100 lat temu urodził się Ingmar Bergman - wielki wizjoner i "melancholijny Hamlet kina"

Sobota, 14 lipca 2018 (14:39)

Gdyby żył, świętowałby setne urodziny. Ingmar Bergman był nazywany mistrzem reżyserii, wielkim wizjonerem kina i skandynawskim mistykiem. W sumie zrealizował ponad 40 filmów, 140 przedstawień teatralnych, kilkanaście spektakli telewizyjnych. Napisał też kilkanaście scenariuszy dla innych reżyserów.

Ingmar Bergman - uważany za największego szwedzkiego artystę od czasu Strindberga - urodził się 14 lipca 1918 roku w Uppsali. Studiował sztukę i literaturę na Uniwersytecie Sztokholmskim. Jeszcze jako student pisał m.in. powieści, sztuki oraz opowiadania i był asystentem reżysera w jednym z teatrów w Sztokholmie. 

Swoją przygodę z kinem zaczął od pisania scenariuszy. Pierwszy film - zatytułowany "Kryzys" - wyreżyserował w 1947 roku. Zarówno ten, jak i większość późniejszych obrazów Bergmana to trudne, pesymistyczne, dramaty psychologiczne. Stałymi motywami jego twórczości były samotność, skomplikowane relacje z drugim człowiekiem, upokorzenie, śmierć i cierpienie. Reżyser niejednokrotnie stawiał pytania dotyczące kondycji człowieka we współczesnym świecie. 

Filmy o osobistym końcu świata

Twórczość Bergmana nabrała światowego rozgłosu wraz z premierą "Siódmej pieczęci" w 1957 roku. Był to już 17 film szwedzkiego artysty. Metaforyczna opowieść o rycerzu, który wraca z wyprawy krzyżowej i staje w szachowym pojedynku ze Śmiercią, do dziś jest postrzegana jako jedno z największych arcydzieł w historii kinematografii. 

Inny ważny film Bergmana - "Tam, gdzie rosną poziomki" - został wyreżyserowany w tym samym roku. To osobiste dzieło, sugestywne studium przemijania, przez wielu krytyków uznawane za szczytowe osiągnięcie w twórczości szwedzkiego filmowca, ze znakomitą rolą Victora Sjöströma. Film został uhonorowany Złotym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie.

Najlepszy czas w twórczości Bergman miał jednak jeszcze przed sobą. W kolejnych latach powstała m.in. niepowiązana ze sobą fabularnie, ale dotykająca tematu wiary wybitna trylogia - nagrodzone Oscarem "Źródło", "Goście wieczerzy pańskiej" i "Milczenie". 

Wielkim dziełem Bergmana była nakręcona w 1966 roku "Persona", z hipnotyzująca rolą ulubionej aktorki artysty - Liv Ullmann. To o tym filmie, traktującym - w dużym skrócie - o rywalizacji dwóch kobiet, szwedzki filmowiec miał później powiedzieć, że "uratował mu życie". 

Wywołał w Szwecji falę rozwodów?

Wśród wartych wspomnienia dzieł skandynawskiego artysty z lat 70. warto wymienić opowiadające o skomplikowanych relacjach i wiszącej w powietrzu śmierci "Szepty i krzyki", poruszające problem faszyzmu "Jajo węża" (1977) i "Sceny z życia małżeńskiego" (1973). O tym ostatnim filmie mówi się, że wywołał w Szwecji falę rozwodów i przyczynił się do masowego sięgania po pomoc terapeutów. 

Ostatnim filmem Bergmana był oparty na wspomnieniach z dzieciństwa "Fanny i Aleksander". Ta piękna, rozpoczynająca się w Wigilię Bożego Narodzenia opowieść, z przymrużeniem oka nazywana szwedzkim odpowiednikiem filmu "Kevin sam w domu", w której smutek przeplata się ze śmiechem, rubaszny humor z grozą, świętość z rozpustą, a wiara w Boga ze zwątpieniem - podbił serca widzów i filmowej krytyki. Film zgarnął w 1984 roku 4 Oscary

Bergman jednak dość nieoczekiwanie po tym międzynarodowym sukcesie obwieścił, że żegna się z przemysłem filmowym. Artysta zaszył się na wyspie Faro. Zmarł 30 lipca 2007 w wieku 89 lat. Tego samego dnia odszedł inny geniusz kina: włoski reżyser Michelangelo Antonioni. Wybitny historyk film Andrzej Werner porównywał to z historią z roku 1616, kiedy to jednego dnia zmarli William Szekspir i Miguel de Cervantes.  

(m)

Artykuł pochodzi z kategorii: Kultura