​Urząd Komunikacji Elektronicznej przeprowadzi kontrolę w firmie NetMaks dostarczającej internet - dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. To efekt skarg klientów tej firmy, którzy od dwóch miesięcy nie mogą korzystać z sieci. Chodzi o usługę Darmowy Internet Unijny, za którą - wbrew nazwie - trzeba wpłacić kaucję, obecnie sięgającą prawie 2,5 tys. złotych. Sygnał na ten temat dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM.

REKLAMA

Firma Milmex "Netmaks" - dostawca internetowy promujący akcję "Internet Unijny za darmo" - od 2 miesięcy wstrzymał dostęp do internetu kilku tysiącom użytkowników na terenie Polski bez podania przyczyny. Wcześniej firma pobrała dotację unijną w wysokości 80 mln zł oraz "kaucję" od każdego użytkownika w wysokości 1500 - 2500zł, jako kaucję na czas trwania darmowego internetu (2 lata). Umowa z firmą "Netmaks" jest skonstruowana tak, by w razie zerwania umowy z firmą kaucja była wypłacona w dużo mniejszym wymiarze lub wcale. Firma od 2 miesięcy nabrała wody w usta, pozamykała punkty sprzedaży w wybranych województwach, poskładała nadajniki i zniknęła z "kasą" - napisał nam na Gorącą Linię RMF FM nasz słuchacz Krzysztof (pisownia oryginalna).

Klienci już wcześniej zwracali się w tej sprawie do UKE. Z napływających skarg wynika, że spółka przestała świadczyć usługi telekomunikacyjne dla swoich abonentów, zlikwidowała kilka biur obsługi klienta, jak również brak jest możliwości kontaktu telefonicznego i mailowego z operatorem, a przesyłana korespondencja nie jest przez spółkę odbierana - poinformował nas Jacek Strzałkowski, rzecznik prasowy Urzędu.

UKE skontroluje jedynie przestrzeganie przez NetMaks prawa telekomunikacyjnego, m.in. stosowanych wzorów umów i rozpatrywania reklamacji abonentów. Tylko tyle może. Inspektorzy mają natomiast nadzieję, że w trakcie kontroli uda się wyjaśnić także inne wątpliwości, głównie dotyczące finansów.

Choć usługa nazywa się "darmowy internet", osoby, które zdecydowały się na 2 lata związać z NetMaksem, musiały zapłacić kaucję. Teraz to prawie 2500 tysiąca złotych. Klienci mogli podpisać także umowy kredytowe na tę kwotę. Raty miał spłacać operator. Okazało się jednak, że banki zwróciły się o spłatę do abonentów.

O problemy kilku tysięcy klientów będziemy pytać także przedstawicieli firmy.

(MRod)