Prokuratura rejonowa w Piszu wszczęła śledztwo w sprawie wczorajszego wypadku na pobliskiej rzece. Jacht zahaczył tam o linię wysokiego napięcia. Dwie osoby zostały ranne. Utonął 14-latek, który ruszył na pomoc.

REKLAMA

Nastolatek, który usłyszał wołanie o pomoc i wskoczył do wody, żeby wyciągnąć dwóch mężczyzn, prawdopodobnie został porażony prądem. Stało się tak, bo jacht zahaczył o linię wysokiego napięcia.

Mężczyźni, którzy wcześniej wypadli z łodzi, są poważnie poparzeni. Dyrektor szpitala w Piszu Marek Skarzyński powiedział mediom, że stan jednego z porażonych prądem żeglarzy jest bardzo ciężki, przebywa na OIOM. Drugi przebywa na chirurgii, jest po zabiegu, jego stan jest nieco lepszy ale także poważny - dodał.

Od mężczyzn pobrano krew do badań na ewentualną zawartość alkoholu. Wiadomo natomiast, że pozostałe cztery osoby przebywające na jachcie: trzy kobiety i mężczyzna - były trzeźwe.

W środę prokurator rejonowy w Piszu wszczął śledztwo w sprawie wypadku w ruchu wodnym, ale też w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci 14-latka. Prokurator Rafał Kulągowski zaznaczył, że planowana jest też sekcja zwłok nastolatka. Chcemy poznać przyczynę śmierci chłopca. Na razie uważamy, że gdy był w wodzie, został porażony prądem, ale czy na pewno tak było, da odpowiedź sekcja - powiedział.

Dodał, że w środę będą wykonywane czynności na jachcie, który zahaczył o linię wysokiego napięcia, a na rzece, gdzie doszło do wypadku, będą pracować energetycy.


Jak doszło do wypadku?

Po godz. 17 we wtorek jacht z sześcioma dorosłymi osobami na pokładzie płynął rzeką Pisą do portu przy moście kolejowym. Na trasie znajdowały się dobrze oznaczone linie wysokiego napięcia, ale załoga nie złożyła masztu.


Łódź przepłynęła pod jedną z linii i gdy załoga zdała sobie sprawę z tego, że nie zmieści się pod drugą linią, próbowała prawdopodobnie zatrzymać łódź. Nie udało się i maszt zahaczył o linię, w efekcie dwóch porażonych prądem żeglarzy - w tym sternik łodzi - wypadli za burtę.

Załoga jachtu zaczęła wzywać pomocy. W pobliżu szła grupa nastolatków. Jeden z chłopców widząc, co się dzieje, wskoczył do wody, by ratować mężczyzn. Niestety, po chwili chłopiec zniknął pod wodą. Znaleziono go na dnie rzeki. Dla mnie ten chłopak zachował się jak prawdziwy bohater - powiedział prokurator Rafał Kulągowski.

Dodał, że z relacji kolegów chłopaka wynika, że nie zdawali oni sobie sprawy, że na jachcie doszło do porażenia prądem.

Jachtem, który zahaczył o linię wysokiego napięcia, płynęła załoga z Krakowa i okolic. 49-letni sternik jest jednym z tych, który wpadł do wody.