby zarabiać. Doskonale wiedziałam, ile zarabiają youtuberzy. I że dopiero od miliona odsłon zaczyna się coś dziać. A mój cały kanał ma 7 milionów odsłon. Przez dwa lata!

Natomiast za tym idzie coś, mam wrażenie, o wiele bardziej cenniejszego. O WIELE CENNIEJSZEGO! O wiele bardziej cenniejszego to jest pleonazm i nie wolno tak mówić.

W takim razie co robisz, żeby się utrzymać?

"Mówiąc inaczej" jest niewystarczające, jeżeli chodzi o reklamy wyświetlane na YouTubie. Natomiast są inne formy współpracy z markami - bezpośrednie, które dają większe zarobki  i tą drogą większość youtuberów podąża.

Zajmujesz się teraz nowy cyklem "Myśląc inaczej". Jakim tematy tam poruszasz? I kiedy możemy się spodziewać wydania twojej książki?

Cykl "Myśląc inaczej" nie jest zarezerwowany tylko dla książek albo dla języka. Ja tam chcę poruszać różne rzeczy, które mnie intrygują, zaskakują, zadziwiają, wkurzają, cieszą. Chcę poszerzać horyzonty myślenia ludzi. Bardzo często szufladkujemy pewne rzeczy, myślimy stereotypami. Dzięki stereotypom mamy poczucie, że wiemy o świecie prawie wszystko, że mamy kontrolę. I gdyby stereotypów nie było, to człowiek by oszalał, wiedząc, ile nie wie. Nie chcę ze stereotypami walczyć jako takimi. Ale chcę pokazać, że to jest stereotyp - możesz myśleć inaczej!

Natomiast publikacja książki jest przewidziana na wiosnę 2016. Już powstał konspekt. Po pierwsze mówię o błędach, a od tego - wychodzi opis mojej postawy względem błędów, moich przemyśleń.

Elwira Baranowska

Artykuł pochodzi z kategorii: Kultura